SuperBetter – jak walczyć z depresją, chorobą lub rzucić nałóg i znaleźć pracę

SuperBetter Jane McGonigal to książka, którą z chęcią wstawiłbym na listę obowiązkowych lektur szkolnych. Jednak nie taką dla dzieci oraz młodzieży, ale dla ich rodziców i nauczycieli – osób, którzy gderają: „gry to zło”, „gry to strata czasu” lub „lepiej byś poczytał książkę, niż siedział przed tym głupim komputerem”.

Bowiem, granie jest czymś przyjemnym, co pozwala młodym i starszym użytkownikom rozwijać swoją osobowość – mówią o tym naukowcy, mówi też Jane McGonigal

Prawda, że odkrywcze wystąpienie? Jeżeli spodobało Ci się i chcesz poznać moc gier sięgnij po innowacyjną książkę badaczki. W SuperBetter znajdziesz inspirującą opowieść o tym, co udało się zrobić Jane McGonigal po niebezpiecznym wypadku i jakie konsekwencje przyniosło to dla graczy.

Był rok 2009, gdy Jane doznała poważnego wstrząśnienia mózgu. Efektem była całkowita niechęć do normalnego życia. Depresja i myśli samobójcze nie dawały normalnie żyć, a co dopiero pracować. I tu przyszła jej z pomocą wiedza, którą zdobyła w pracy badając aktywnych graczy.

Wymyśliła grę, która miała na celu zmobilizować i przywrócić ją do życia, łącznie z definitywnym pokonaniem depresji i lęków. Ułożyła cały plan, zrobiła doładowania, zjednała sojuszników i ruszyła ku przygodzie i walce z czarnymi charakterami. Dzięki temu, wraz z amerykańskim Narodowym Instytutem Zdrowia, może teraz ratować takich jak ona.

Co więcej, SuperBetter, bo tak nazywa się autorska gra Jane, można stosować do wszystkiego – rzucenia nałogu, szukania pracy, polepszenia zawodowej efektywności, czy też wyrwania się z marazmu. Działa dosłownie we wszystkich przypadkach, gdy chcesz coś osiągnąć. Brzmi nieźle? Zatem zagraj.

Zasady są proste i dokładnie wyjaśnione w książce. Jednak efekt zależy tylko od grającego. Jeżeli da z siebie wszystko, uwierzy w moc gry, szybko osiągnie to o czym marzy. Skąd ta pewność, a z relacji osób, które zagrały w SuperBetter. Świadectwa można przeczytać w książce, a także dowiedzieć się z opinii znalezionych w sieci, że ta gra naprawdę działa. Polepsza zdrowie chorujących na śmiertelne choroby, jest odpowiedzią na pytanie „jak szybko znaleźć pracę?”, daje moc energii dla wszystkich osób zobojętniałych na świat zewnętrzny.

Brzmi fajnie?

A więc zagraj. Książkę kupisz tutaj:

Polecam dla wszystkich.

Ocena: 10/10

Jane McGonigal, SuperBetter. życie to gra, naucz się wygrywać, Wydawnictwo Czarna Owca, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za podesłanie książki

 

Wybierz albo wypieprzaj – teraz tak wita się klientów

W poprzednim wpisie przedstawiłem treść maila od firmy zajmującej się niemal wszystkim z pogranicza sieci i analogowego biznesu. Przerażony niskim poziomem pracy copywritera, ale zainteresowany co kryje się na stronie www, odwiedziłem witrynę i… dostałem za swoje.

Wybierz coś albo wypieprzaj – głosił napis, podejrzewam, że jest to firmowy slogan. Pod spodem ktoś umieścił jego, napisane odręcznie, rozszerzenie: To nie my napisaliśmy.

Szczerze, czułem się jakbym odwiedzał agencję marketingową dla dresiarzy, w której za chwilę jakiś Sebix zapyta mnie jaki mam problem? Na szczęście nie znalazłem takiego punktu oferty. Zamiast niego widniały standardowe propozycje: tworzenie sklepów internetowych, sprzedaż bazy danych i szablonów Allegro, prowadzenie konta na Facebooku, a nawet rejestracja w GIODO. Wszystko w konwencji „strona zrobiona przez gimnazjalistę”. Nie znam się na grafice, i programowaniu więc nie oceniam szczegółów.

Jednak znam się na copywritingu i wiem, że poniższe fragmenty z oferty prowadzenia konta na Facebooku:

Chcesz tu być?
Chcesz dużo nowych klientów?
Zrobimy profesjonalny FanPage
Zapraszamy.

(…)

Nasza firma stworzy i zajmie się obsługą profilu Twojej firmy na Facebooku, który zapewni jej zwiększenie sprzedaży i wzmocnienie wizerunku. Dzięki skutecznej obsłudze Facebooka ożywi Twój profil, zwiększy jego zasięg, pozyska zainteresowanych i aktywnych fanów oraz stworzy dla niego wspaniałą identyfikację wizualną. Ciekawe grafiki, zaskakujące teksty i posty sprzedażowe pomogą przyciągnąć rzesze fanów i poprawić wizerunek marki. Dzięki dużej grupie osób zainteresowanych Twoimi produktami, łatwiej nawiążesz interakcje z klientami i dotrzesz do nich wraz ze swoją ofertą i usługami.

Prowadzenie Facebooka przez naszą firmę stanie się dziecinnie łatwe. My zadbamy o wszystko, a Ty będziesz mógł patrzeć jak Twoja firma osiąga sukces.

są żenujące i na pewno nie przyciągną żadnego trzeźwo myślącego przedsiębiorcy. No, chyba, że Klient przestraszy się i dostosuje do przytoczonych na początku wpisu słów sloganu reklamowego, wybierając usługę.

Takich perełek jest na omawianej stronie więcej. Świadczą one o marnej jakości warsztacie copywritera i braku znajomości podstaw pisania przekonujących tekstów. Trudno też jest mi uwierzyć w posiadanie przez ową firmę certyfikatu Rzetelna Firma. Dlaczego? Większość firm posiadających dokument prezentuje jego skan. Na omawianej stronie można nadaremnie klikać w obrazek.

Specjaliści od pozycjonowania i Facebooka – case study

Kolejny mail, kolejny copywriterski szok. Tym razem napisali do mnie specjaliści od pozycjonowania, Facebooka, rejestracji w GIODO, mailingu i wielu innych działań z pogranicza sieci i analogowego biznesu. Śmieję się, nie z różnorodności oferty, ale z najniższej jakości jej opisu.

Wszystko zaczęło się od maila. Koleżeńska formuła inicjująca byłaby do przyjęcia, ba przymknąłbym oko na wielka literę umieszczoną nad przywitaniem, gdyby nie zwrócenie się do mnie z użyciem czasownika w rodzaju żeńskim. Zgadzam się, że Kuba może trochę przypomina żeńskie imię, ale, zapewniam, nie jestem dziewczyną. Dlatego poniższy fragment:

Cześć,

Prosiłaś mnie o podanie tego linka gdzie zamawiałam pozycjonowanie oraz wykonanie mojego Facebooka firmowego.
Znalazłam.

można byłoby „zapisać bezosobowo”:

Cześć,
w związku z naszą rozmową podsyłam link do strony, na której zamawiałam pozycjonowanie oraz wykonanie mojego firmowego profilu na Facebooku.

uzyskując treść przyjazną dla płci męskiej i żeńskiej.

Na tym jeszcze nie koniec. Całość roi się od błędów językowych, braku interpunkcji oraz perełki, którą wyróżniłem pogrubieniem i kolorem czerwonym

Powiem Tobie, że pozycjonowanie działa super bo moja strona jest już w czołówce Google.
W sumie nie miałam obaw bo wiadomo oszustów jest dużo ale oni podpisują umowę gdzie na piśmie miałam, że w przypadku braku mojej strony na 1 stronie Google w ciagu 2 miesięcy to zwracają mnie całą kasę.

Od dłuższego czasu  powtarzam, że copywriter powinien dbać o język. Nie do przyjęcia są potknięcia jak:

zwracają mnie całą kasę

Jeśli chodzi o wykonanie firmowego Facebook to ja kupowałam ten pakiet

Obniżają poziom zaufania odbiorcy, tak samo jak inne elementy z dalszej części maila – napisanej niechlujnie, zawierającej błędy, powtórzenia i przerażające kolokwializmy.

Ogólnie wszystkie ich prace są bardzo fajne jak i kontakt z nimi. Fajnie się współpracuje i zero problemów.

Myślę też o sklepie internetowym gdyż widzę, że wypuścili nową serię sklepów 500+ i wyglądają super a cena też jest dobra.

Szczerze, bałbym się powierzyć tej firmie nawet stworzenie jednego wpisu na mój firmowy profil na Facebooku. Tragedia!

Niestety, na tym jeszcze nie koniec. Gdy myślałem, że otrzymany mail odwzorowuje brak profesjonalizmu twórców, nie spodziewałem się, co zastanę na ich stronie.  O tym w następnym wpisie.

Zajrzyj do moich książek i dowiedz się Jak pisać teksty sprzedażowe?. Proszę, kliknij w okładkę:

Podstawy pisania przekonuyjących tekstów

15 tajemnic zarządzania czasem – recenzja

Chcesz zarządzać swoim czasem w pracy i w życiu prywatnym? Nie musisz wydawać pieniędzy na szkolenia, wystarczy zastosować się do wytycznych z 15 tajemnic zarządzania czasem. O czym wiedzą ludzie sukcesu?. Kevin Kruse zdradza w niej cenne informacje, które pomogły mu oraz biznesmenom, sportowcom i innym personom znanym z pierwszych stron gazet osiągnąć wymarzony cel – zyskać dodatkowe godziny.

Tak, to jest kolejna książka o zarządzaniu czasem, jednak zupełnie inna od pozostałych. Kevin Kurse pisze we wstępie dwie ważne rzeczy, którymi przekonał mnie do sięgnięcia po nią:

Choć nie ma dwóch osób, które zarządzałyby czasem dokładnie w taki sam sposób, da się zauważyć istnienie pewnych schematów.

Odkryłem, że ludzie sukcesu ani nie ustalają priorytetów na listach zadań do wykorzystania, ani nie pracują zgodnie z jakimś skomplikowanym pięcioetapowym systemem, ani nie tworzą schematów drzew logicznych, aby podejmować decyzje.

Myślę, że powyższe słowa i pierwszy rozdział, który znajdziesz TUTAJ , zachęcą Cię, drogi Czytelniku, do sięgnięcia po 15 tajemnic zarządzania czasem. O czym wiedzą ludzie sukcesu?

15 tajemnic zarządzania czasem – jak zarządzać czasem

Już w połowie lektury wiedziałem, że jest to książka na mocne 10/10. Kevin Kruse daje na wyciągniecie ręki bardzo cenne informacje. Sięgnąłem po nie i… udało mi się wygospodarować dodatkowe dwie godziny. Właśnie w ich trakcie piszę ten wpis, dodatkowo wykorzystując zdobyte informacje na temat szybkiego pisania i robienia sesji.

Analizując treść rozdziałów wiele rzeczy wyda Ci się oczywistych. Przyjrzyj się jednak, że mnóstwo osób, mimo wiedzy (na temat zarządzania czasem, własnego rozwoju itd.), nie robi tego, a jeśli podejmuje działania, pomija wiele szczegółów, o których piszą autorzy/trenerzy. Podobnie może być z wiadomościami znalezionymi w książce Kruse`a. Chyba, że zastosujesz się do porad.  Wtedy docenisz zalety 15 tajemnic zarządzania czasem.

Przypadło mi do gustu ograniczenie treści do prezentacji najważniejszych szczegółów. Autor podaje przykłady ze swojego życia, swoich znajomych i współpracowników, uzupełnia cytatami z wywiadów przeprowadzonych na rzecz tej książki i… tylko tyle. Same potrzebne wiadomości, zero przegadania (które jest jednym ze sposobów marnowania czasu).

Całość wzbogacona jest materiałami, które można ściągnąć z serwera Wydawnictwa Helion. Stanowią one świetne uzupełnienie do praktycznego wykorzystania informacji znalezionych w książce.

Jeszcze jedna rzecz, po zapoznaniu się z tytułowymi 15 tajemnicami, znajdziesz 20 dodatkowych sztuczek, by zaoszczędzić czas i zwiększyć produktywność, a wraz z nimi poznasz tajemnice zarządzania czasem miliarderów, sportowców, studentów i 239 przedsiębiorców – efekt wspomnianych rozmów. Taki mały bonus od autora.

15 tajemnic zarządzania czasem – do kogo dedykowana jest ta książka?

Kruse zwraca się do przedsiębiorcy, osoby zajmującej stanowisko kierownicze, freelancera, ucznia/studenta oraz rodzica pracującego w domu/zajmującego się domem i dziećmi. Na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy, a jednak jest to doskonale określona grupa docelowa. Wszyscy znajdą w publikacji coś dla siebie.

Gorąco polecam wystawiając ocenę

Ocena: 10/10

Kevin Kruse  15 tajemnic zarządzania czasem. O czym wiedzą ludzie sukcesu?, Onepress, 2017

Książkę podesłało Wydawnictwo Onepress. Dziękuję!

Jak zachęcić Klienta do kliknięcia w grafikę? – case study

Jak dobrze wiedzą wszyscy przedsiębiorcy, wykorzystanie elementów graficznych to klucz do podbicia serc przedstawicieli „pokolenia obrazkowego”, a co za tym idzie szansa na sprzedaż produktu. Co jednak zrobić, gdy programy pocztowe często nie wyświetlają załączonych grafik, a my chcemy koniecznie zaprezentować je odbiorcy? Jest na to sposób!

Tym razem klikniesz w przycisk „Pokaż obrazki” – jak zmusić Klienta do wyświetlenia grafiki?

Otrzymałem mail od sprzedawcy artykułów papierniczych – o czym przeczytam informował mnie temat: Czy lubisz ładne papiery i koperty?. Treść standardowej oferty była zgrabnie napisana, z wykorzystaniem języka korzyści;  jedyne potknięcie to nie panowanie nad słowem „nie” (copywriter zastosował je aż 4 razy na 75 wyrazów; to bardzo dużo)– a dobrze wiemy jak działa na umysł. Do tego z boku był zamieszczony obrazek, który nie został wyświetlony przez pocztę.

To co wyróżniało ową propozycję, to rozpoczęcie.  Jak wiedzą czytelnicy mego bloga, wykorzystując AIDA musimy wzbudzić uwagę i zainteresowanie odbiorcy, inaczej może nie przeczytać tekstu. Stąd pojawia się krótkie, wyboldowane zapytanie:

Czy chcesz by Cię zauważono?

Pewnie, że chcę – pojawia się w umyśle odbiorcy  odpowiedź zakończona pytaniem retorycznym – A jaki przedsiębiorca by nie chciał?  I teraz wzrok czytającego trafia na drugie zapytanie, zapisane już bez pogrubienia:

Czy wiesz co tracisz gdy nie oglądasz załączonego obrazka?

Poniżej znajduje się treść oferty, lecz kto by ją czytał! Sam szybko przeskanowałem wzrokiem kilka linijek propozycji, upewniając się, że wiadomość dotyczy artykułów papierniczych i błyskawicznie kliknąłem w obrazek, by zobaczyć co skrywa.

Proste? Super proste działanie, a do tego jak bardzo skuteczne.

Oczywiście, grafika musi być dostosowana do przekazu, a jej treść na tyle atrakcyjna, by odbiorca nie żałował kliknięcia. Jako odbiorca oczekiwałem jakiejś nagrody za to, że zechciałem kliknąć. No i dostałem, kupon uprawniający do podwójnego 15% rabatu.

Chcesz dowiedzieć się więcej jak pisać teksty, które działają na innych. Zajrzyj do mojej książki:

Ty w social mediach – recenzja książki

Ty w social mediach to druga książka Marcina Żukowskiego.  Jej tematem jest budowanie marki osobistej. Publikacja dostaje ode mnie wysoką ocenę, choć mam kilka zastrzeżeń. Na pewno nie jest to książka dla każdego, jak podkreśla autor w pierwszym rozdziale. Grupą docelową są przede wszystkim osoby szukające sprawdzonych rozwiązań na rozpoczęcie kariery oraz te, chcące zaistnieć w sieci.

Ty w social mediach – kilka słów o personal branding

Zaczyna się całkiem nieźle. Ciekawa przedmowa oraz bystre uwagi z rozdziału pierwszego pozwalają śmiało rozsiąść się w fotelu i oddać się lekturze. Język przyjazny czytelnikowi pozwala przepłynąć przez Ty w social mediach w 2-3 godziny, w ogóle nie męcząc odbiorcy. To wielki plus.

Pierwszy i drugi rozdział poświęcony jest marce osobistej. Żukowski wyjaśnia czym jest personal branding i z czym się go je. Ameryki nie odkrywa, bo do informacji znalezionych w źródłach (książki/internet) dodaje tylko analizę przykładów z własnego życia i pracy. Jednak robi świetne zestawienie wspominanych wyżej wiadomości. Bardzo pomocne dla wszystkich, którzy chcą przypomnieć sobie podstawowy zagadnienia.

Trzecia część jest o tym w jaki sposób zbudować własną markę. Żukowski wykonał tu świetną robotę. Rozpatruje szczegółowo konkretne działania. Jest o skutecznym CV i liście motywacyjnym, ale też o tworzeniu swojego wizerunku w sieci, monitorowaniu informacji w Google, tworzeniu stron i blogów i wielu, wielu innych. Pojawiają się też partie tekstu dotyczące mediów społecznościowych, tłumaczących dla kogo są poszczególne narzędzia.

Ty w social mediach – dwa zastrzeżenia

Wulgaryzmy. Moim zdaniem, jeśli ktoś używa ich we własnej książce, na pewno traci wiarygodność w oczach czytelnika. Wstawienie wulgaryzmów w treść publikacji ZAWSZE odbieram jako nadrabianie braku porządnego zasobu leksykalnego (chyba, że sa to dialogi zaczerpnięte z języka ulicy).  Być może w oczach młodzieży, która sięgnie po Ty w social mediach, Żukowski będzie traktowany jako ekspert-luzak (zobaczą w nim osobę z ogromną wiedzą, podobną do nich), czego mu serdecznie życzę, ale u starszych czytelników straci opinię.

Drugie zastrzeżenie, tyczy się bloga lub strony. Jeśli autor tak bardzo zachwala ich posiadanie, podaje adresy w notce o sobie, dlaczego nie zadbał o swoją WWW i profil na Facebooku. Po przeczytaniu książki zajrzałem na nie i zastałem taki widok:

Zrzuty ekranów www i profilu FB z dnia 3 IV 2017.

Ty w social mediach – ocena

Gdyby nie powyższe zastrzeżenia dałbym książce Marcina Żukowskiego ocenę mocne 9,5. To dobry podręcznik budowania marki osobistej. Absolutny must read! Dla każdego zainteresowanego personal brandingiem.

Ocena:  8/10

Marcin Żukowski, Ty w social mediach, Onepress, 2017

Książkę podesłało Wydawnictwo Onepress. Dziękuję!

Jak napisać flash fiction?

Każdy może stworzyć własne mini opowiadanie. Wystarczy tylko spełnić kilka warunków oraz zastosować się do określonego schematu. Poznaj co musisz zrobić, by zacząć pisać flash fiction.

Zacznij czytać
Gazety, blogi oraz informacje z portali społecznościowych dadzą Ci inspirację. Jednak sam temat nie wystarczy. Trzeba to ubrać w określoną formę. Dlatego priorytetem jest lektura książek. Pamiętaj, im więcej czytasz, tym większy zdobywasz zasób słów i sprawniej operujesz językiem.

Czytasz? A więc zacznij pisać
Chwytaj za pióro, długopis lub klawiaturę i pisz. Ćwiczenie czyni mistrza. Możesz też podzielić się swoimi dziełami ze znajomymi lub rodziną, by poznać opinię. Jeżeli jednak chcesz uniknąć krytyki pisz do szuflady.

Ćwicz
Jednak samo pisanie i czytanie nie wystarczą. Poważnym błędem domorosłych pisarzy i pisarek jest to, że nie wykonują ćwiczeń. Po prostu siadają do pisania, płodzą utwór i jedynie, od czasu do czasu, zabiorą się za edycję kilka akapitów. Na wykonanie ćwiczeń usprawniających pisanie nie mają już czasu. Jakie to ćwiczenia? Możesz je poznać zaglądając do moich książek Podstawy pisania przekonujących tekstów i Odrzuć szablon– napisz sam. W przypadku tekstów flash fiction doskonale rozwijającym warsztat jest poniższe:

Napisz dowolne opowiadanie. Następnie zapisz je w (nie więcej, nie mniej) dziesięciu zdaniach, w dalszej kolejności skróć do 5 zdań, a na koniec spróbuj zapisać je w równo 15 słowach.

Stosuj schematy

O nich opowiadam na przykład na szkoleniach ze storytellingu. Poniżej zamieszczam trzy przykładowe:

Schemat 1
Przedstaw co się dzieje w teraz, a następnie zapowiedz przyszłość.

Schemat 2
Pobaw się grą słów, czytelnicy ją uwielbiają.

Schemat 3
Stwórz opowiadanie, w którym każde zdanie będzie przeciwstawiało się poprzedzającemu.

W sercu Jacquesa de Molay był ogień. Studenckie flash fiction

Flash fiction to forma literacka, która od dawna funkcjonuje w Polskiej literaturze i ma się całkiem nieźle. Najpierw były nowelki (ach ten Prus, Sienkiewicz i Konopnicka), później pojawiły się kilkuzdaniowe krótkie opowieści, by zatrzymać się na wielkich gawędach zawartych w kilku słowach.

Tworząc wpisy na tego bloga o short short stories pomyślałem, że warto sprawdzić jak sobie poradzi z flash fiction pokolenie wchodzące właśnie w dorosłość.  Dlatego poprosiłem o stworzenie krótkich opowiadań słuchaczy z Warszawskiej Szkoły Reklamy. Studenci mogli pisać na każdy temat, warunkiem było zachowanie objętości 15 wyrazów.

Jestem z nich dumny. Flash fictions, które otrzymałem różnią się narracją, podejściem do tematu oraz sposobem zapisu. Wszystkie wyróżniają się pomysłowością – co mnie nie dziwi, w słuchaczach Warszawskiej Szkoły Reklamy drzemią gigantyczne pokłady kreatywności. A oto owe mini-historie:

Rafał Chwalczuk

Wieczór
Zaniemówił, kiedy zachwyciła się bukietem róż. Nie przyznał się, że nie kupił ich dla niej.

Justyna Kamińska

Jechałam metrem, pod które wpadła kobieta.
Każdy był przerażony.
Wieczorem poinformowano w wiadomościach, że przeżyła.

Jakub Dembowski

Ogień i dym. Lot i ciemność. Światła i kształty. Przestrzeń kosmiczna.

Monika Wagner

Piotruś i Agatka bawili się razem w lesie. Piotruś zabił Agatkę. Już nie bawią się razem.

Regina Busygina

W sercu Jacquesa de Molay był ogień. Ogień go spotkał na końcu życia.

Mam cień. A może sam jestem cieniem swojego cienia?

Jestem pilotem. To jest mój ostatni lot. Również dla tych, którzy mnie zwolnili.

Maria Sobińska

Ujrzeli się i zakochali. Poznali się i nigdy już nie chcieli się widzieć.

Magdalena Michalczyk 

Kiedyś żyła dziewczynka, która kochała psy,
ale wściekły pies ją ugryzł i umarła na wściekliznę.

„Wieszcz z Ameryki” w kwartalniku „Fabularie”

Publikacja opowiadania w kwartalniku Fabularie to dla mnie zaszczyt. 17 marca miała miejsce premiera owego czasopisma – jednego z najważniejszych w polskiej kulturze.

Już w najbliższy czwartek, w każdym Empiku…. najnowszy numer kwartalnika Fabularie. A w nim moje opowiadanie o twórczo…

Opublikowany przez Kuba Sosnowski na 14 marca 2017

Tekst mego autorstwa opowiada o tym, co stało się w leżącej nieopodal Białegostoku wsi. Jest poezja Ginsberga, Żydzi, trochę krwi i dużo polskiego bimbru. Zapraszam do lektury.

Świetną ilustracją wzbogaciła moje #opowiadanie "Wieszcz z Ameryki" Aleksandra M. PerzyńskaPremiera 12. numeru "Fabulariów"

Opublikowany przez Kuba Sosnowski na 17 marca 2017

Copywriting, ghostwriting i twórczość literacka – jak to połączyć?

Na pytanie z tytułu wpisu odpowiadałem wczoraj, w trakcie Środy Literackiej w Książnicy Podlaskiej w Białymstoku. W trakcie spotkania przeczytałem kilka utworów literackich, następnie rozpocząłem z prowadzącym dyskusję.  Opowiedziałem o tym jak zacząłem pisać, jak brak kompetencji polonistek wpłynął na wybór moich studiów, a także o tym jak tworzę i jak wielką moc ma storytelling. Zastanawialiśmy się również nad przyszłością osób wybierających kierunki humanistyczne. Ogromne zainteresowanie wśród obecnych na sali osób wzbudziła informacja dotyczącą tworzenia mów pogrzebowych.

Po spotkaniu pojawiło się wideo – miła pamiątka po tym wyjątkowym popołudniu.

 

Więcej informacji o mnie, znajdziesz na stronie http://kubasosnowski.pl/media/

Short short stories w reklamie

Kontynuując wątek flash fiction, przyjrzyjmy się teraz wykorzystaniu mini-historii w reklamie. Jako copywriter uważam, że umiejętność ułożenia krótkiej dobrej historii to priorytet w tym zawodzie. Scenariusz spotu audio lub reklamy wideo często zawierają w sobie historię, czasami tak bardzo intrygującą, jak książkowe fabuły.

Zadaniem mini-historii jest lepsze przybliżenie odbiorcy tego, co chcą mu powiedzieć twórcy reklamy, czyli:

Przybliżyć temat (historie typu kim jestem)

 

Pokazywać ideę, koncept, związki przyczynowo-skutkowe, rozwiązania, a przy tym budować zaufanie u odbiorcy ( historie typu dlaczego tu jestem)

 

Inspirować do działania (historie typu tworzenie wizji)

 

Pomagać w zapamiętaniu konkretnego elementu (historie uczące)

 

Obrazować abstrakcyjne idee (wartość w akcji), których wartość może być zrozumiana dwuznacznie

 

Identyfikować, a następnie usuwać obiekcje odbiorcy (historie typu: wiem o czym myślisz)


Wymyślenie historii i zapisanie jej w postaci scenariusza reklamy wideo, to podstawa copyeritingu. Prawie każdy może to zrobić, liczy się dobry pomysł. Copywriterski level hard osiągają tylko Ci, którzy zaczynają budować historie w głowach odbiorców za pomocą tekstów, na przykład ulotek:
To nie jest zwykły komunikat typu „kupię mieszkanie”. Treść stanowi określoną opowieść, której zadanie jest proste – dostając ulotkę, odbiorca musi wyobrazić sobie osobę, która szuka lokalu dla klienta. Komunikat wzmacnia odręczne pismo. Więcej o ulotce pisałem tutaj
W reklamie pojawiają się też short short stores, ograniczone do 6 słów, czyli taki rodzaj tekstów, o jakim pisałem na początku cyklu dotyczącego flash fiction. Przykładem może być ta ulotka:

 

 

Storytelling: 6 sposobów na ciekawą opowieść, nie tylko na dobranoc!

Storytelling to nie tylko świat marketingu i kreacji pisarskich, ale też element codzienności każdego z nas. Przecież codziennie opowiadamy oraz słuchamy miliony historii. Dziś kilka słów o nich, a konkretnie o tworzeniu porywających dziecięcą wyobraźnię opowieści.

Zapraszam wszystkich, nie tylko rodziców i dziadków, do zapoznania się z moim tekstem, który pojawił się na portalu Mamawie. Link:

6 sposobów na ciekawą opowieść, i to nie tylko na dobranoc!

A jeśli szukasz książki, która pomoże Ci w pisaniu przekonujących tekstów do codziennego użytku, sięgnij po

odrzuć szablon

Mini-historie- flash fiction

Ograniczone do 6 wyrazów opowieści (short short stories), którym poświeciłem wcześniejsze wpisy, to tylko jeden rodzaj krótkich tekstów. Do mini-historii należą też teksty o większej ilości słów. Tworzyli je tacy jak Bolesław Prus, H.P. Lovecraft, Philip K. Dick, czy też Arthur C. Clarke lub Julio Cortazar. Są to krótkie historie (flash stories), ale większość przekracza objętość 500 znaków ze spacjami.

Pomiędzy nimi znajduje się grupa, do której należą opowiadania o objętości większej niż 6 wyrazów, ale zawarte w kilku zdaniach. Moim ulubionym  jest Knock (Pukanie) Frederica Browna. Opowiada o tym, co spotkało ostatniego człowieka na świecie i brzmi tak:

The last man on Earth sat alone in a room. There was a knock on the door…
(Ostatni człowiek na Ziemi siedział sam w pokoju. Wtedy rozległo się pukanie do drzwi…)

Doskonałe, prawda? Spójrzmy jak inni  pisarze poradzili sobie z mini-historiami

O`Henry
Chauffeur lit a cigarette and bent over the gas tank to see if there was enough gas in there. The deceased was twenty-three.
(Szofer zapalił papierosa i pochylił się nad zbiornikiem, by sprawdzić ile zostało mu paliwa. Nieboszczyk miał dwadzieścia trzy lata)

Lydia Davis Special (Wyjątkowe)
We know we are very special. Yet we keep trying to find out in what way: not this way, not that way, then what way?
(Wiemy, że jesteśmy bardzo wyjątkowe. Mimo to szukamy odpowiedzi w jaki sposób: nie w ten, nie w ten, a więc w jaki?)

Marian Pilot We trzy
Miała kawałek ziemi, krowę, była już starą kobietą: we trzy się one żywiły i wzajemnie wspierały.

Ostatnie z opowiadań pochodzi z najnowszej książki Pilota Niebotyki. Zainteresowanych mini-historiami zachęcam do zajrzenia do publikacji – w pierwszej części znajduje się mnóstwo short short stores.

Na koniec pozostawiłem inne ulubione opowiadanie. Pochodzi ono ze książki Flash fiction, którą można pobrać bezpłatnie w sieci – pod tym adresem. Jego autorem jest Aga Ślaska

Ballada o wnuczku, który był mądrzejszy od dziadka, bo wnuczek miał telefon z internetem, a dziadek miał tylko głowę

Dziadek siedział po turecku na dywanie. Był przerażony ,że już się nie podniesie, bo jak zakładał nogę na nogę, coś potwornie chrupnęło mu w kolanie. Wnuczek siedział na ratanowym fotelu bujanym, nogi miał przykryte wełnianym kocem w kratę. Z porcelanowej filiżanki w róże wystawała plastikowa rurka, przez którą sączył oranżadę.

— Ale pamiętasz, co mi obiecałeś?

Dziadek podniósł się niezgrabnie z podłogi, rozmasowując pospiesznie krzyże, po czym wgramolił się wnuczkowi na kolana.

— Pamiętam, pamiętam…

Wnuczek troskliwie głaskał dziadka po łysiejącej głowie. Rozkołysał delikatnie fotel i przytulił rozemocjonowanego mężczyznę do kruchej piersi. Zapatrzony w niego dziadek dyndał wesoło wystającymi poza oparcie fotela, nękanymi przez reumatyzm nogami.

— Na dobranoc opowiem ci o Wikipedii — wyszeptał wnuczek — a jak jutro ładnie zjesz obiad, to ci pokażę, jak się forwarduje maile.

W kolejnym wpisie przejdziemy do mini-historii w reklamach.

Mini-historie – 6 słów, mnóstwo emocji

Tekstem o krótkiej historii, której autorstwo przypisywane jest Hemingwayowi, rozpocząłem mini-cykl wpisów o mini-historiach (flash fiction, short short stories). W ostatnich latach owa forma stała się tak popularna, że znalazła kolejnych śmiałków, chcących zmierzyć się z doskonałą opowieścią w 6 słowach.

Wśród nich są znani pisarze, jak też amatorzy. Spójrzmy jak radzą sobie z short short stories najbardziej rozpoznawalne w literackim świecie nazwiska:

Dave Eggers:
Found true love. Married someone else.
(Znalazła prawdziwą miłość. Poślubiła kogoś innego)

Stephen Baxter
Big bang. No God. Fadeout. End.
(Wielki wybuch. Brak Boga. Stopniowe wyciszenie. Koniec )

Margaret Atwood
Starlet sex scandal. Giant squid involved.
(Seks-skandal z gwiazdeczką. Wielka przynęta zarzucona.)

Jeffrey Eugenides
Defenestrated baby, methamphetamine, prison, rehab, relapse.
(Wyrzucone przez okno dziecko, metamfetamina, więzienie, odwyk, nawrót.)

Zainteresowani znajdą więcej mini-historii spod piór popularnych pisarzy klikając w link https://www.wired.com/2006/11/very-short-stories/

Jak wspomniałem opowieści zawarte w 6 słowach tworzą również amatorzy.  To bardzo popularna forma. Najpopularniejszą stroną internetową, gdzie znajdują się short short stores jest: http://www.sixwordstories.net

odrzuć szablonChcesz nauczyć się pisać teksty, które działają lub tworzyć materiały, które przyciągną oko i zainspirują czytelnika? Zajrzyj do mojej książki Odrzuć szablon – napisz sam.

Psychologia zmiany

Kocham pozytywne zaskoczenia. Odkrycia, że coś wygląda/działa inaczej niż przypuszczałem jest dla mnie cudownym doświadczeniem. Tak tez było z najnowszą książką Mateusza Grzesiaka, ale zacznijmy od początku…

Nigdy nie miałem pozytywnej opinii o działaniach Mateusza Grzesiaka. Kiedy moi znajomi zachwycali się jego poczynaniami, ja patrzyłem na nie dość sceptycznie. Z czasem coraz więcej słyszałem opinii, że miałem rację, ba nawet wygrałem pewien szalony zakład o piwo.

Gdy otrzymałem propozycję od Wydawnictwa Onepress, by przyjrzeć się najnowszej książce Grzesiaka, zgodziłem się. Chciałem poznać, co tym razem wymyślił nowego. Przyznaję się, chciałem zgarnąć kolejne nieprzyjazne argumenty, a tu…. TAKA NIESPODZIANKA.

Psychologia zmiany – must have dla trenerów, coachów i przedsiębiorców

Kocham pozytywne zaskoczenia. Odkrycia, że coś wygląda/działa inaczej niż przypuszczałem jest dla mnie cudownym doświadczeniem. Za każdym razem przychodzi do mej głowy myśli „o złożoności i nieprzeniknionej naturze świata” oraz „jak wiele muszę jeszcze się nauczyć”.

Takim pozytywnym odkryciem była książka Mateusza Grzesiaka Psychologia zmiany.

Jednak zachwyt nie pojawił się po pierwszych kartkach. Kiepski wstęp, wyjaśnianie kim jest people helper oraz czym jest psychologia zmiany, a także zamykająca publikację lista szkoleń, które można zakupić u Grzesiaka – odstraszają. Sposób w jaki pisze, zamiast fascynować, nuży – jakże daleko mu do języka Walkiewicza, o którego książce pisałem tutaj.

Skoro podałem tyle minusów, dlaczego zachwycam się tą książką? Wszystko przez 140 stron rozdziału Narzędzia.

Można nie lubić Mateusza Grzesiaka, krytykować jego działania i sposób myślenia lub pisania. Jednak nie można mu zaprzeczyć posiadania wiedzy. Cennej wiedzy z pogranicza komunikacji interpersonalnej i typowego coachingu, której sporo jest w pewnym rozdziale książki Psychologia zmiany.

Część Narzędzia opisuje metody pomagające zmieniać myśli, emocje i zachowania. Jako copywriter, wykładowca, prowadzący szkolenia oraz przedsiębiorca znalazłem w Psychologii zmiany zbiór stosowanych już przeze mnie narzędzi i mniej znanych informacji, które już  wprowadzam do swojej pracy i życia osobistego. Co więcej, sporo dzięki nim dowiedziałem się o sobie (więc muszę przyznać się, że Mateusz Grzesiak pomógł również i dla mnie).

Psychologia zmiany – jak to działa?

Jeżeli jesteś trenerem, przedsiębiorcą lub chcesz usprawnić komunikację z otoczeniem, czy też zrozumieć siebie, koniecznie zajrzyj do tej książki.

Mimo, że autor skupia się na narzędziach pracy people helpera, są one idealne do wszystkich działań związanych z drugim człowiekiem. Wystarczy tylko trochę je (czasami lekko, czasami mocniej) przekształcić/dostosować, by zaczęły działać na komunikację z klientem, obsługę zamawiających oraz przekazywanie wiedzy dla uczestników szkoleń.

Bardzo cieszę się, że ta publikacja trafiła w moje ręce. Oceniam ją jako bardzo przydatną.

Mateusz Grzesiak, Psychologia zmiany, Onepress, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Onepress za podesłanie książki

Mini-historie: (czy) wszystko zaczęło się od Hemingwaya

Od lat mówią o tym literaturoznawcy, specjaliści od reklamy, osoby, które na dźwięk słowa storytelling dostają pozytywnych dreszczy, a także miłośnicy prozy Ernesta Hemingwaya. Tematem dzisiejszego wpisu będzie najkrótsza i najsmutniejsza historia.

Brzmi ona tak:

For sale: baby shoes, never worn
Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nie noszone

Jej autorstwo przypisywane jest Ernestowi Hemingwayowi, który ponoć napisał ją na skrawku barowej serwetki, tym samym wygrywając 10$.

Wymienieni w pierwszym akapicie specjaliści zachwycają się, a ja wraz z nimi, nad narracją – do opowiedzenia doskonałej historii wystarczyło tylko 6 słów. W głowie odbiorcy rodzi się obraz ogłoszenia w gazecie, a za nim pojawiają się: dziecko, nadzieja, śmierć, rodzinna tragedia, wzburzone emocje, pusty pokój i owa para dziecięcych butów. Przyznaję, że jest to majstersztyk, ale…

Hemingway nie jest autorem tekstu.

Jak wskazuje badacz cytatów (bo tak sam mówi o osobie) Garson O’Toole, w czasach gdy Ernest Hemingway pisał na barowej chusteczce owo opowiadanie, dobrze znane były ogłoszenia o podobnej treści. Wszystko to przez wysoką ilość zgonów małych dzieci.

Badacz, wskazuje, że oprócz ogłoszeń, między innymi pojawił się w prasie artykuł opisujący ową smutną historię, a także mowa o niej w pewnym komiksowym pasku– będącym reklamą gazetowego działu z ogłoszeniami. Co więcej, powstawały na jej temat osobne publikacje.

Skąd więc przypisanie jej Hemingwayowi? Z książki Petera Millera Get Published! Get Produced!: A Literary Agent’s Tips on How to Sell Your Writing. Miller oznajmił w tej publikacji, że dowiedział się o zakładzie Hemingwaya od  wiarygodnej osoby w 1974 roku. I tak to się wszystko zaczęło.

To jeszcze nie koniec „mini-historii”, do tematu wrócę w kolejnych wpisach.

Pełna moc życia

O Jacku Walkiewiczu i jego książce Pełną moc możliwości pisałem na tym blogu tak:

Bardzo mi się podobała – wiem, że na pewno sięgnę po nią po raz trzeci.[…] to również opowieść o człowieku. Takim jak Ty i ja, który nauczył się jak wykorzystywać to, co go spotyka i cieszyć się z życia.

Nie dość, że przeczytałem książkę trzeci raz, to i wykorzystywałem fragmenty publikacji oraz wideo z TedxWSB (dało początek owej książce) na zajęciach i warsztatach. Dlatego (zachęcony rekomendacją czytelniczki/ka tego bloga)z chęcią sięgnąłem po pierwszą książkę autora – Pełna moc życia. Jest świetna.

Pełna moc życia– „inspirujący kop” do działania

Pod koniec 2016 roku ukazało się wznowienie Pełnej mocy życia.  Wydanie zostało zmienione, ale zawiera w sobie tyle samo pozytywnej energii, co pierwsza edycja książki Walkiewicza.

No i daje „inspirującego kopa” do działania. Miałem przyjemność sprawdzić na samym sobie.  Lekko zmęczony nadmiarem zleceń z zakresu copywritingu, ostrym finiszem w branży szkoleniowej oraz przygotowując się do Świąt, przysłowiowo, ledwo „wyrabiałem się na zakrętach”. Jednak moc Pełnej mocy życia, dała mi siłę, którą wykorzystałem do napisania kilku tekstów do miesięcznika pewnego stowarzyszenia oraz opowiadania – które ukaże się wkrótce w jednej z literackich gazet dostanych w Empikach.

Dlatego rekomenduję publikację.

Pełna moc życia– co może Ci się nie spodobać

Jacek Walkiewicz opowiada w swojej książce o tym jak żyć. Na warsztat bierze marzenia, odwagę, przekonania, wartości, zachowanie w biznesie i w życiu prywatnym oraz zaleca podróżować i czerpać przyjemność z tego co nas spotyka. Tak w skrócie można streścić Pełną moc życia. Wszystko to oparte jest o przemyślenia i doświadczenia życiowe autora.

No dobra, ale przecież o tym pisał w Pełnej mocy możliwości, może zauwazyć czytelnik mojego bloga. Zgadzam się z nim i dodam, że w poszczególnych rozdziałach Pełnej mocy życia  jest też dużo powtórzeń informacji, co więcej autor książki wspomina o tym we wstępie.

Niby ma razić, a nie robi tego.

Bowiem, to co może nie spodobać czytelnikom książki, jest usprawiedliwione. Po pierwsze, Walkiewicz to mówca motywacyjny, a oni tak mają. Po drugie, powtarzanie podkreśla wartość informacji oraz pozwala szybciej zapamiętywać określone dane lub wzorce.

Mimo wspomnianych powtórzeń, Pełną moc życia można przeczytać jednym tchem. Jednak nie polecam tego robić. Dobrze jest poświęcić tej książce dłuższą chwilę – czytać rozdziały pojedynczo, zastanawiać się nad nimi, przetrawiać i wracać co jakiś czas do treści.

Polecam!

Jacek Walkiewicz, Pełna moc życia, Wydanie II, Onepress, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Onepress za umożliwienie przeczytania książki

Niby świeży, ale jakiś odgrzewany tren schabowy – Dziadek z Allegro

Kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem pojawił się w sieci spot, który (podobno) poruszył serca Polaków. Stworzony przez agencję reklamową Bardzo materiał wideo opowiada historię dziadka, który uczy się języka angielskiego, by spełnić swoje wielkie marzenie. Wygląda on tak:

Jest on podobny do innego spotu, który od roku omawiam na zajęciach i warsztatach ze storytellingu.

Odnośnie podobieństwa tych dwóch spotów reklamowych pojawiała się w Wirtualnych mediach  wypowiedź Michała Nowosielskiego, byłego dyrektora kreatywny agencji BBDO Warszawa:

Proszę wskazać jakąś różnicę: od pomysłu począwszy – starszy facet uczy się języka, żeby móc zrozumieć syna/wnuczka i w ten sposób sprawić mu radość – a na sposobie opowiedzenia historii skończywszy. Niemal te same ujęcia , muzyka, konkretne winiety, jak np. karteczki. Fakt – w oryginale nie ma sceny w wannie.

Źródło: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/szum-wokol-podobienstwa-reklamy-allegro-do-spotu-whisky-niepotrzebna-burza-w-branzowym-piekielku-opinie#

Różnicę widzą moi studenci, uznający spot Allegro za śmieszniejszy  – ich zdaniem wywołuje więcej uśmiechu niż reklama whisky. Jednak ja jestem zgodny z opinią Pana Michała.

Na tym jeszcze nie koniec. Jak widać w agencji reklamowej Bardzo bardzo lubią inspirację. Bowiem z okazji Dnia Dziadka pojawił się w sieci spot:

Piękny! Doskonale zrobiony jak ten na Boże Narodzenie. Jednak widząc go od razu przywołałem w myślach materiał z Rumunii:

Ten jednak nie przedstawiał po raz pierwszy owej historii. Cztery lata wcześniej opowiadali ją już Grecy:

Wracając do spotów z dziadkiem z Allegro. No cóż, „niby świeży, ale sprawiający wrażenie lekko odgrzewanego” ten schabowy” – bardzo dobrze ogląda się oba spoty, jednak pozostaje pewien niesmak. Taka jest moja opinia po obejrzeniu obu materiałów.

Szkolenie „Specjalista ds. mediów społecznościowych” – referencje

Uczestnikami szkolenia Specjalista ds. mediów społecznościowych (Specjalista ds. social media) byli zarówno ludzie młodzi, jak tez osoby z większym doświadczeniem zawodowym. W jego trakcie odpowiedzieliśmy sobie na trzy ważne pytania:

Dlaczego warto inwestować w social media?
Jak skutecznie prowadzić profil w mediach społecznościowych?
Czy istnieją język, grafika oraz materiały wideo, które szybko wpłyną na decyzje odbiorcy?

Szkolenie Specjalista ds. mediów społecznościowych zorganizowała suwalska Agencja Rozwoju Regionalnego ARES S.A. Trwało 3 dni, których podsumowanie organizator opisał w ten sposób:

Pan Jakub Sosnowski zrealizował powierzone mu szkolenie profesjonalnie, utrzymując wysoki poziom zarówno merytoryczny jak i organizacyjny. Przekazane wiadomości podczas zajęć były w sposób przystępny i zrozumiały dla uczestników, dzięki wiedzy i doświadczeniu wykładowcy. Przygotowanie merytoryczne trenera oraz forma prowadzenia zajęć została wysoce oceniona przez słuchaczy w ankietach.

Pełna treść referencji dostępna jest TUTAJ Zapraszam do lektury.

Wiersze w „Odrze”

Publikacja w Odrze była moim marzeniem od wielu lat. W końcu je zrealizowałem! W najnowszym (styczniowym) numerze (1/2017) znajdują się wiersze mego autorstwa. Czytać je w TYM piśmie, to dla mnie wielki zaszczyt.

To również wyjątkowa chwila, bowiem od 10 lat nie opublikowałem ani jednego wiersza. Tak wyszło. Mam nadzieję, że kolejną publikację zobaczę szybciej na półce w Empiku, niż w 2027 roku.

Zapraszam serdecznie do lektury styczniowej Odry. Dostępny jest w Empikach lub na tej stronie .

Natomiast lista moich publikacji znajduje się tutaj