Archiwa tagu: www

Zapowiedź: Jakub Sosnowski “Podstawy pisania przekonujących tekstów”

Wkrótce nakładem Wydawnictwa Złote Myśli ukaże się moja książka- Podstawy pisania przekonujących tekstów. Gorąco zapraszam do lektury.

(Z notki wydawniczej:)

Tematem publikacji będzie copywriting – dokładniej nauka pisania tekstów, które sprzedają. Na warsztat wezmę i dokładnie omówię: treść stron WWW, teksty folderów, list reklamowy, list zapraszający do współpracy, zawartość ulotki. Opowiem o ich konstrukcji, sposobie jak pisać, jak uniknąć błędów.

Pozycja kierowana jest do osób mających problemy z napisaniem dobrego tekstu na własne potrzeby lub firmy, tych rozpoczynających pisanie tekstów reklamowych, a także czytelników, którzy chcą pracować w przyszłości jako copywriterzy. Z niej to: – nauczą się pisać poprawne pod względem konstrukcji teksty – dowiedzą się o błędach popełnianych często przez niedoświadczonych ”pisarzy” – nauczą omijać się czyhające przed nimi tekstowe przeszkody i zasadzki

Po pozycję mogą również sięgnąć osoby pracujące już jako copywriter.

Data premiery: 29 XI 2011

Piszesz? Mówisz? Nie zanudzaj!- Atrakcyjne elementy

Jedną z największych trudności, na które może natrafić copywriter, jest upór ze strony klienta, dotyczący umieszczenia w s z y s t k i c h danych w ograniczonej objętości tekstu.

Oczywiście, problem nie pojawia się, gdy dysponujemy ogromną (często nielimitowaną) przestrzenią. Przykładem może być zawartość folderu/katalogu, w której możemy pozwolić sobie na podział materiału na części, rozdziały oraz podrozdziały. Podobnie jest w przypadku wypełnienia rozbudowanych stron WWW.

Natomiast gdy copywriter ma umieścić potężną ilość danych na niewielkiej przestrzeni (ulotki/strony A4), zadanie komplikuje się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza dotyczy strony wizualnej. Widok nośnika zapełnionego od góry do dołu tekstem, wywołuje w umyśle odbiorcy zniechęcające pytanie: Czy ja mam to wszystko teraz przeczytać?, po czym zmusza się do lektury, lub odkłada na bok materiał. Drugi poziom leży w atrakcyjności tekstu.

Przyjrzyjmy się dokładniej owemu zagadnieniu.

Jeżeli czytelnik/słuchacz otrzyma „za jednym razem” ogromną ilość informacji, zapamięta tylko część z nich. Reszta umknie jego uwadze, w tym nawet te, które mówiący/piszący uważa za istotne.

Dobrym przykładem są tu wystąpienia publiczne osób kochających dużo mówić. Taki nadawca komunikatu, porwany wzniosłością chwili oraz znaczną liczbą odbiorców, dosłownie uwalnia wartki potok myśli. Po jego kilkunastominutowej (skoncentrowanej na jednym zagadnieniu) wypowiedzi słuchacz wie, że coś było powiedziane, zna dokładnie tematykę, ale nie jest w stanie powtórzyć wszystkiego.

Na pewno powiesz, przecież tekst pisany różni się od tekstu mówionego tym, że można wrócić do poszczególnych jego fragmentów. Chyba nie ma tu powyższego problemu?

A jednak istnieje. Bowiem, czy czytasz kilkukrotnie artykuły reklamowe w gazecie, zawartość folderów marketingowych, czy też teksty na stronie internetowej? Nie, bo nie masz na to czasu. Mimo to pamiętasz wszystko i działasz pod ich wpływem. Dlaczego?

Odpowiedzialny za to jest przemyślany układ argumentów/informacji.

Wszystkie zamieszczone w materiale wiadomości dotyczą tego co zainteresuje konkretnego odbiorcę/ daną grupę docelową. Dlatego, jako konsumenci, czytając tekst o najnowszej paście do zębów, poznajemy korzyści płynące z jej używania. Dane dotyczące produkcji i składu nie są dla nas teraz istotne, a więc dowiemy się o nich dopiero w momencie zakupu.

Co więcej, dobry tekst sprzedający, na pierwszy rzut oka, może wydawać się zwykłym ciągiem zdań. Jednakże, przyglądając mu się bliżej zauważymy, że zawiera w sobie zmyślny schemat przekazania treści.

Informacje są przedstawiane odbiorcy zgodnie z priorytetem istotności. Najpierw wymienione są najważniejsze (dla użytkownika) korzyści, później mniej znaczące elementy, a na końcu te dopełniające całości.

W przypadku reklamy pasty do zębów (skierowanej do osób ceniących bardziej zdrowie, niż wygląd) ów schemat wyglądałby następująco:

 

 

Jedną z największych trudności, na które może natrafić copywriter, jest upór ze strony klienta, dotyczący umieszczenia w s z y s t k i c h danych w ograniczonej objętości tekstu.

Oczywiście, problem nie pojawia się, gdy dysponujemy ogromną (często nielimitowaną) przestrzenią. Przykładem może być zawartość folderu/katalogu, w której możemy pozwolić sobie na podział materiału na części, rozdziały oraz podrozdziały. Podobnie jest w przypadku wypełnienia rozbudowanych stron WWW.

Natomiast gdy copywriter ma umieścić potężną ilość danych na niewielkiej przestrzeni (ulotki/strony A4), zadanie komplikuje się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza dotyczy strony wizualnej. Widok nośnika zapełnionego od góry do dołu tekstem, wywołuje w umyśle odbiorcy zniechęcające pytanie: Czy ja mam to wszystko teraz przeczytać?, po czym zmusza się do lektury, lub odkłada na bok materiał. Drugi poziom leży w atrakcyjności tekstu.

Przyjrzyjmy się dokładniej owemu zagadnieniu.

Jeżeli czytelnik/słuchacz otrzyma „za jednym razem” ogromną ilość informacji, zapamięta tylko część z nich. Reszta umknie jego uwadze, w tym nawet te, które mówiący/piszący uważa za istotne.

Dobrym przykładem są tu wystąpienia publiczne osób kochających dużo mówić. Taki nadawca komunikatu, porwany wzniosłością chwili oraz znaczną liczbą odbiorców, dosłownie uwalnia wartki potok myśli. Po jego kilkunastominutowej (skoncentrowanej na jednym zagadnieniu) wypowiedzi słuchacz wie, że coś było powiedziane, zna dokładnie tematykę, ale nie jest w stanie powtórzyć wszystkiego.

Na pewno powiesz, przecież tekst pisany różni się od tekstu mówionego tym, że można wrócić do poszczególnych jego fragmentów. Chyba nie ma tu powyższego problemu?

A jednak istnieje. Bowiem, czy czytasz kilkukrotnie artykuły reklamowe w gazecie, zawartość folderów marketingowych, czy też teksty na stronie internetowej? Nie, bo nie masz na to czasu. Mimo to pamiętasz wszystko i działasz pod ich wpływem. Dlaczego?

Odpowiedzialny za to jest przemyślany układ argumentów/informacji.

Wszystkie zamieszczone w materiale wiadomości dotyczą tego co zainteresuje konkretnego odbiorcę/ daną grupę docelową. Dlatego, jako konsumenci, czytając tekst o najnowszej paście do zębów, poznajemy korzyści płynące z jej używania. Dane dotyczące produkcji i składu nie są dla nas teraz istotne, a więc dowiemy się o nich dopiero w momencie zakupu.

Co więcej, dobry tekst sprzedający, na pierwszy rzut oka, może wydawać się zwykłym ciągiem zdań. Jednakże, przyglądając mu się bliżej zauważymy, że zawiera w sobie zmyślny schemat przekazania treści.

Informacje są przedstawiane odbiorcy zgodnie z priorytetem istotności. Najpierw wymienione są najważniejsze (dla użytkownika) korzyści, później mniej znaczące elementy, a na końcu te dopełniające całości.

W przypadku reklamy pasty do zębów (skierowanej do osób ceniących bardziej zdrowie, niż wygląd) ów schemat wyglądałby następująco:

 

 

 

Piszesz? Mówisz? Nie zanudzaj!- Tematyczność

Wyobraź sobie salę pełną słuchaczy, którzy przyszli na wykład Sekrety średniowiecznych pisarzy. Zaproszony ekspert- prelegent wychodzi na środek auli i zaczyna mówić. Najpierw przedstawia zarys historyczno-literacki oraz elementy wyróżniające twórczość w tym okresie, by później przejść do wątku eposów rycerskich.

I tu pojawia się problem.

Ekspert zatrzymuje się przy motywie konia- wiernego towarzysza każdego wojaka, pozwala sobie na porównanie go z dzisiejszymi samochodami…

…i zaczyna długą, niczym średniowieczna legenda, opowieść o nowo zakupionym aucie. Nie zważając na pojawiające się uśmiechy i pomrukiwania opowiada o: mocy silnika, jakości prowadzenia, opiniach sprzedawców oraz znajomych, a także porównuje pojazd z konkurencyjnymi autami.

W dalszej części wystąpienia poruszony zostaje temat hagiografii, czyli żywotów świętych. Wówczas wykładającemu przypomina się jak bardzo irytuje go niedawny spór między Episkopatem a Rządem. Poświęca tej kwestii piętnaście minut. Gdy kończy mówić, na sali znajduje się już tylko kilka osób.

Znudzeni słuchacze zaczęli opuszczać spotkanie, bo uznali, że jednak przecenili jego wartość. Z przeświadczeniem o stracie czasu przeszli do kolejnych punktów swoich rozkładów dnia.

Podobnie zakończyłoby się to zdarzenie, gdy wykładowca, choć trzymałby się tematu, rozbudowywałby go o liczne wątki i adnotacje. Wówczas znudzenie szybko opanowałoby te osoby, które choć na chwilę wyłączyły się ze słuchania wypowiedzi- czyli prawie wszystkich obecnych na sali.

W powyższym przykładzie nadawca komunikatu miał kontakt bezpośredni z odbiorcami (widział ich, słyszał, miał okazję podejść do każdego). Mógł, widząc wychodzącą grupę, podbiec do nich, zagrodzić drzwi i obiecywać, że dalsza część wystąpienia będzie już na temat.

Gorzej mają osoby wybierające drogę pisemnego kontaktu z odbiorcą.

Czytelnicy unikają przegadanych tekstów. Jeżeli zauważą, że materiał jest nudny/ za długi / niezrozumiały, odłożą go na bok. Co ważne, nigdy (z własnej woli) nie wrócą do niego. A więc autor tekstu poniesie całkowitą porażkę. Bowiem nie ma najmniejszych szans na zatrzymanie czytelnika.

Chciałbym byś po przeczytaniu tej notki zapamiętał jedno, treść strony WWW, reklamowego folderu, promocyjnej ulotki, czy też wystąpienia to nie nowa powieść Dan`a Brown`a, więc nie może być obszernym czytadłem. Konstruując ją zmyślnie dobieraj wątki, dbaj o precyzyjne przekazanie treści, no i przede wszystkim pisz/mów w sposób zrozumiały i atrakcyjny dla odbiorcy (o czym przeczytasz w kolejnym wpisie).

U nas teksty pisze informatyk

– A po co copywriter? U nas teksty na stronę pisze informatyk- powiedział do słuchawki właściciel lokalnego przedsiębiorstwa.
– I jest Pan zadowolony z ich jakości?
– Ja tam się nie znam na jakości- odburknął.- Ważne, że są tam najważniejsze dla klientów informacje.

I już wszystko było jasne. Mój rozmówca posiadał stronę, ale nie miał zielonego pojęcia, jak ważne jest zwrócenie uwagi na zamieszczone na niej treści. Uważał, że skoro towar się sprzedaje, to jest wszystko w porządku. Dlatego potraktował machnięciem ręki informacje o znaczących błędach.

Od tej rozmowy minęły dwa miesiące. Teksty zamiast przejść korektę (wskazałem przykładowe usterki), zostały wzbogacone o kilka napisanych z błędami aktualności. Wciąż znajdujemy na stronie między innymi:

  • Zwracanie się do czytelników z małej litery, co uważam za największy brak szacunku wobec odwiedzającego.
  • Błędy językowe i ortograficzne, co jest świadectwem bycia na bakier ze słownikiem programu Office. Tu muszę wspomnieć, że byłem wielce zdumiony odkryciem słowa wziąliśmy.
  • Kłopoty z odmianą nazw miesięcy oraz zaimków.
  • Literówki i powtórzenia.
  • Liczne błędy interpunkcyjne. I nie wykłócam się tu o postawienie przecinka, ale o brak kropek wieńczących zdanie.

Treść materiałów, zamieszczonych na wspomnianej stronie, na pewno nie stanowi pozytywnej wizytówki dla firmy. A to bardzo szkodzi sprzedaży- szczególnie w czasach „niepewnych finansowo”, gdy wizerunek producenta jest równie ważny jak jakość i cena produktu.

Osoba wchodząca po raz pierwszy na stronę, nie może znaleźć na niej błędów. Szczególnie tych momentalnie rzucających się w oczy. Jeżeli to zrobi, zaczyna tracić przekonanie. Mówiąc obrazowo, w jej umyśle pojawia się napis UWAGA i zaczyna być wyczulona na kolejne usterki. A to na pewno nie służy prezentacji oferty.

Trzymajmy się dalej obrazów. Zawartość tekstów na stronie (podobnie jak jej wygląd od strony wizualnej), można porównać do garnituru sprzedawcy. Nie musi być on z najnowszej kolekcji. Ważne by nie było porwanej nogawki, na klapie nie widniała plama po soczystym schabowym z ziemniakami, a koszula odznaczała się czystością i brakiem zagnieceń. Bowiem tylko do takiego człowieka podejdzie kupujący. No chyba, że kogoś pociągają niechluje.

Istnieje również podejście- skoro wciąż sprzedaję, na co mi dbanie o wizerunek, lub głowienie się czy teksty przyciągną kolejnych klientów.
Jak wspomniałem, właściciel strony ma wciąż takowe. No cóż pewnych osób się nie zmieni.

Dlatego pozostawię je bez komentarza.