Czwarty patronat nad książką

26 sierpnia ukaże się najświeższe wydanie Jądra ciemności Josepha Conrada. Wydawcą jest Wydawnictwo MG, przekładem zajęła się Aniela Zagórska. Mam zaszczyt sprawować patronat medialny nad publikacją. Traktuję to jako niezwykle ważne wyróżnienie, bo jest to jedna z moich ulubionych książek.

Strona książki: http://www.wydawnictwomg.pl/jadro-ciemnosci/

Referencje – prowadzenie konta na Facebooku

Pod koniec wiosny pomagałem firmie NoLimits  w prowadzeniu konta sklepu Metka na Facebooku. Do moich zadań należało: tworzenie wpisów, komunikacja interpersonalna, administracja i zarządzanie konkursami, tworzenie materiałów graficznych. Współpraca obejmowała również konsultacje z zakresu tworzenia tekstów i obsługi portali społecznościowych.

Wczoraj wieczorem umieściłem w zakładce bloga referencje od NoLimits – dziękuję bardzo! Dokument dostępny jest tutaj: prowadzenie konta na Facebooku.

Jak pisać o książkach – analiza kilku tekstów z okładek

Dziś przyjrzę się o książkowym blurbom, czyli tekstom umieszczonym na okładkach. Mają one charakter marketingowy. Najczęściej znajdujemy je na czwartej stronie okładki. Jednak należy pamiętać, że znajdujemy je też na jedynce oraz na skrzydełkach publikacji.

Dużo czytam – jest to związane z moją pracą zawodową, prowadzeniem dwóch blogów oraz odwieczną (toksyczną) miłością do słowa pisanego. Dlatego zwracam szczególną uwagę na opisy zachęcające do sięgnięcia po daną publikację. Oczekuję od nich jednego – muszą kusić!. Niestety, czasami napotykam na teksty umieszczone na tylnej okładce, które nie działają prawidłowo pod względem marketingu.

Za przykład wybrałem dwie książki, o których pisałem ostatnio na Bazgrolek.pl (ich blurby charakteryzują się wysoką jakością, ale zawierają też po lekkim zgrzycie), a także tą posiadającą (moim zdaniem) idealne zachęcenie do lektury.

Pierwszą publikacją jest Kanada Richarda Forda. Odwracając książkę znajdujemy taki materiał:

Przyjrzyjmy się mu. Autor rozpoczyna opis w naprawdę ciekawy sposób, od pochlebnego cytatu. Czytając go po raz pierwszy czułem jak przeszywa mnie dreszcz.

Niezwykle sugestywna książka. Zapadającymi w pamięć zdaniami, które oddają zmienność i przypadkowość ludzkiego życia, opowiada o kruchości i samotności istnienia. Bez wątpienia najlepsza z dotychczasowych powieści Forda. Krótko mówiąc – arcydzieło.
Mail on Sunday

Później jest jeszcze lepiej. Kolejny cytat (to on pierwszy, dzięki pogrubionej czcionce, rzuca się w oczy)– słowa rozpoczynające pierwszy rozdział Kanady:

Najpierw opowiem o napadzie dokonanym przez moich rodziców, a później o zabójstwach.

Jako czytelnik rządny powieści, w której rodzice bohatera będą napadać, a później ktoś kogoś zabije, byłem zachwycony tą zapowiedzią i szykowałem się na wyśmienitą literacką przygodę. Przeświadczenie potwierdziły kolejne zdania zapowiedzi:

Rodziców Della Parsonsa do napadu na bank pchnęły błędne myślenie i życiowy pech. Choć nie byli lekkomyślnymi ludźmi, ich działania w jednej chwili na zawsze zmieniły los ich piętnastoletniego syna.

Według mnie po tych dwóch zdaniach powinien zakończyć się opis. No, można byłoby wstawić informację o autorze- biografia, publikacje i inne dokonania. Rozpoczynałbym lekturę wiedząc, że przeczytam o zbrodniach, a samo niedopowiedzenie wzmagałoby czytelniczy apetyt.

Jednak autor opisu wolał opowiedzieć co stanie się dalej. Tym samym przedstawił mi prawie połowę książki. Wolałbym odkryć to samodzielnie, niż dowiadywać się ze blurbowego spoilera.

Gdy rodzice Della trafiają do więzienia, chłopak cudem unika umieszczenia w domu opieki dla nieletnich. Wyrusza przez Montanę na spotkanie nieznanego, aby w końcu wylądować w obcej Kanadzie w hotelu na prerii, zdany na łaskę gwałtownego i zagadkowego Arthura Remlingera. Wkrótce Dell przekonuje się, że nowy świat skrywa własne mroczne tajemnice, a on sam nie jest jedynym, który pozostawił przeszłość po drugiej stronie granicy.

Okładka książki posiada również skrzydełka. Na pierwszym umieszczona została krótka informacja o autorze wraz ze zdjęciem, na drugim kilka cytatów zachęcających do przeczytania. Do nich nie mam zastrzeżeń.

Drugą publikacją jest Kim moglibyśmy być, gdybyśmy nie byli nami Alberta Espinosy. Tekst na czwórce okładki jest idealny. Składa się ze znakomicie dobranego cytatu z powieści:

Niezbyt wierzę w miłość, mocno wierzę w seks.
Jednakże ta dziewczyna miała coś tak dziwnego
w sposobie czekania, tak ustawiała stopy, tak się poruszała,
rozglądała, że obudziła we mnie nowe uczucie.
Nie dostrzegła mojej obecności, nie była świadoma tego,
że ani przez chwilę nie odrywałem od niej wzroku.

Przysłowiowy strzał w dziesiątkę, który przyciągnie i wymagającego czytelnika i miłośników iluś tam twarzy Greya.

Kolejny fragment również zachęca do lektury.

Debiut powieściowy znanego dramaturga, prozaika, reżysera i aktora, nazwanego „Almodóvarem hiszpańskiego teatru”, którego pisarstwo porównuje się do twórczości Harukiego Murakamiego.
Historia surrealistyczna, romantyczna, nasycona magią, miłością i marzeniami, napisana z dużą dozą humoru, której bohaterem mógłby być każdy z nas.

Brawo! Pierwsze zdanie na pewno trafi do miłośników Almodóvara, Murakamiego, a także miłośników teatru. Drugie powinno uderzyć w czytelników szukających określonych tematów, humoru oraz lubujących się w surrealistycznych treściach. No i to porównanie historii bohatera do tej, którą może przeżyć każdy z nas – mistrzostwo! Jako czytelnik i osoba zajmująca się storytellingiem, kupuję to.

Całość kończy zdanie, które upewniło mnie, że Espinosa to pisarz, z którym chcę mięć literacki romans.

NAJLEPIEJ SPRZEDAJĄCY SIĘ AUTOR HISZPAŃSKI 2011 ROKU!

Całość psuje jedno ze skrzydełek okładki. Znajduje się na nim zbyt obszerny opis książki. Naprawdę można było go skrócić, opisując Kim moglibyśmy być, gdybyśmy nie byli nami w sposób taki jak na tylnej części okładki. Umyślnie nie cytuję go, by nie tworzyć spoilerów. Jednocześnie zachęcam do sięgnięcia po książkę.

Na koniec zostawiłem najlepiej oceniany przeze mnie opis książki. Pochodzi on z publikacji Danego Laferriere Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem? I wygląda tak:

 

Kontrowersyjny tytuł i cytat opisujący przerażająca historię są skonfrontowane z dwuzdaniowym opisem zachęcającym do czytania. Idealnie pasują do klimatu znalezionego na kartach powieści. A o czym jest owa? Zapraszam do sprawdzenia lub śledzenia wpisów na Bazgrolek.pl. Kiedyś tam o niej napiszę.

Kreatywne formy reklamy – druk 3d

Wielokrotnie poruszałem na blogu temat kreatywnych reklam. Przyglądałem się konceptom, analizowałem materiał od strony copywritingu oraz skuteczności przekazu. Dziś przyszedł czas na formę.

Mamy szczęście żyć w czasach, w których można wykreować niemal wszytko – wystarczy tylko pomysł, resztę załatwi sprzęt do druku 3d. Zainteresowany tematem, zwróciłem się do ekspertów z Three Dimensions Lab (to właśnie oni pomogli mi w pełni  zrealizować materiał do wpisu  na Bazgrolek.pl o najnowszej powieści Jacka Dukaja Starość Aksolotla) z zapytaniem o nietypowe, kreatywne formy reklamy 3d.

Odpowiedź otrzymałem momentalnie. Była bardzo obszerna, za co serdecznie dziękuję.

Poniżej znajdują się najciekawsze realizacje Three Dimensions Lab, które wskazują, że nie tylko słowo może zadziałać na Klienta, ale też forma reklamy.

Bardzo ciekawym przykładem są popularne case`y na smartfony. Posiadając model obudowy o pożądanych kształcie, użytkownik (świadomy możliwości urządzenia do wytwarzania przyrostowego) jest w stanie nadać mu dodatkowe cechy, na przykład firmowy logotyp lub napis-dedykację. Poniższe zdjęcie przedstawia obudowę na telefon komórkowy- prezent urodzinowy  dedykowany osobie nazywanej przez znajomych Piorunem. Materiał, z którego wykonana jest obudowa, to kompozyt biodegradowalnego tworzywa (PLA) wraz z mączką drewnianą.

Kolejną możliwością wykorzystania druku 3d pod kątem marketingowym są zakładki do książek. Powstają błyskawicznie, są praktyczne i wyglądają niesamowicie.

Druk 3d wykorzystywany jest również w produkcji wizytówek i breloczków. Co w nich innowacyjnego? Dzięki możliwościom drukarek trójwymiarowych można osiągnąć efekt, o którym typowe drukarnie do tej pory mogły pomarzyć – przekonaj się o tym wpisując w Google Grafika frazę `wizytówki 3d`. Natomiast innowacyjne breloczki z Three Dimensions Lab wyglądają tak:

Zamawiającym była Studencka Fundacja Manus. Przedmioty zostały rozdane wolontariuszom, aby łatwiej odnajdywali swoje klucze (stąd numery na każdym z nich).

Na koniec pozostawiłem przykład, którego marketingową moc zrozumieją tylko osoby zbierające figurki kolekcjonerskie. Wypuszczając na rynek produkt typu gra, film lub książka, warto zainwestować w podarowanie odbiorcy możliwości postawienia na biurku ulubionego bohatera. Tu z pomocą przychodzą możliwości druku 3d. W naszym Kraju po takie rozwiązanie sięgnęło już Allegro oraz Techland. Z ostatnim wymienionych wydawnictw współpracowała firma Three Dimensions Lab. Na potrzeby promocji gry komputerowej Dying Light pomogli dostosować figurki do druku 3d oraz zajęli się tak zwanym wytworzeniem proofów.

 

 

Design Thinking dla przedsiębiorstw i małych firm

To nie będzie długa recenzja. Ba, przyznam się, że nawet nie próbuję takowej napisać. Wolę skupić się na plusach, które uzyskałem po wprowadzeniu kilku zmian, o których dowiedziałem się z Design Thinking dla przedsiębiorstw i małych firm.

Po pierwsze, naprawdę duże pieniądze. Już wcześniej wiedziałem czym jest myślenie projektowe, korzystałem z niego, ale nie realizowałem wszystkich etapów, o których pisze Beverly Rudkin Ingle. To jest: zrozumienia, definiowania, ideacji, prototypu i testowania. Postanowiłem, mimo lekkich oporów, zastosować się do zaleceń autorki. Udało się. Projekt z zakresu komunikacji interpersonalnej realizowany dla mojego Klienta, nie tylko zaczął działać, spełniając oczekiwania, ale też pozwolił nam uchronić się przed porażką. Stąd wiem, że ta książka to skarb, nawet dla freelancera.

Po drugie, pozwoliło inaczej spojrzeć na mój biznes. Design Thinking dla przedsiębiorstw i małych firm to wartościowy opis jak powinno działać każde przedsiębiorstwo. Zarówno jednoosobowe, kilkuosobowe, jak też potężna korporacja. Brzmi zabawnie? Zajrzyj do książki, a przekonasz się, że Ingle to osoba posiadająca nie tylko kompetencje, ale też wiedzę.

Po trzecie, ćwiczenia i wskazówki. Jest ich tyle, że każdy (pojedynczy przedsiębiorca, jak też osoba zarządzająca grupą ) znajdzie coś IDEALNEGO dla siebie. Ta książka ma tylko 175 stron, a jest wypełniona po brzegi radami w jaki sposób ćwiczyć, przygotowywać każdy element wyznaczonego zadania, by na końcu wszystko się udało.

Muszę wspomnieć również o języku. Mimo, że jest to pewien rodzaj poradnika, czyta się go jak dobrą powieść. To świadczy o rewelacyjnych umiejętnościach tłumaczki – Katarzyny Żarnowskiej. Naprawdę dobra robota!

Książka na stronie wydawnictwa kosztuje 34,90 zł. To dobra cena – szczególnie, że pozycja przyda się każdemu. Kto jednak chce oszczędzić, niech sięgnie po e-book. Jest tańszy i zmieści się w każdym tablecie lub smartfonie.

Gorąco polecam!

Beverly Rudkin Ingle Design Thinking dla przedsiębiorstw i małych firm, Helion, 2015

Dziękuję Wydawnictwu Helion za egzemplarz recenzencki

Copywriting dla portalu Archimania

Współpraca z portalem Archimania obejmuje wiele ciekawych prac z zakresu copywritingu. Właśnie w Referencjach pojawił się skan dokumentu otrzymanego od twórców strony. Dziękuję bardzo!

Zapraszam do zapoznania się z dokumentem.

Jednocześnie, wszystkim osobom zainteresowanym projektowaniem, architekturą, wystrojem wnętrz, polecam odwiedzenie tego portalu. Szybko odkryją one, że treści na stronie są dedykowane nie tylko grupie architektów, ale szerokiemu gronu odbiorców.

Zespół Archimanii robi naprawdę świetną robotę!

Kodeks wygranych

Jestem partnerem medialnym tej książki. Bardzo się z tego cieszę, bo to co zamieścił Krzysztof Król w Kodeksie wygranych może pomóc każdemu kto chce osiągnąć sukces. Ba, już pomogło! W ciągu 4 lat sprzedano 20 tysięcy egzemplarzy książki, a to wiele znaczy. Właśnie ukazała się druga edycja Kodeksu. Możesz zdobyć jeden z trzech egzemplarzy zupełnie za darmo, ale o tym za chwilę.

To Twój obowiązek i Twoja odpowiedzialność, aby wykorzystać to życie, które masz, w maksymalnym stopniu. To również Twoja przyjemność, by się rozwijać i w pełni z niego korzystać.

Pisze Krzysztof Król i podaje, krok po kroku, sposób w jaki sposób zacząć żyć pełnią życia, jak wygrać coś więcej niż własne szczęście. Na początku autor każe założyć dziennik, w którym czytelnik będzie zapisywał odpowiedzi na polecenia znalezione w książce. Ważne, by był w formie papierowej, co wpłynie na formę pracy i późniejszą analizę. Następnie czytelnik zabiera się do lektury, medytacji, analizy i ćwiczeń.

Kodeks wygranych składa się z dziesięciu rozdziałów, bonusowych ćwiczeń oraz płyty DVD z nagraniem. Czyta się go znakomicie. Pod względem języka narracji, widzę w nim połączenie tego co najlepsze, zaczerpnięte  z trzech moich ulubionych motywatorów: Murphyego, Coveya oraz Robbinsa. Naprawdę jest super!

Poszczególne rozdziały odnoszą się do rozwoju osobistego. Na początku Król zaczyna od tematu przekonań, tego co się dzieje w naszym umyśle i ile szkód robimy sobie sami. Następnie autor zaczyna mówić o tym jak zacząć „budować własną rzeczywistość”, uczy od podstaw marzyć, realizować cele, motywować samego siebie, a także jak odnaleźć spokój i akceptację.

Ogromną rolę w procesie rozwojowym pełnią inni ludzie. Krzysztof Król tłumaczy czytelnikowi jak wiele znaczą dla naszego powodzenia i każe działać, czyli czynić dobro, ulepszać świat. Poszczególne tematy, jak tez ćwiczenia, mają za zadanie zmusić odbiorcę do refleksji, a następnie do konkretnego działania.

Czy można zaufać słowom Krzysztofa Króla? Myślę, że tak, z dwóch powodów. Po pierwsze całość jest logicznie ułożona, każda teza ma potwierdzenie w cytacie lub przytoczonym przykładzie. Po drugie, autor jest osobą rozpoznawalną i chwaloną. Uczy skuteczności działania (kiedyś swoją szkolą uwodzenia narobił wielkiego zamieszania). Warto więc obdarzyć go kredytem zaufania.

Jak wspomniałem, mam dla Czytelników mojego bloga trzy egzemplarze Kodeksu wygranych. Aby je zdobyć, należy TYLKO polubić i udostępnić na Facebooku jedno zdjęcie [link do konkursowego zdjęcia].

Wyniki konkursu podam 29.05.2015 na Facebooku.

Krzysztof Król Kodeks Wygranych, Onepress, 2015

Cena puszczenia oczka

Projektując reklamę, należy pamiętać nie tylko o atrakcyjnej warstwie graficznej, ale też o zwróceniu uwagi na treść. Negatywnym przykładem może być ta z plakatu przedstawionego na zdjęciu.

Na początku całość działa wzorowo. Element graficzny w postaci serca, zabawa kolorem i czcionką, slogan, dobór przymiotników – to wszystko porywa oglądającego i zmusza do zapoznania z treścią. Jednak na samym dole, w miejscu gdzie odbiorca otrzymuje informacje o cenie, pojawia się zgrzyt w postaci emotikony.

Już od ;) – czytając ów komunikat wiem, że ktoś puszcza do mnie oczko. W mowie ciała takie zachowanie może być traktowane jako „informacja o zachowaniu tajemnicy”, ale w większości przypadków jest odczytywane jako „to co mówimy jest tylko żartem”. Właśnie w ten drugi sposób ;) odczytywane jest na tym plakacie.

Podobnie wystrzegałbym się innych emotikon, gdy mówię o pieniądzach, nawet tych: :), :D, tak często przez nas stosowanych. Są niebezpieczne. Odbiorca zaczyna czuć, że coś jest nie tak z ceną, ktoś zaczyna z niego żartować .

Dlaczego 1000 znaków ze spacjami nie kosztuje 1 zł?

Jak wiele tracą zleceniodawcy wybierając najtańszą ofertę copywritingu? Dlaczego 1000 znaków ze spacjami za 1 zł nadaje się tylko do kosza? Jak zyskać treści na stronę www, które zainteresują i zmuszą do działania?

Odpowiedź na powyższe pytania znajdziesz w moim artykule, który właśnie pojawił się na stronie Prooptima.pl. Przeczytasz go klikając w poniższy obrazek.

copywriter 1000 znaków za 1 zł

 

Nie bój się lwa – analiza hasła reklamowego

Zwierzę przedstawione na poniższym obrazku zapisało się w kulturze miedzy innymi jako symbol Boga, Jego mocy, męskości, waleczności, tryumfu, dzikości, siły. W bajkach często przypisuje się mu funkcję króla, mądrze rządzącego światem zwierząt. Natomiast w rzeczywistości określany jest jako jeden z najsilniejszych, niebezpiecznych drapieżników, który pozbawił zdrowia i życia wielu myśliwych.

Źródło:http://pixabay.com/pl/lew-kot-du%C5%BCy-drapie%C5%BCnik-safari-515028/

Jak dobrze wiedzą czytelnicy mojego bloga, wszyscy podświadomie  mamy kłopot z komunikatami zawierającymi zaprzeczenie. Widząc owe najpierw analizujemy wyrazy poprzedzające negację, a dopiero na końcu poddajemy analizie ją samą.

Dlatego hasło Nie bój się lwa. Jest odczytywane w taki sposób. Na początku w naszych myślach przywołujemy sylwetkę zwierzęcia z bujną grzywą. O tym, że jest to niebezpieczny drapieżnik, a nie sympatyczny król dżungli, upewnia naszą podświadomość bój się. Dopiero na samym końcu, umysł odczytuje zaprzeczenie.

Wytworzenie w głowie odbiorcy dwóch obrazów zagrożeń – „drapieżnika” + „sugestii strachu” to bardzo kiepski pomysł.

Jak się przed tym zabezpieczyć? Jak zmienić powyższe hasło, tak by działało pozytywnie na odbiorcę? Dowiedz się tego zapisując się na listę mailingową lub skorzystaj z poniższej darmowej opcji Pay with a Tweet.

Jak zwiększyć wiarygodność? Analiza ulotki

Tematem dzisiejszego wpisu będzie wzbudzenie zainteresowania odbiorcy wraz z budową w jego umyśle obrazu wiarygodności. Przykładem niech będzie ta ulotka.

Mimo jednego błędu (braku znaku interpunkcyjnego po formule inicjującej), uważam że jest to materiał reklamowy na najwyższy poziomie. Wyjmując ze skrzynki maleńką kartkę byłem przekonany, że jest to ogłoszenie napisane odręcznie przez osobę fizyczną. Nierówny zapis, różnorodna wielkość liter oraz wrażenie naniesienie treści za pomocą długopisu, wzbudziły w moim umyśle poczucie wiarygodności – zachęcające do zapoznania się z informacją. Dopiero po dostrzeżeniu pieczątki widniejącej po drugiej stronie, zrozumiałem, że właśnie wkręciła mnie w swoją akcję firma działająca na rynku nieruchomości.

Nazywa się Dobry Dom i mieści się w samym centrum Białegostoku. Mówią o sobie, że nie są agentami nieruchomości, ale doradcami, którzy analizują rynek nieruchomości pod kątem oczekiwań Klienta, negocjują ceny oraz kontaktują z najlepszymi ekspertami finansowymi. Jak widać, znają się również na reklamie.

Udało mi się porozmawiać z przesympatycznym właścicielem, który opowiedział mi o szczegółach kampanii. Zadbano o każdy szczegół, nawet o papier. Bowiem, nie jest to zwykły papier ksero, ale gorszej jakości, grubszy, sprawiający wrażenie kartki wyrwanej z notesu.

Jedną rzeczą, którą osobiście zmieniłbym w ulotce, jest zastąpienie czerwonej pieczątki odręcznym podpisem lub innym elementem typu numer telefonu (z nierównym podkreśleniem cyfr) lub grafiką w postaci strzałki (cel: zmuszenie do odwrócenia kartki).

Trening Intelektu – książka która uruchomi Twój mózg

Nieczęsto spotyka się takie książki jak Trening Intelektu. Na pierwszy rzut oka przypomina zbiór zadań z matematyki, ale po zapoznaniu się z treścią kilkustronicowego Rozdziału pierwszego wszystko staje się jasne.

Autorki, Paulina Mechło oraz Jolanta Grzelka, osoby na co dzień zajmujące neurokognitywnistyką stworzyły zbiór ćwiczeń, który ma za zadanie zwiększyć sprawność intelektualną. Mówimy tu o polepszaniu pamięci, szybszym myśleniu oraz liczeniu. Czy im się to udało? Sprawdziłem na sobie.

Każdego dnia wykonywałem poszczególne ćwiczenia, przydzielone przez autorki, a następnie spisywałem wyniki. Efektami, w pierwszych dniach, dzieliłem się na Twitterze. Najpierw zauważyłem, że z dnia na dzień mam coraz lepsze wyniki w wykonywaniu działań arytmetycznych na czas, aż do dnia 10. Wtedy to opublikowałem:

i zamilkłem na 15 dni. Dlaczego? Moja forma zaczęła spadać. Przez ponad tydzień miałem czas mniej więcej taki jak w pierwszym dniu. Prawdopodobnie jest to związane z mnóstwem pracy oraz z przesileniem wiosennym, tak sobie to tłumaczę. Następnie wyniki znów zaczęły piąć się w górę, a ja stawałem się bardziej zadowolony z siebie.

Podsumowując: badanie, to była fajna przygoda. Dzięki niej dowiedziałem się trochę o sobie, a także polepszyłem sprawność intelektualną. Zdecydowałem się na wykonywanie niektórych ćwiczeń w najbliższej przyszłości – liczenie na czas oraz zapamiętywanie układu przedmiotów i odwzorowanie ich w pamięci.

Jak wyglądają ćwiczenia? Warto sprawdzić pobierając tę próbkę.

Komu polecam niniejsza publikację? Na pewno wszystkim osobom w wieku +40. Jako trener pracujący z osobami w takim wieku, doskonale znam ich nastawienie na nowości oraz narzekanie na kiepską pamięć. Publikacja Pauliny Mechło oraz Jolanty Grzelki na pewno przypadnie im do gustu. Jest wydana na papierze, a nie w wersji elektronicznej plus przypomina zbiory zadań z okresu edukacji – to argumenty najbardziej przekonujące osoby z większym doświadczeniem życiowym.

Książka przyda się również osobom młodszym, które chcą myśleć sprawniej i szybciej. Decydując się na jej przeczytania, muszą podjąć tylko postanowienie, codziennie przymusić się do wykonywania zaleconych zadań.-

Ocena: 10/10

Paulina Mechło, Jolanta Grzelka Trening Intelektu, Helion, 2015

Dziękuję Wydawnictwu Helion za egzemplarz recenzencki

Ekspert biznesu – kilka słów o książce

Jak wymyślić, stworzyć i prowadzić zyskowny biznes bez środków na start – tak brzmi podtytuł książki Adama Grzesika. Przyznam się, że to właśnie on przyciągnął moją uwagę, zaintrygował i zachęcił do sięgnięcia po tę pozycję.

Z perspektywy przedsiębiorcy, osoby prowadzącej od kilku lat firmę, wiele informacji znalezionych w Ekspercie biznesu było oczywistych. Sporo było takich, które łatwo znaleźć w sieci – czytając artykuły lub wywiady (na przykład te z Richardem Bransonem), ALE…

Znalazłem w książce Grzesika takie perełki, które momentalnie wykorzystałem w swojej pracy. Były to zarówno porady, jak i pewne historie związane z firmami oraz markami – mające zainspirować lub wyjaśniać myśl autora. Te ostatnie były bardzo przydatne podczas prowadzenia szkoleń.

Dlatego ocenę 5/10 podwyższam aż o 2 punkty. Z perspektyw subiektywnej, określę publikację jako ciekawą i trochę przydatną, do której może kiedyś jeszcze zajrzę.

Jednak końcowa ocena Eksperta biznesu jest zupełnie inna ­– wystawiam publikacji notę 9/10. Bowiem głównym odbiorcą poradnika są osoby, które szukają sposobu na rozkręcenie biznesu. Dopiero, moim zdaniem, drugą grupą są przedsiębiorcy, którzy prowadzą firmę i szukają sposobów na jej ulepszenie.

Z perspektywy odbiorcy-nowicjusza, książka Adama Grzesika jest rewelacyjna. Szkoda, że na nią nie trafiłem 8 lat temu. Ustrzegłbym się przed popełnieniem kilku błędów i poprawiłbym skuteczność działania oraz planowania, które są głównym tematem publikacji.

Ekspert biznesu to najlepsza check lista, którą należy mieć przy sobie otwierając firmę. Znajdują się w niej zagadnienia takie jak: znalezienie pomysłu na biznes, stworzenie jego podstaw, po elementarne działania, które należy wykonać tuż po pojawieniu się na rynku.

Całość czyta się jednym tchem, co świadczy o wysokim stopniu komunikatywności autora. Podczas lektury czułem się jakbym uczestniczył w wykładzie prowadzonym przez Grzesika. A to za sprawą prostego języka i wielu analiz przypadku. Co rzadko zdarza się w poradnikach, case study nie są tylko standardowe, bijące powagą i majestatem, ale też zawierają elementy wywołujące uśmiech u czytelnika.

Ocena: 9/10

 Adam Grzesik Ekspert biznesu, Helion, 2015

Dziękuję Wydawnictwu HELION za możliwość przeczytania książki

Twitter. Sukces komunikacji w 140 znakach

Trudno jest mi pisać o książce Twitter. Sukces komunikacji w 140 znakach Eryka Mistewicza. Z jednej strony jestem zachwycony publikacją. To perfekcyjnie napisany poradnik, z którego na pewno skorzystają początkujący twittujący oraz osoby posiadające już podstawową wiedzę na temat social media. Z drugiej strony, kilkukrotnie natknąłem się w treści na reklamę Instytutu Nowych Mediów – firmy Mistewicza, co nie bardzo przypadło mi do gustu i zaowocowało odjęciem dwóch punktów w ocenie końcowej. No cóż, nie każdy pisze idealne książki, nawet Eryk Mistewicz, osoba, którą podziwiam i bardzo cenię za wartość, jakość i sposób przekazywanej wiedzy.

Poza wspominaną goryczką promocji, nie mam nic więcej do zarzucenia publikacji. Uważam, że jest warta każdych pieniędzy. Dlaczego?

Po pierwsze, udowadnia wyższość Twittera nad Facebookiem i Google+. Mistewicz pokazuje, że dzięki serwisowi z ptaszkiem w logotypie możemy zwiększyć sprzedaż, zdobyć nowych klientów, a także odnieść wymarzony sukces. Moc leży w „ćwierkaniu”. To nie tylko najszybsza forma komunikacji, droga do nawiązania znajomości, ale też ucieczka od nienawiści hejterów na rzecz dialogu i wymiany priorytetowych informacji. Całkowicie zgadzam się z autorem.

Po drugie to książka o storytellingu – czyli o tym, co pozwoliło Mistewiczowi wybić się na polskim rynku. Mistrz opowieści przedstawia w swojej książce metody interesującego opowiadania. Robi to na wiele sposobów. A to pisząc samodzielnie, a to posługując się wypowiedziami innych osób – twitterowiczów. Uzyskuje dzięki temu piorunujący efekt, odbiorca czyta Twittera jak dobrą powieść. Należy też zaznaczyć, że jest to poradnik o tym, jak komunikować się z innymi. Autor piętnuje metody wykorzystywane na co dzień przez marketingowców, na rzecz opowieści o produkcie, jego użyteczności oraz zyskach płynących do Klienta.

Po trzecie, Twitter. Sukces komunikacji w 140 znakach to działo skierowane przeciwko wszystkim osobom, które deklarują publicznie (znam kilka takich), że Twitter to narzędzie przeznaczone tylko dla dziennikarzy. Nic bardziej mylnego. Mistewicz prezentuje nam cały przekrój społeczności tego serwisu społecznościowego. Są tam wspomniani dziennikarze, ale obok nich są też politycy, naukowcy, fotografowie, duchowni i wiele innych osób. A opowieść snuta przez każdą z nich jest zupełnie inna, indywidualna, nastawiona na określonych followersów.

Moim zdaniem, publikacja jest lekturą obowiązkową, dedykowaną każdemu kto zajmuje się reklamą, sprzedażą i polityką. Skorzystają z niej również copywriterzy oraz osoby piszące. Znajdą oni w Twitterze wskazówki jak zmieścić komunikat w 140 znakach i oprzeć swoje opowieści o elementy wizualne.

Publikację uważam za jedną z najważniejszych wydanych w 2015 roku. Na pewno wrócę do niej wielokrotnie.

Ocena: 8/10

Eryk Mistewicz Twitter. Sukces komunikacji w 140 znakach, One Press, 2015

Nie wiem komu oni chcą wepchnąć ten kredyt!

Nie wiem kto wymyśla koncepcje reklam namawiających do pożyczenia pieniędzy. Jednak wiem, że autorem poniższej jest osoba, która nie lubi słowników oraz ma kłopoty z zachowaniem podstawowych zasad języka polskiego.

Wystarczyło tylko zajrzeć do słownika, na przykład: wyrazów bliskoznacznych lub języka polskiego, by znaleźć między innymi takie informacje o słowie pies:

  • Nazwanie kogoś psem, może być potraktowane jako wyzwisko. Chyba, że określenie pada z ust członka gangu skupiającego czarnoskórych przestępców, w których slangu oznacza to zwyczajny zwrot do kolegi.
  • Pies cięty oznacza psa myśliwskiego, który dobrze atakuje zwierzynę, pies gończy opisuje psa używanego do gonienia i napędzania zwierzyny,
    pies na coś to określenie amatora czegoś (wydźwięk negatywny)
    psia pogoda/ pogoda pod psem to nic innego jak niepogoda.
  • Natomiast łącząc słowa pies i pieniądze, otrzymujemy psie pieniądze, czyli grosze, niewielką ilość środków płatniczych.

Jakby nie patrzeć odwołanie się do językowego obrazu psa, na pewno nie przyczynia się do pozytywnego odbioru komunikatu.

No i te zastosowanie wielkiej litery. A raczej jej brak po znaku zapytania. Pozostawiam to bez komentarza.

Podczas pisania niniejszego wpisu pokazałem ulotkę koleżance- matce 5-letniej Zuzi, która skwitowała: Pimpek? Pies w okularach i z walizą kasy. Nie wiem komu oni chcą wepchnąć ten kredyt– memu dziecku czy mi? Piękne podsumowanie, dające naprawdę wiele do myślenia.

Lilijka w mediach

Kilka dni temu do rąk białostockich harcerzy trafiła książka Lilijka w mediach. Przewodnik po świecie mediów (ISBN 978-83-94-1310-0-5). Jestem jej współautorem. Odpowiedzialny byłem za rozdziały dotyczące słowa pisanego, pracę dziennikarza telewizyjnego opisał Dominik Sołowiej, a tematom związanym z radiem poświeciła uwagę Dorota Sokołowska.

Publikację poprzedziło szkolenie zamknięte z zakresu poruszania się po świecie mediów.

Przygotowanie i druk publikacji było współfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Copywriting. Gra w słowa

POBIERZ PLANSZĘ DO GRY

Poniższą grę opracowałem na szkolenia z copywritingu oraz warsztaty kreatywnego pisania. Sprawdza się znakomicie jako przerywnik pomiędzy ćwiczeniami, a także jako narzędzie rozbudzające wyobraźnię, przygotowujące do pisania.

Gra dostosowana jest do grupy liczącej od 2 do 8 osób, w wieku ponadgimnazjalnym. W przypadku jeżeli chcesz wykorzystać ją na zajęciach z młodszymi dziećmi, skontaktuj się ze mną. Bezpłatnie otrzymasz instrukcje oraz wzór planszy przeznaczonej do zabawy dla dzieci w wieku 5-10 lub 10-15 lat.

Przed rozpoczęciem gry:

1.Wydrukuj po jednej planszy dla każdego gracza. POBIERZ PLANSZĘ DO GRY
2.Przygotuj stoper, długopisy i kratki.

 

Instrukcja do gry Copywriting-gra w słowa

 Celem gry jest ułożenie krzyżówki w taki sposób, by zdobyć jak największą ilość punktów.

Liczba rund jest równa liczbie graczy. Wyjątkiem jest rozgrywka dla dwóch oraz trzech osób. W obu przypadkach liczba rund to 6. Czas jednej rundy to 30 sekund.

KROK PIERWSZY. Na początku gry każdy z uczestników otrzymuje od prowadzącego planszę. Podzielona ona jest na 8 kolumn oznaczonych literami oraz 12 rzędów.

KROK DRUGI. Zawodnicy zapisują, na oddzielnej kartce, kategorie wyznaczające dalszy przebieg rozrywki. Nie pokazują notatek przeciwnikom. W zależności od ilości osób każdy z uczestników wymyśla:

2 osoby – 3 kategorie,
3 osoby – 2 kategorie,
4-8 osób – 1 kategorię.

Do kategorii należą: rzeczowniki, przymiotniki oraz czasowniki nazywane w czasie gry „czynnościami związanymi z zawodem”.

Przykład: W wersji dla dwóch osób, każdy z graczy będzie musiał podać trzy kategorie. 

Gracz 1 wybiera: zwierzę, kwiat i kolor

Gracz 2 wybiera: czynność związana z zawodem kucharza, przedmiot kuchenny, przymiotnik

KROK TRZECI. Prowadzący wybiera dowolne ośmioliterowe słowo, które gracze zapisują w pierwszym rzędzie, na górze planszy.

Przykład: OBIEKTYW.

KROK CZWARTY. Gracz 1 odczytuje zapisaną przez siebie kategorię. Następnie prowadzący włącza stoper, a każdy z zawodników wymyśla słowo pasujące do wyznacznika. Mają na to 30 sekund. Słowo musi rozpoczynać się na jedną z liter z pierwszego, 8-literowego słowa. Zapisuje je.

Przykład: Gracz 1 po odczytaniu kategorii zwierzę wpisuje w swoją krzyżówkę słowo: „orzeł”, a Gracz 2 w swojej zapisuje „kotek”.

KROK PIĄTY. Gracz 2 odczytuje zapisaną przez siebie kategorię, po czym prowadzący włącza stoper, a każdy z zawodników wymyśla słowo pasujące do wyznacznika i zapisuje je w krzyżówce. Słowa muszą mieć część wspólną z jednym z zapisanych wcześniej wyrazów – 8-literowcem lub słowem z kategorii Gracza 1.

Przykład: Gracz 1 po odczytaniu kategorii czynność związana z zawodem kucharza wpisuje w swoją krzyżówkę słowo: „solniczka”, a Gracz 2 zapisuje „siekać”.

KROK SZÓSTY. Gracze na przemian zapisują w krzyżówce słowa, aż do wyczerpania się kategorii. Na koniec gracze podliczają punkty. Robią to korzystając z zaznaczonej na planszy punktacji. Litery zapisane w polach oznaczonych kropką mają wartość 2 punktów. Natomiast każda z liter zapisana w rzędach oznaczonych cyframi równa się wartości danej cyfry.

Przykład: Gracz 1 z ułożonych haseł zdobył:

za pola z kropką: 6 punktów, z pozostałych pól: 3 x 2 punkty + 2 x 4 punkty + 1 x 6 punktów. W sumie: 26 punktów

POBIERZ PLANSZĘ DO GRY

Medialne lwy dla rekinów biznesu – kilka słów o książce

Planując treść niniejszego wpisu chciałem skierować go do osób, które posiadają własną firmę lub chcą wypromować się w mediach. Miał być interesujący pierwszy akapit, po którym napisałbym kilka słów o publikacji Aleksandry Ślifirskiej.

Ostatecznie zdecydowałem się na zmianę odbiorcy docelowego.

Powyżej wymienione dwie grupy osób szybko znajdą tę książkę, a może już to zrobiły. Dlatego rekomendacją niech będzie to wideo– zawierające wypowiedzi autorki oraz jej rozmówców (treść książki stanowi 10 wywiadów ze znanymi dziennikarzami):

Natomiast ja polecam Medialne lwy dla rekinów biznesu wszystkim osobom, które chcą nauczyć się skutecznej komunikacji.

Jeżeli szukasz publikacji, które poinstruują Cię jak komunikować się z dziennikarzami, czytelnikami, słuchaczami, a także otaczającymi Cię ludźmi, w jaki sposób mówić, jak dobierać tematy, kup tę książkę. Gwarantuję!!! Możesz nauczyć się z niej więcej, niż z innych, dostępnych na rynku książek o tej tematyce.

To również pozycja dla nauczycieli oraz uczniów, którzy szukają materiałów na lekcje związane z nowymi mediami oraz dziennikarstwem. Wiem, że takowi odbiorcy odwiedzają mój blog, dlatego kieruję do nich słowa zachęty.

Rozmówcami autorki jest jedenaście osób, które naprawdę mają wiele do powiedzenia (nie tylko na temat wystąpień w mediach). Wszystkie dyskusje są przepełnione trzema charakterystycznymi elementami: informacjami na temat komunikacji, analizami przypadków oraz przedstawieniem gotowych rozwiązań w jaki sposób zaistnieć w mediach.

Każdy z rozdziałów zakończony jest krótkim podsumowaniem rozmowy oraz bardzo ciekawymi ćwiczeniami. Te ostatnie przygotowane są w sposób  zrozumiały, z jasno zaznaczonym celem. Na pewno część z nich wykorzystam na swoich szkoleniach.

Jeżeli nie lubisz polityki, to również książka dla Ciebie. Mnóstwo w niej odniesień do osób pracujących w budynku na Wiejskiej oraz w lokalnych samorządach. Mowa o nich w każdym rozdziale. Jednak nie służą one promowaniu, którejś z partii, ale krytycznemu spojrzeniu na to jak komunikują się osoby z pierwszych stron gazet oraz programów publicystycznych. Dzięki książce Medialne lwy dla rekinów biznesu poznasz, w jaki sposób udaje się im przekonać społeczeństwo do swoich racji.

Uwaga! Warto by również zainteresowały się książką osoby uczące się technik storytellingu. Dziennikarze wiele razy podkreślą czym jest dobra narracja i w jaki sposób musi ona przebiegać, by nie zanudzić czytelnika.

***
Kilka minut przed publikacją tego wpisu odebrałem telefon. Dzwoniła osoba, z którą współpracuję, by podziękować za polecenie książki Aleksandry Ślifirskiej. Dzięki znalezionym treściom udało się jej przygotować do wystąpienia w telewizji. Jak podkreśliła, ćwiczenia podsumowujące książkę są naprawdę wartościowe. Dzięki nim przygotowała się należycie do wystąpienia przed kamerą, wcześniej zadała odpowiednie pytania zapraszającemu ją dziennikarzowi, a w telewizyjnym studio zachowała o wiele większy spokój niż kiedyś, gdy kilka miesięcy temu była gościem innego programu.

Jej świadectwo jeszcze bardziej zmotywowało mnie do napisania zadnia wieńczącego wpis:

Ta książka to obowiązkowy „must have”!

Ocena: 9,5/10

Aleksadra Ślifirska Medialne lwy dla rekinów biznesu, PWN, 2014

Dziękuję Wydawnictwu PWN za możliwość przeczytania książki

Strona do mnie mówi – magia reklamy audio

Kontynuując rozpoczęty w poprzednim wpisie temat, chciałbym opisać magię działania reklamy dźwiękowej.

Jak już wiesz, od dźwięku trudno uciec. Dlatego też reklamy radiowe od lat odnoszą sukces – przyciągają klientów, zmuszają do działania i sprzedają produkt. Za ich efekty odpowiedzialna jest grupa osób – copywriter, lektor, dźwiękowiec oraz producent. Ich współpraca owocuje niesamowitymi efektami, a te dają obu stronom naprawdę dużą satysfakcję (daję Ci słowo jako copywriter).

O zaletach reklamy audio opowiada Krzysztof Nowak, właściciel N-STUDIO, firmy tworzącej: komercyjne spoty radiowe i DJ intra, jingle radiowe, udźwiękowienia reklam TV i gier komputerowych:

W branży reklamy dźwiękowej pracuję już od ok. 10 lat i nikt mnie nie musi przekonywać do tego, że jest ona skuteczna. Dobry scenariusz plus odpowiedni dobór lektora i zwrócenie uwagi na tło dźwiękowe nadają nagraniu niezwykłą moc. Spot momentalnie zaczyna sprzedawać!

Jak zaznacza, jest tylko jeden warunek prowadzący od sukcesu. Nagranie musi być wzbudzić w słuchaczu zainteresowanie. Jako przykład przytacza rodzinną historię:

To był upalny lipcowy dzień. Siedziałem nad produkcją spotu radiowego dla jednego z moich Klientów, gdy zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałem podekscytowany glos mojej Mamy, informujący mnie o tym, że znalazła gustowne elementy wieńczące pracę nad elewacją domu. Na sprzedawcę trafiła razem z Tatą surfując po sieci. Zapytałem ją na podstawie czego dokonali wyboru firmy. Usłyszałem w odpowiedzi: „Ta strona do mnie mówi!”. Znalazłem dzięki wyszukiwarce Google ową stronę www i odkryłem sekret sprzedaży. Witryna była wzbogacona głosem lektorskim, który czytał ofertę i opowiadał o profilu firmy. Wszystkie komunikaty sprzedażowe, a także elementy zawierające storytelling charakteryzowały się wysokim stopniem zaawansowania języka perswazji.

Scenariusz reklamy radiowej – dlaczego warto byś zainwestował w spot audio?

W poprzednim wpisie zwróciłem uwagę na problem z jakim spotyka się wiele osób – uważając, że wynajęcie copywritera pociągnie za sobą spore wydatki, decydują się na własnoręczne napisanie scenariusza reklamy, tym samym tworząc kiepskie, pełne błędów, niedziałające na umyśl odbiorcy materiały.

Dziś chciałbym przekonać Cię do jednej z najskuteczniejszych form reklamy jaką są spoty audio. O ich trzech najistotniejszych zaletach napiszę za chwilę.

Przedtem chciałbym sprecyzować, co rozumiem pod pojęciami: spot audio, spot dźwiękowy. Są to określenia wszystkich nagrań, które służą do wpływania na zachowanie oraz sposób myślenia odbiorcy. Należą do nich spoty radiowe, reklamy emitowane z głośników w przestrzeni miejskiej (np. z samochodu (przyczepy –mobile ), w galeriach handlowych), komunikaty, intra DJ-ów, a także nagrania wykorzystywane w sieci (emisja materiału następuje w momencie wejścia na stronę www lub kliknięcia w określone miejsce).

Dlaczego warto byś zainwestował w spot radiowy?

3 NAJWAŻNIEJSZE POWODY

  • Jeżeli dobrze został napisany scenariusz– za pracę nad nim odpowiedzialny jest copywriter– nagranie audio jest skuteczniejsze niż spot wideo. Pomyśl o tym, co dzieje się w głowie odbiorcy gdy musi rozpoznać określone dźwięki, zbudować dzięki nim obraz danego przedmiotu, usługi, zapanować nad towarzyszącymi mu uczuciami i emocjami… a przy tym jest atakowany komunikatami nasyconymi po brzegi językiem perswazji.
  • Koszt. Wbrew przekonaniom, efektywny spot audio możesz mieć w niskiej, atrakcyjnej cenie, już od 35 zł netto. Chcesz to sprawdź teraz! LINK
  • Lepszy kanał dotarcia do odbiorcy. Reklamę wideo można szybko zatrzymać, wystarczy tylko odwrócić wzrok lub kliknąć w przycisk. Z dźwiękiem jest trudniej. Dlaczego? Dowiedz się tego właśnie teraz – odpowiadając na 2 pytania. Czy widziałeś kiedyś osoby zatykające sobie uszy, bo właśnie emitowany była reklama radiowa? A ile razy zmieniłeś kanał telewizyjny z powodu wyświetlania bloku reklamowego?

 Na pewno zastanawiasz się skąd to wszystko wiem. To proste! Od kilku lat, jako copywriter, piszę scenariusze reklam– audio i wideo. W referencjach znajdziesz opinie moich Klientów na temat wykonanej przeze mnie pracy.