Archiwa tagu: mailing

Aktualności, czyli co nowego na NapiszTekst.pl

Szewc bez butów chodzi – coraz częściej mogę się o tym przekonać. Pomagając moim Klientom poprzez pisanie tekstów, wykonywanie prac z zakresu PR, prowadzenie szkoleń, ciut zaniedbałem NapiszTekst.pl. Moja wina, biję się w pierś, obiecując poprawę.

W zamian obiecuję, że  do końca roku pojawi się na tej stronie kilka wpisów. Na pewno opowiem trochę o storytellingu w biznesie, omówię również studium przypadku odpowiadające na pytanie: jak pisać maile zachęcające do współpracy?, a także opublikuję kilka tekstów o książkach, które otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Czekają w stosiku widocznym na zdjęciu:

Szykuję również nowy rodzaj wpisów. Niebawem pojawi się na tej stronie więcej informacji.

Zapraszam również do zajrzenia do najnowszego numeru Twórczości. Znajduje się w nim moje opowiadanie Pareidolia. To ironiczna opowieść o tym, co stało się w domu rodziny Wiśniewskich i dlaczego warto zwracać uwagę na brudne talerze.

Ostatni news, na stronie Bazgrolek.pl od kwietnia pojawiają się wpisy z cyklu 7 ulubionych książek. Każdego 23 dnia miesiąca, publikuję listę siedmiu ulubionych tytułów znanych w Polsce osób. Dotychczas swoim spisem 7 ulubionych książek podzielili się: Paweł Tkaczyk, Mikołaj Marcela, Robert Rutkowski, Aleksandra Ślifirska, Bartosz Węglarczyk i Marek Niedźwiecki. W najbliższym miesiącu o ulubionych książkach opowie Maciej Orłoś. Zapraszam do śledzenia cyklu, który znajduje się pod adresem: https://bit.ly/2NgIAvS

Jak nie pisać maili zachęcających do współpracy – case study

Słowa, słowa, słowa – pisał w Hamlecie Szekspir – a każde z nich kryje w sobie wielką moc. Precyzując, buduje w umyśle odbiorcy określone obrazu, wzbudza konkretne emocje i pobudza do działania. Dlatego należy uważnie pisać, by tekst działał na odbiorcę zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Przyjrzyjmy się jak nie pisać maili zachęcających do współpracy na podstawie materiału, który dotarł do mnie jakiś czas temu.  Poniższe case study jest naprawdę hardkorowe!

Dzień doby z nieśmiałością będziemy Państwa szczepić – case study

List rozpoczyna się zakończoną przecinkiem formułą inicjującą, po której prawidłowo zachowana jest mała litera. Jednak sama treść wstępu budzi copywriterską odrazę.

Dzień dobry,

z dużą nieśmiałością pozwalam sobie Państwa niepokoić i robię to tylko dlatego ponieważ mam głęboką wiarę w to, że skorzystanie z propozycji, którą po przeanalizowaniu wczoraj Państwa strony www chciałabym przedstawić, pozwoli w istotny sposób zwiększyć skuteczność funkcjonowania Państwa firmy w internecie i nadzieję, że pomimo spodziewanej irytacji związanej z otrzymaniem tego maila, uda mi się również w Państwu takie przekonanie zaszczepić.

Jakie rezultaty osiągnął autor listu. Spójrzmy:

Z dużą nieśmiałością – już na początku zostałem poinformowany, że mam  do czynienia z osobą bardzo nieśmiałą. Różnie wyobrażam sobie tą postać, lecz na pewno nie pozytywnie. Widziałem wielu sprzedawców, z których wszyscy nieśmiali przegrywali już na starcie. Bowiem, jeśli ktoś coś sprzedaje, nie może pozwolić na strach, nieśmiałość i podobne zachowanie, gdyż wzbudzi u czytającego/słuchającego/oglądającego niepokój. Żelazna zasada: prezentując ofertę należy robić to ze 100% pozytywnym i pewnym siebie nastawieniem.

spodziewanej irytacji związanej z otrzymaniem tego maila – zapewnienie mnie, że autorka maila spodziewała się wywołania we mnie uczucia irytacji, pozostawię bez komentarza.

takie przekonanie zaszczepić – boję się szczepionek, a więc wywołany w umyśle obraz zadziałał na niekorzyść.

pozwalam sobie Państwa niepokoić – poinformowanie mnie wprost, że będę niepokojony, uruchamia wewnątrz postawę obronną. Przed moimi oczami pojawił się obraz nieśmiałego sprzedawcy, który mnie dręczy… a koszmarna wizja była rozwijana:

Zanim jednak zacznę namawiać na poświęcenie mi 2 minut i przeczytanie tej wiadomości do końca, chciałabym bardzo przeprosić za tę niezbyt grzeczną i trochę nachalną formę kontaktu. Po rozpatrzeniu kilku różnych, bardziej eleganckich możliwości, niestety nic lepszego od napisania do Państwa maila nie przyszło mi do  głowy.

Upewnienie, że mail jest niezbyt grzeczną i trochę nachalną formę kontaktu i niestety nic lepszego nie przyszło do głowy nadawcy, najpierw wywołało na mojej skórze dreszcze, a następnie zapewniło wiadomości omówienie jej treści na tym blogu. Gdy przeczytałem kolejne zdanie, napiszę to szczerze, oplułem ze śmiechu kawą monitor. Okazało się, że mam do czynienia z nagradzaną specjalistką.

Firma, w której pracuję funkcjonuje na rynku marketingu internetowego od wielu lat. Ustrzeliliśmy chyba wszystkie możliwe nagrody w tej branży. To co tworzymy to między innymi:

I tu pojawiła się lista usług. Następnie autorka zaczęła na mnie krzyczeć – wcisnęła Caps locka :

BARDZO CHCIAŁABYM OTRZYMAĆ OD PAŃSTWA SZANSĘ SZCZEGÓŁOWEGO ZAPREZENTOWANIA NASZEJ OFERTY (MAILOWO LUB TELEFONICZNIE).

JEŻELI ZGODZICIE SIĘ PAŃSTWO PRZEZNACZYĆ KILKA MINUT NA ZAPOZNANIE SIĘ Z DEDYKOWANĄ OFERTĄ, TO PROSZĘ O ODPOWIEDŹ NA TEGO MAILA.

Przerażony stwierdziłem, że nie będę odpowiadał.

Jak pisać maile, które sprzedają? – dowiedz się na szkoleniu

Smutnym jest to, że co raz więcej jest takich tekstów, których autorzy, nie znając mocy słów, budują w umysłach odbiorców koszmarne wizje. Zwiększająca się ilość źle napisanych ofert płynie z dwóch źródeł mających swój początek w skąpstwie i oszczędnościach właścicieli firm: wynajmowaniu „copywriterów za złotówkę” oraz „pisaniu samemu, bo copywriter weźmie sporą kasę”. A potem krążą po sieci takie „kwiatki”.

Jeżeli chcesz nauczyć się pisać treści, które sprzedają, zapraszam Cię na moje szkolenia. Więcej informacji znajdziesz w zakładce Szkolenia.

Możesz też sięgnąć po moje książki:

odrzuć szablon[

KUP KSIĄŻKĘ

Jak pisać o książce? – poziom mistrzowski

jak pisac o książkachRedaktorzy z działów poświęconych kulturze oraz blogerzy książkowi otrzymują mnóstwo informacji o nowościach wydawniczych. Nie przypominam sobie miesiąca bez maila o tym, że kolejna pseudo-gwiazdka z YouTube`a lub aktoreczka jednego serialu wydała książkę. Do tego dochodzą noty prasowe o „czytadłach” i poradnikach. W tym zalewie newsów, każda informacja prasowa o książce wygląda tak samo – na czym tracą wartościowe publikacje, ale to temat na oddzielny wpis.

Wydawnictwa prześcigają się w kreowaniu pięknych maili, zachęcających do zamówienia egzemplarzu recenzenckiego lub wykorzystania wiadomości o premierze w dziennikarskim/blogerskim medium. Większość potrafi to zrobić skutecznie, a wśród nich są tacy marketingowcy, że…

Dobra, bez owijania w bawełnę!

Jeśli nie wiesz jak sprzedać swoją książkę, naucz się tego od Wydawnictwa Znak

Mail otwiera dwuwyrazowy tytuł.

Wydawnictwo przeprasza

Krótko i na temat. Ma na celu zainteresowanie czytelnika. Robi to skutecznie, bo chyba każdy miłośnik literatury z chęcią dowie się, co tym razem zbroili redaktorzy Znaku.

Otwieramy maila i ponownie zostajemy zaintrygowani. Kiedy inni marketingowcy mówią o swoich produktach w superlatywach, twórca wiadomości określa książki ze Znaku – czytelniczymi cegłami.

Szanowni Państwo,

ostatnio do księgarń trafiają same czytelnicze cegły, jak choćby Szczygieł, Shantaram czy Księgi Jakubowe, a jednak nie można obok nich przejść obojętnie.

Drugi akapit jest jeszcze mocniejszy – zawiera przemyślaną ironię i intryguje odbiorcę.

Z ubolewaniem informujemy, że byliśmy zmuszeni wydać kolejne opasłe tomisko, od którego nie sposób się oderwać – Pięć dni ze swastyką. Ten kryminał przyprawił o bezsenne noce Andrzeja Chyrę. Mimo to gorąco go poleca:

Książka Baniewicza jest przewrotna, zaskakująca. Łamie schematy. Nawet dobrzy Niemcy i źli Polacy to już tylko klisza. “Pięć dni ze swastyką” to prawdziwy kryminał, który musi się doczekać ekranizacji. Będzie z tego dobry film!

Druga część maila – w której pojawiają się informacja o książce, jej okładka i CTA

Ironiczny styl, wraz ze znakomitą rekomendacją płynąca z ust świetnego aktora, zmuszają do przyjrzenia się i zapamiętania okładki publikacji, która znajduje się pod nimi. Jeszcze niżej znajduje się opis książki oraz nota o autorze. W tej ostatniej znów powraca ironia:

Artur Baniewicz, rocznik 1963. Z wykształcenia budowniczy domów. Żony, samochodu, jachtu, doga, perskiego kota itp. luksusów nie posiada. Ze sfery fantastyki przeniósł się ostatnio w świat kryminałów.

Całość dopełnia wezwanie do akcji (CalL to action) ze strony redaktora opiekującego się publikacją.

Jeśli ktoś jest gotów narazić się na nieprzespane noce z egzemplarzem recenzenckim proszę o kontakt:

Jak dla mnie mistrzostwo!

Z pianą tak gęstą, jak broda ruskiego bojara – czyli jak nie pisać maili z ofertą

Kontynuując omawianie treści maili, które znajduję u siebie w skrzynce i uważam za antyprzykłady listów z ofertą, dziś przyjrzę się wiadomości otrzymanej w miniony piątek.

Na pierwszy rzut oka rzuca się niechlujstwo piszącego. Ani się ze mną nie przywitał, ani nie napisał skąd ma adres mailowy (dobrze, że choć zaoferował możliwość wypisania się z mailingu). Po prostu, napisał wiadomość, wstawił kilka linków prowadzących do stron znanych mediów, a na koniec wkleił fotografię. Na zdjęciu widać starszego mężczyznę stojącego przy Trabancie, u góry znajduje się logo lokalu.

Jednym słowem, niechlujstwo na całego. Czytaj dalej

Kredyt dla biznesu – czyli jak nie pisać maili z ofertą

kredyt dla biznesuNa temat wpadłem w październiku 2013 roku. Wtedy to otworzyłem maila, którego nadawca proponował mi kredyt, zawierającego w swojej treści podstawowe błędy językowe oraz interpunkcyjne. Pomyślałem, że warto omówić zawartość owej wiadomości na blogu, wskazując, w których miejscach należałoby wprowadzić zmiany.

Planując ułożenie poszczególnych fragmentów wpisu zajrzałem na skrzynkę mailową, aby upewnić się, że jest to jedyna wiadomość od tego nadawcy. Jakże zdziwiony byłem odkrywając, że nie jest to pierwszy list elektroniczny z taką ofertą, a adresatem nie jest pojedyncza osoba, ale zorganizowana grupa, korzystająca z tych samych serwerów poczty elektronicznej.

Ważne! Poniższy wpis nie ma na celu oceny działań nadawców maili, wymieniania ich z imienia i nazwiska (każdy z maili zawiera imię i nazwisko adresata oraz dane kontaktowe). Publikując go chcę tylko pokazać jakie podstawowe błędy zostały popełnione, a także skrytykować chałturę jakiej dopuścili się twórcy.

Czytaj dalej