Moja druga książka – „Odrzuć szablon – napisz sam”

Życie w nieustannym pośpiechu, z przewagą elementów audio-wideo nad słowem pisanym, unikanie dłuższych tekstów na rzecz streszczeń i krótkich przekazów, powoduje u współczesnego Kowalskiego obniżenie kreatywności oraz kłopoty z konstrukcją prostej treści wypowiedzi. Krótko mówiąc, wybierając „pójście na łatwiznę” hamuje swój rozwój.

Jednak wiele osób uświadamia sobie stopień zagrożenia oraz to do czego owo lenistwo może doprowadzić. Zaczynają szukać ćwiczeń poprawiających rozwój własnego umysłu oraz starają się nabyć nowe umiejętności z zakresu komunikacji interpersonalnej.

Z myślą o nich wszystkich postanowiłem napisać Odrzuć szablon. Napisz sam.

Poradnik skierowany jest do osób, które chcą zdobyć umiejętność sprawnego posługiwania się słowem pisanym. Głównym zadaniem materiału jest pokazanie, że tworzenie tekstów „codziennego użytku”(podań, podziękowań, życzeń, wypełnianie rubryk opisowych w dokumentach) nie jest trudną sprawą. Jednak wymaga odpowiedniego przygotowania, w tym i zadbania o ćwiczenia rozwijające kreatywność.

Ważne! Choć szczegółowo omawiam konstrukcje poszczególnych tekstów (dokładny spis treści zamieszczam na końcu wpisu), nieustannie wskazuję na konieczność indywidualnego pisania, bez korzystania z szablonów. Bowiem tylko w ten sposób, zyskamy atrakcyjny tekst, który zaciekawi odbiorcę.

Materiał, który otrzymuje do rąk czytelnik rożni się trochę od tego, który zaplanowałem. W efekcie rozmów i dyskusji ze znajomymi, współpracownikami oraz Wydawcą, treść poradnika i jej rozmieszczenie cały czas ulegały ewoluowały. Jednak wprowadzone zmiany są korzystne i czynią treść bardziej zrozumiałą.

Odrzuć szablon- napisz sam można kupić w księgarniach oraz sieci – Link: https://www.ceneo.pl/23846565

Podcast (Odcinek 25) – Sześć myślowych kapeluszy

Jeżeli szukasz książki, która szybko nauczy Cię myśleć, a jeszcze nie znasz Sześciu myślowych kapeluszy Edwarda de Bono, koniecznie zapoznaj się z poniższą recenzją.
Na początku książkę możesz wypożyczyć z biblioteki, od fajnego kolegi lub przesympatycznej koleżanki. I tak zechcesz ją kupić. Taką rekomendację Sześciu myślowych kapeluszy usłyszałem od znajomego księgarza. Miał rację. Rok później zamawiałem w sieci swój egzemplarz.

Książkę polecam szczególnie osobom poszukującym podstawowych informacji o rozwoju osobistym, przedsiębiorcom pragnącym odnieść sukces w biznesie oraz (wszystkim) politykom. Tym ostatnim polecam przeczytanie kilku rozdziałów odnoszących się do białego kapelusza.

Czym właściwie są owe kapelusze? To sześć torów myślenia, obowiązujących w naszym życiu. Bono pokazuje nam, że spotykając się z określonym problemem lub znajdując się w określonej sytuacji możemy w myślach nałożyć na głowę określony kapelusz, dzięki któremu staniemy się określonym rodzajem eksperta. Do wyboru mamy sześć kolorów:

  • Biały, który wykorzystujemy gdy mówimy o faktach i liczbach. Myślenie spod białego kapelusza pozwala na osiągnięcie dyscypliny i ukierunkowania.
  • Czerwony, nakładany tylko wtedy gdy mówimy o emocjach i odczuciach.
  • Czarny, potrzebny do obiektywnej krytyki. Odpowiedzialny jest za „ciemną stronę oceny problemu”.
  • Żółty, pomagający w logicznym konstruowaniu wniosków. W przeciwieństwie do czarnego kapelusza używamy go do pozytywnej oceny. Mając go na głowie szukamy korzyści i pozytywnych wartości, by znaleźć dla nich logiczne uzasadnienie.
  • Zielony, służący do kreatywnego myślenia.
  • Niebieski pozwalający na szerokie spojrzenie na problem.

Teoria zastosowania wizualizacji oraz jej wytłumaczenie, które znalazłem w Sześciu myślowych kapeluszach, przyczyniły się do zakwalifikowania Edwarda de Bono do czołówki pisarzy, po których dzieła często sięgam (po przeczytaniu niniejszej pozycji warto zainteresować się trzema innymi książkami autora Sześć ram myślowych, Myślenie lateralne. Idee na przekór schematom oraz Sześć medali wartości).

Edward de Bono Sześć myślowych kapeluszy, Gliwice 2013, Helion

Podcast (Odcinek 23) – Punkt przełomowy

Jeżeli unikasz książek naukowych, stronisz od podręczników akademickich, odczuwasz ciarki na ciele wspominając przesycone wiedzą słowniki oraz encyklopedie, mam dobrą wiadomość. Od kilku lat na księgarskim rynku dostępna jest seria, która Cię wciągnie. Nazywa się Punkty przełomowe.

Wydawca mówi o serii w sposób zwięzły: uczy myśleć inaczej. Ma rację. Książki pozwalają spojrzeć na otaczający nas świat w zupełnie inny sposób. Ich autorzy zastanawiają się, co stanowi większe zagrożenie: pistolet czy basen,  dlaczego podejmujemy określone decyzje, w jaki sposób ostrzeżenia na papierosach zachęcają do zaciągnięcia się kolejnym dymkiem, czy też uczą jak odnieść sukces. Robią to w sposób przyjazny dla czytelnika, czyli omawiają zagadnienia prostym językiem oraz skupiają się, zamiast na nudnej teorii, na analizie interesujących przykładów.

Od której pozycji należy zacząć? – możesz zapytać. Polecam tytuł, od którego powstała nazwa serii. Jej autorem jest Malcolm Gladwell – dziennikarz, mówca, autor kilku międzynarodowych bestsellerów.

Tematem Punktu przełomowego jest marketing wirusowy. Dokładniej mówiąc analiza powstawania trendów, cykl ich życia oraz istota. Książka Gladwella podzielona jest na osiem rozdziałów, z których większość to wnikliwa analiza konkretnych przypadków. Znajdujemy tam wybuch mody na buty Hush Puppies, rozwój popularności Ulicy Sezamkowej oraz Boskich sekretów siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya, czy też zanik zagrożenia w nowojorskim metrze. Każda analiza zaczyna się tuż przed tytułowym punktem przełomowym danego produktu/zagadnienia – czyli momentu, gdy staje się on popularny.

Urok tej książki polega na sposobie przekazywania wiedzy. Czytając Punkt przełomowy ma się wrażenie, że autor mówi tylko o tym, co już dobrze znamy ( nic dziwnego, przecież wciąż jesteśmy świadkami  narodzin coraz to nowszych trendów). Jednak efekt zdobycia nowych informacji pojawia się w praktyce, kiedy obserwujemy proces zaistnienia nowej mody lub dyskutujemy o nim. Wtedy to w naszym umyśle odtwarzamy całe akapity Punktu przełomowego, doskonale rozumiejąc poszczególne etapy działań, porównując je z informacjami otrzymanymi podczas lektury. To jest niesamowite.

Malcolm Gladwell, Punkt przełomowy, Wydawnictwo Znak, 2009

Podcast (Odcinek 21) – Nie boję się mówić

Jeżeli myślisz o rozpoczęciu kariery mówcy, szukasz książki wyjaśniającej podstawy wystąpień publicznych, koniecznie sięgnij po Nie boję się mówić!.

Jej twórca, Robert Ważyński, rewelacyjnie wyjaśnia tajniki komunikacji z otoczeniem – skupia się na werbalnej, ale też zwraca uwagę na mowę ciała, kwestię oceny własnej osoby, czy też posiadanych umiejętności. Robi to w taki sposób, że śmiało nazwę jego książkę, obowiązkową lekturą każdego (początkującego) mówcy.

Autor, jako doświadczony orator, podzielił treść dzieła na sześć części. Dotyczą one w kolejności: radzenia sobie z tremą i sposobów na spędzenie czasu „przed wystąpieniem”, nawiązywania kontaktu z odbiorcami, „trudnych chwil”, technik ułatwiających odpowiedzenie na pytania, moderowania spotkań oraz języka ciała. Co ważne, każdą z partii materiału można czytać oddzielnie, jednak zalecam zapoznanie się z całością.

Najbardziej podobają mi się fragmenty poświęcone rozpoczęciu prezentacji, pacyfikacji rozmawiających uczestników oraz technik ułatwiających odpowiadanie na pytania. Robert Ważyński  opowiada o nich w taki sposób, że po przeczytaniu kilku zdań czułem się jakbym dostawał rady od osoby mi bliskiej, dobrze znanej. Autor żartuje, podaje przykłady,  zgrabnie posługuje się stylem lekkim, wprawiającym w…

No właśnie. Na szczególną uwagę zasługuje uczucie jakie wywołuje treść na czytelnika  . Rzadko kiedy spotykam poradniki, które wraz z przekazem wiedzy potrafią wywołać odprężenie. Ta książka należy do takich. Ilekroć po nią sięgam zawsze mam to uczucie – a co za tym idzie szybciej powtarzam materiał.

Gorąco polecam!

Robert Ważyński, Nie boję się mówić!,  Złote Myśli, 2009

Podcast (Odcinek 18) – Sztuka pisania perswazyjnych tekstów

Skoro postanowiłem wprowadzić do mojego bloga opinie o książkach, pierwsza powinna dotyczyć pozycji wyjątkowej. Publikacji, która wywarła na mnie niezwykły wpływ  – dała do myślenia, namówiła do postawienia kilku kroków, zmotywowała do samorozwoju. Tak wartościowej, że po zagubieniu pierwszego egzemplarza (lipiec 2009, pociąg relacji Warszawa Centralna-Białystok), musiałem kupić drugi.

O jakim mówię tytule?

O Sztuce pisania perswazyjnych tekstów autorstwa Piotra Michalaka i Jakuba Woźniaka.

Licząca niecałe 200 stron pozycja jest niesamowitym kompendium wiedzy skierowanej do … no właśnie do kogo? Na pewno do copywriterów, osób szukających sprawdzonej wiedzy dotyczącej tworzenia mocnych ofert, biznesmenów, specjalistów od marketingu internetowego, a także szkoleniowców oraz wszystkich miłośników skutecznej reklamy.

Uwaga! Osobom, które już jakiś czas zajmują się marketingiem oraz promocją, książka może wydać się nudna (informacja sprawdzona na moich znajomych). Nie znajdą bowiem w niej „nowych dla siebie” wiadomości. Zachęcam również i te osoby do zakupu –Sztuka pisania jest bowiem wielką pigułką tego, co najważniejsze w perswazyjnych tekstach, niezwykle pomocną do utrwalenia posiadanej już wiedzy.

Całość jest napisana prostym i zrozumiałym językiem, wzbogacona licznymi przykładami. Autorzy omawiają podstawy (od przekonań, przez elementarną wiedzę, po strategie) skutecznego copywritingu oraz uczą jak pozyskać zainteresowanie i zaufanie klientów (NOA -– najbardziej oczekiwana akcja).

Doskonale napisaną częścią książki jest ta ostatnia – Studium przypadku: nasza własna oferta copywritingu. Panowie dzieląc strony na dwie kolumny omawiają szczegółowo tekst swojej oferty. Zdanie po zdaniu, w sposób tak dokładny, że za każdym razem, gdy czytam ów rozdział, czuję się jakbym był na szkoleniu.

Gorąco polecam.

Piotr R. Michalak, Jakub Woźniak, Sztuka pisania perswazyjnych tekstów, Złote Myśli, 2008

Podcast (Odcinek 7) Szukając pomysłu

Co łączy ciekawy spot reklamowy z najnowszą powieścią Chucka Palahniuka lub zaskakującą płytą Metalliki i Lou Reeda?  Odpowiedź brzmi: pomysł.

Każdy z autorów, zanim rozpoczął pracę nad dziełem, musiał wpaść na pomysł o czym i w jaki sposób opowie swoim odbiorcom. Dobrze wiedział, że interesujący temat to połowa sukcesu (drugą jest proces realizacji). Dlatego nieustannie szukał go, wykorzystując do tego sprawdzone metody. Następnie przystąpił do pracy.

W kilku najbliższych postach przyjrzę się bliżej sposobom wyszukiwania pomysłów. Zacznę od koncepcji zawartych w tekstach literackich, by następnie przejść do tych ze świata reklamy.

Jak powstają pomysły na książkę i opowiadanie?

Każdy z pisarzy ma swoje metody na znalezienie weny. Jedni spędzają czas na wertowaniu gazet i oglądaniu wiadomości, inni wolą poddać się mocy drzemiącej w ich umyśle wyobraźni.  Przykładem takiego pisarza jest Jeffery Deaver.  Autor thrillerów opowiedział w jednym z wywiadów, iż lubi odciąć się od zewnętrznych źródeł. Kiedy rozpoczyna pracę, siada w ciemnym pokoju i stara się wykreować zarys dzieła- pasujący do konwencji typowej dla jego powieści (między innymi stwarza odpowiednich bohaterów, ustala krótkie granice czasu akcji, rozplanowuje wątki).

Dość intrygujący sposób na poszukiwanie inspiracji miała Agatha Christie. Pisarka żartobliwie przyznała się kiedyś, że pomysły swoich książek znajduje… podczas zmywania. Jest to zajęcie tak głupie, powiedziała, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. Doskonale ją rozumiem.

Jednak większość pisarzy, jak deklarują w wywiadach czy autobiografiach, szuka tematów swoich książek w prawdziwym życiu. Obserwują bacznie własne zachowanie i emocje, przyglądają się poczynaniom znajomych, jak i odkrywają inspirujące materiały w radiowych audycjach, telewizyjnych programach, czy też artykułach zamieszczonych w gazecie lub sieci. Nic dziwnego, życie dostarcza najlepszych tematów.

Również i ja w ten sposób szukam inspiracji.

Prozę, którą popełniłem 🙂 od 2004 roku, wypełniają wydarzenia/sytuacje z mego życia lub bliskich znajomych. Oczywiście, nie opisuję ich wprost, ale umiejętnie wplatam wybrane wątki w świat fikcji.

Dużą dawkę inspiracji odnajduję w gazetach. Szczególnie cenię lokalną prasę. Zawiera ona mnóstwo historii mieszkańców mego miasta i okolicy- opowiadających o radościach i smutkach zwykłych ludzi.

Zdradzę Ci również tajemnicę, uwielbiam podglądać i podsłuchiwać. Mało tego, wszystko to nagrywam…. na dyktafon.

Pierwszy sprzęt pożyczyłem od Taty. Potrzebowałem go do nauki języka oraz nagrywania wykładów na studiach (zamiast notować wolałem słuchać prowadzących). Szybko jednak zacząłem rejestrować nim (na kasetach) wszystkie myśli, pomysły, a nawet fragmenty utworów, które rodziły się w mojej głowie, gdy nie miałem pod ręką kartki oraz długopisu.

Tak pokochałem tę metodę, że dziś, zanim wyjdę z domu, sprawdzam czy mam wystarczająco dużo miejsca na nagranie w komórce. Wykorzystuję ją również w pracy zawodowej- ale o tym w jednym z kolejnych wpisów.

Na pewno dziwnie wyglądają chwile, gdy idę ulicą lub siedzę w autobusie opowiadając komórce historię lub opisując otaczającą mnie rzeczywistość. Lecz czego się nie robi dla utrwalenia dobrego pomysłu.

Od dawna wiadomo, że ulica jest kopalnią tematów. Korzystają z niej zarówno pisarze, dziennikarze, jaki i wielu innych twórców. Bowiem, wystarczy tylko bacznie ją obserwować i przysłuchiwać się dobiegającym z niej dźwiękom. Jeśli zrobi się to umiejętnie, pozyskanie dobrego tematu to tylko kwestia czasu. Właśnie, baczne obserwowanie i słuchanie…,  im poświęcę kolejny wpis.