Archiwa tagu: język

Nie czekaj na podwyżkę cen energii – czyli jak nie pisać maili z ofertą

Pod koniec stycznia pewien dostawca energii elektrycznej wysłał do mnie ofertę. List wygląda tak:

prąd

Na pierwszy rzut oka skomponowany jest prawidłowo – zawiera akapity, komponenty przyciągające oko, jest zwięzły, pozbawiony zbytecznych elementów graficznych, a do tego hasło wzywające do obniżenia rachunków. Aż chciało mi się czytać! Czytaj dalej

Sześć poziomów wpływu społecznego– recenzja

Jak bezpłatnie otrzymać od Motoroli dostęp do kodu źródłowego wykorzystanego w najnowszym modelu telefonu? Co zrobić by Klienci wybierali potrawy wegetariańskie zamiast mięsnych? Czy zwierzęta korzystają z zasad perswazji? Jak myślą i działają kibice drużyny futbolu? Między innymi na te pytania uzyska odpowiedź czytelnik Sześciu poziomów wpływu społecznego. Pozycja właśnie ukazała się na polskim rynku.

Ta książka jest niesamowita!

Jej bohaterem jest Robert Cialdini, światowej sławy psycholog społeczny, czołowy ekspert w dziedzinie wpływu i perswazji, autor publikacji Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka, twórca sześciu zasad wywierania wpływu społecznego. Na pewno wielu czytelników tego bloga zna dobrze ową postać, bo jest ona autorytetem zarówno w świecie psychologii, jak też biznesu, przedsiębiorczości oraz ekonomii. Jego badania są wykorzystywane w naukach zajmujących się relacjami społecznymi oraz komunikacją interpersonalną.

Po 40 latach pracy na uczelni Arizona State University Robert Cialdini zakończył karierę akademicką. Jego wychowankowie postanowili uhonorować mistrza, publikując zbiór esejów odwołujących się do wiedzy  otrzymanej od mistrza. Jest nim właśnie Sześć poziomów wpływu społecznego. Nauka, praktyka i psychologia Roberta Cialdiniego.

W książce przedstawiono zarówno klasyczne, jak i nowatorskie przykłady badań opartych na pracach amerykańskiego naukowca. To książka nie tylko o  perswazji, zachowaniach społecznych, normach wyznaczających określone działanie jednostki bądź grupy. To również pozycja o tym, że nie tylko ludzie korzystają z zasad wpływania na siebie. Obecne są one również w świecie zwierząt – pozwalając na tworzenie wewnętrznych hierarchii, regulując życie społeczne, w tym też kwestie narodzin i śmierci.

Sześć poziomów wpływu społecznego jest jak całokształt badań Robert Cialdiniego. Nawet wymagający czytelnik znajdzie w niej temat, który go zafascynuje. Każdy z esejów jest napisany w tak rewelacyjny sposób, że wciąga odbiorcę już od pierwszej linijki.

Jeżeli miałbym wymienić trzy rozdziały, które wywarły na mnie największe wrażenie byłyby to:  Droga najmniejszego oporu (współautorem tekstu jest jeden z najsłynniejszych na świecie hakerów, który to opowiada w jaki sposób manipulował pracownikami Motoroli, aby ci przekazali mu poufne dane), Pławienie się w cudzej chwale i spełnianie próśb podobnych do nas osób (w tym rozdziale zachwycił mnie opis języka i zachowania kibiców po wygranym lub przegranym meczu ukochanej drużyny) oraz Egoizm czy altruizm? (esej jest próbą odpowiedzi na pytanie: co nami kieruje– egoistyczne potrzeby czy czysta chęć niesienia pomocy potrzebującym?)

Osób, które znają Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka nie muszę namawiać do zakupu tej książki, bo na pewno już to zrobiły. Dlatego zwrócę się tylko do tych, którzy nazwisko Cialdini znają jedynie ze słyszenia oraz tych interesujących się zagadnieniami inżynierii społecznej, perswazji, bądź zachowań społecznych. Sześć poziomów wpływu społecznego to doskonała lektura, zawierająca wiedzę z mnóstwa książek i naukowych artykułów, skondensowaną na 238 stronach.

Douglas T. Kenrick, Noah J. Goldstein, Sanford L. Braver, Sześć poziomów wpływu społecznego. Nauka, praktyka i psychologia Roberta Cialdiniego, Gliwice 2014, Helion

Darmowy fragment

Z pianą tak gęstą, jak broda ruskiego bojara – czyli jak nie pisać maili z ofertą

Kontynuując omawianie treści maili, które znajduję u siebie w skrzynce i uważam za antyprzykłady listów z ofertą, dziś przyjrzę się wiadomości otrzymanej w miniony piątek.

Na pierwszy rzut oka rzuca się niechlujstwo piszącego. Ani się ze mną nie przywitał, ani nie napisał skąd ma adres mailowy (dobrze, że choć zaoferował możliwość wypisania się z mailingu). Po prostu, napisał wiadomość, wstawił kilka linków prowadzących do stron znanych mediów, a na koniec wkleił fotografię. Na zdjęciu widać starszego mężczyznę stojącego przy Trabancie, u góry znajduje się logo lokalu.

Jednym słowem, niechlujstwo na całego. Czytaj dalej

Wycieczka w głąb oceanu – czyli jak nie pisać maili z ofertą

W minionym tygodniu znalazłem w mojej skrzynce dwa maile od firmy – parku oceanicznego. Kolejny raz (choć nie zapisywałem się na listę mailingową, listy otrzymuję już od kilku miesięcy) zaproponowała mi ona odwiedzenie swojego przybytku. Zaproszenia wystosowane były w taki sposób, że postanowiłem omówić ich treść na blogu.

Maile różniły się tylko dwoma elementami: rozmieszczeniem formuły wieńczącej i podpisu oraz w jednym z listów był link do filmu umieszczonego w serwisie YouTube, a w drugim grafika (przenosząca, zamiast na stronę firmy, do miejsca, w którym mogłem zrezygnować z mailingu). Treść obu była ta sama:

Witamy
[Nazwa firmy] we [nazwa miasta] zaprasza na wyprawę w nieznany wodny świat o której na pewno nie zapomnisz.
Jest to unikatowe miejsce prezentujące ekspozycję zwierząt morskich i oceanicznych w swoich naturalnych wielkościach.
Nasz przewodnik udzieli wam ciekawych informacji.Czy na pewno wiesz wszystko o mieszkańcach podwodnego świata?
Odwiedź nas, stań oko w oko z rekinem wielorybim i sprawdź ile wiesz !

Pozdrawiamy [nazwa firmy]

Czytaj dalej

Kredyt dla biznesu – czyli jak nie pisać maili z ofertą

kredyt dla biznesuNa temat wpadłem w październiku 2013 roku. Wtedy to otworzyłem maila, którego nadawca proponował mi kredyt, zawierającego w swojej treści podstawowe błędy językowe oraz interpunkcyjne. Pomyślałem, że warto omówić zawartość owej wiadomości na blogu, wskazując, w których miejscach należałoby wprowadzić zmiany.

Planując ułożenie poszczególnych fragmentów wpisu zajrzałem na skrzynkę mailową, aby upewnić się, że jest to jedyna wiadomość od tego nadawcy. Jakże zdziwiony byłem odkrywając, że nie jest to pierwszy list elektroniczny z taką ofertą, a adresatem nie jest pojedyncza osoba, ale zorganizowana grupa, korzystająca z tych samych serwerów poczty elektronicznej.

Ważne! Poniższy wpis nie ma na celu oceny działań nadawców maili, wymieniania ich z imienia i nazwiska (każdy z maili zawiera imię i nazwisko adresata oraz dane kontaktowe). Publikując go chcę tylko pokazać jakie podstawowe błędy zostały popełnione, a także skrytykować chałturę jakiej dopuścili się twórcy.

Czytaj dalej

Sześć myślowych kapeluszy – recenzja

Jeżeli szukasz książki, która szybko nauczy Cię myśleć, a jeszcze nie znasz Sześciu myślowych kapeluszy Edwarda de Bono, koniecznie przeczytaj poniższą recenzję.

Na początku książkę możesz wypożyczyć z biblioteki, od fajnego kolegi lub przesympatycznej koleżanki. I tak zechcesz ją kupić. Taką rekomendację Sześciu myślowych kapeluszy usłyszałem od znajomego księgarza. Miał rację. Rok później zamawiałem w sieci swój egzemplarz.

Książkę polecam szczególnie osobom poszukującym podstawowych informacji o rozwoju osobistym, przedsiębiorcom pragnącym odnieść sukces w biznesie oraz (wszystkim) politykom. Tym ostatnim polecam przeczytanie kilku rozdziałów odnoszących się do białego kapelusza.

Czym właściwie są owe kapelusze? To sześć torów myślenia, obowiązujących w naszym życiu. Bono pokazuje nam, że spotykając się z określonym problemem lub znajdując się w określonej sytuacji możemy w myślach nałożyć na głowę określony kapelusz, dzięki któremu staniemy się określonym rodzajem eksperta. Do wyboru mamy sześć kolorów:

Biały, który wykorzystujemy gdy mówimy o faktach i liczbach. Myślenie spod białego kapelusza pozwala na osiągnięcie dyscypliny i ukierunkowania.

Czerwony, nakładany tylko wtedy gdy mówimy o emocjach i odczuciach.

Czarny, potrzebny do obiektywnej krytyki. Odpowiedzialny jest za „ciemną stronę oceny problemu”.

Żółty, pomagający w logicznym konstruowaniu wniosków. W przeciwieństwie do czarnego kapelusza używamy go do pozytywnej oceny. Mając go na głowie szukamy korzyści i pozytywnych wartości, by znaleźć dla nich logiczne uzasadnienie.

Zielony, służący do kreatywnego myślenia.

Niebieski pozwalający na szerokie spojrzenie na problem.

Teoria zastosowania wizualizacji oraz jej wytłumaczenie, które znalazłem w Sześciu myślowych kapeluszach, przyczyniły się do zakwalifikowania Edwarda de Bono do czołówki pisarzy, po których dzieła często sięgam (po przeczytaniu niniejszej pozycji warto zainteresować się trzema innymi książkami autora Sześć ram myślowych, Myślenie lateralne. Idee na przekór schematom oraz Sześć medali wartości).

Edward de Bono Sześć myślowych kapeluszy, Gliwice 2013, Helion

Muzyka pobudzająca kreatywność

Tydzień temu uczestniczyłem w spotkaniu białostockiego klubu Toastmasters (gorąco polecam uczestnictwo w cotygodniowych zebraniach – zwłaszcza osobom pragnącym pokonać strach przed wystąpieniami publicznymi). Jednym z jego elementów były przemówienia improwizowane – czyli wybrana osoba wygłaszała kilkuminutową mowę na usłyszany przed chwilą temat. Zainteresowała mnie wypowiedź jednego z uczestników, który opowiadał co by zrobił wiedząc, że nastąpi koniec świata.

Jednym z priorytetów na jego improwizowanej liście było zrozumienie muzycznego gatunku dubstep. Określił je mianem różnych dziwnych dźwięków, które tworzą jeden wielki hałas. Opowiadał o tym w tak zabawny sposób, że na ustach każdego słuchacza malował się uśmiech. Natomiast ja, śmiejąc się razem z innymi, zastanawiałem się dlaczego jeszcze nie opublikowałem postu, który miałem w tablecie, o muzyce wspomagającej kreatywność.

Po powrocie do domu zabrałem się za czytanie wpisu i nanoszenie poprawek. Jego motywem przewodnim była sytuacja, która spotkała mnie w czerwcu. Zmieniłem to–  pozostawiając najważniejsze wątki, a historię przeniosłem na koniec wpisu.

Pytanie, co ma wspólnego dubstep z muzyką wspomagającą kreatywność? To, że może również pobudzać do pracy.

Nie jestem miłośnikiem tego gatunku muzycznego, ale moi znajomi go ubóstwiają. Rozmowy z nimi oraz obserwacja szeroko rozumianej kultury pozwalają mi ocenić dubstep jako gatunek, który wspomaga dzieła artystów. W jaki sposób? Na przykład, sięgają po niego twórcy filmów.

Tak samo działają inne gatunki muzyczne- disco, dance, techno, rock itp. Wszystko zależy od upodobań słuchacza oraz jego działań. Na pewno doświadczyłeś tego, że lepiej pracujesz słuchając jednego rodzaju muzyki, a do ćwiczeń na siłowni przygotowujesz odmienny zestaw piosenek.

Osobiście wolę do pracy spokojniejsze gatunki muzyki. Gdy potrzebuję osiągnąć najwyższy poziom skupienia lub maksymalną efektywność unikam stacji radiowych, gdzie piosenki są przerywane komentarzem, serwisami reklamowymi lub informacyjnymi.

Korzystam wtedy z zawartości YouTube lub tematycznych internetowych kanałów radiowych. Jak szukam muzyki?

W przypadku pierwszego źródła, wpisuję w wyszukiwarkę serwisu frazę `creative music` i szukam utworów nie zawierających słów, tylko samą melodię. Doskonale sprawdzają się również dźwięki oznaczone jako `lounge music` oraz `chill out`, `muzyka relaksacyjna` oraz niektóre utwory spod znaku muzyki poważnej.

Miedzy innymi lubię pracować przy tych czterech utworach:

 

Polecam również ten zestaw (doskonale sprawdza się w pracy późnym wieczorem):

Natomiast gotowe kanały radiowe, z których korzystam to: Muzyka Klasyczna z http://www.rmfon.pl/ oraz propozycje użytkowników strony tuba.fm.

Na koniec wpisu chciałbym poruszyć jeszcze jeden problem, który  wiąże się  z muzyką pobudzającą naszą kreatywność. Otóż na prowadzonych przeze mnie szkoleniach pięć razy pojawiły się pytania o słuchanie muzyki podczas pracy, gdy jesteśmy zatrudnieni na etacie. Ostatnio z takim zapytaniem spotkałem się w czerwcu. Brzmiało ono tak:

Jakub, co zrobiłbyś gdyby szef zakazał używania radia z obawy przed ZAIKSem?

Odpowiedź jest prosta. W dobie Internetu można mieć darmową muzykę również w firmie. Wystarczy tylko zajrzeć na stronę radio.wolnemedia.net i wybrać Program 2. Tam właśnie znajduje się muzyka przeznaczona do puszczania w celach komercyjnych.

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Szef wszystkich szefów

Było sobotnie popołudnie, a ja znajdowałem się pomiędzy połową kubka drugiej kawy a ostatnim akapitem tekstu wystąpienia. Postanowiłem na chwilę oderwać się od przemowy, aby odpocząć przy dźwiękach muzyki. Szybko zalogowałem się na YouTube, wybrałem playlistę, wstałem z fotela, by natychmiast na nim usiąść z wrażenia. Właśnie przemawiał do mnie Szef wszystkich szefów.

Powyższymi słowami wstępu chciałbym przejść do analizy reklamy, która niedawno pojawiła się w sieci.

Bezsprzecznie, mogę pogratulować twórcom spotu i przyznać, że wykonali świetną robotę – to mocna reklama. Po zapoznaniu się z komunikatem Szefa wszystkich szefów zalogowałem się na stronie internetowej Aleo (platforma handlowa prowadzona przez ING Usługi dla Biznesu S.A.). Nie jako potencjalny Klient, ale jako zainteresowany internauta, w którym reklama rozbudziła ciekawość.

Jednak zauważam drugą stronę medalu, która to znajduje się u podstaw budowy scenariusza. Mężczyzna w garniturze nazywa samego siebie Szefem wszystkich szefów – tytułem, który często pojawia się w języku potocznym, zarówno grup biznesowych, jak też młodzieży. Określenie to, niestety, nie jest nacechowane pozytywnym przekazem. Wręcz odwrotnie, społeczeństwo odbiera je jako ironiczne i prześmiewcze, a nawet wiąże ze środowiskiem gangsterskim.

W celu potwierdzenia tej opinii wpisałem frazę w wyszukiwarkę Google. Wyniki mówiły same za siebie – cztery kierowały mnie do informacji o doskonałej komedii Larsa von Triera, cztery wiązały się z gangsterem Krzysztofem Jarzyną ze Szczecina, postacią z komedii Poranek Kojota, jeden odsyłał do reklamy Aleo, jeden do przeglądarkowej gry o tematyce gangsterskiej.

Podkreślę, zdaję sobie sprawę, że twórcy reklamy zwrócili uwagę by wzbudzała ona uśmiech u odbiorcy – dlatego postać przedstawia się takim tytułem, gestykuluje w określony sposób, wypowiada kwestie odpowiednim tonem głosu, siedzi za ogromnym biurkiem, które znajduje się w przerażająco gigantycznym pomieszczeniu. Rewelacyjnie przemyślane!

ALE co będzie jeśli ktoś tego nie zauważy lub nie zrozumie? Mało prawdopodobne?

Odpowiedź na te dwa pytania uzyskałem pokazując spoty bliskim mi osobom. Przeważały pochlebne opinie, w stylu: „ING znów ma super spoty”, „Zajrzałam, działa!”. Pojawiły się jednak takie, które krytykowały materiał, wskazywały na antybohaterskość postaci – „przypomina Adwokata Diabła”, „Nie chciałabym mieć takiego szefa”, „Ten głos przeraża”. Co najśmieszniejsze, każda z niezadowolonych osób jest klientem Banku ING – a więc należy do grupy, której nie powinny odstraszać te spoty.

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Wiadomość do przyszłego pracodawcy

O problemie poinformowała mnie Iwona, czytelniczka bloga i mojej ostatniej książki. Wskazała, że portale z ofertami pracy zawierają błędy na poziomie składania aplikacji – jej zdaniem znajdują się one w już gotowych wzorach wiadomości do przyszłego pracodawcy.

portale pracaPostanowiłem sprawdzić nadesłaną informację. W tym celu przyjrzałem się kilku czołowym stronom dedykowanym osobom szukającym zatrudnienia: Pracuj.pl, Ibroker.pl, Praca.Gratka.pl, Gazetapraca.pl oraz GoldenLine.pl.

Szkolenie z copywritingu – dowiedz się więcej

W każdym z portali znalazłem okienko z wiadomością do pracodawcy. Wszystkie zawierały „gotowca” – sugerowaną treść, którą to miała przeczytać osoba rekrutująca na dane stanowisko. Niestety, Iwona miała rację, pojawiły się tam błędy.

Ze szkoły podstawowej oraz liceum pamiętam sytuacje jakie miały miejsce na klasówkach. Gdy jeden z uczniów posiadał większe zasoby wiedzy na dany temat, dzielił się (świadomie lub nieświadomie) z grupą. Czasami jednak informacje źródłowe zawierały błędy lub nabywały ich podczas kolejnego odpisu. Stąd wielokrotnie sprawdzianom towarzyszyły dochodzenia – kto ściągał od kogo.

Podobne śledztwo można byłoby przeprowadzić w przypadku stron internetowych zawierających oferty pracy. Cztery na pięć, które przeanalizowałem, zamieściło identyczną treść, lekko ją modyfikując.

W przypadku portalu Pracuj.pl wygląda ona tak:

Szanowni Państwo

W nawiązaniu do ogłoszenia rekrutacyjnego zamieszczonego w portalu Pracuj.pl przesyłam dokumenty aplikacyjne i tym samym zgłaszam chęć udziału w procesie rekrutacji.

Z poważaniem

Ibroker.pl:

Szanowni Państwo,
W nawiązaniu do ogłoszenia rekrutacyjnego opublikowanego przez iBroker.pl przesyłam dokumenty aplikacyjne i tym samym zgłaszam chęć udziału w procesie rekrutacji.
Z poważaniem

Praca.gratka.pl:

Szanowni Państwo,

W nawiązaniu do ogłoszenia rekrutacyjnego zamieszczonego w serwisie Praca.gratka.pl przesyłam dokumenty aplikacyjne i tym samym zgłaszam chęć udziału w procesie rekrutacji.

Z poważaniem

oraz GoldenLine.pl:

Szanowni Państwo,

w nawiązaniu do ogłoszenia rekrutacyjnego zamieszczonego w serwisie GoldenLine przesyłam dokumenty aplikacyjne i tym samym zgłaszam chęć udziału w procesie rekrutacji.

 

Najlepiej z całej czwórki wypada ostatnia wiadomość. Formuła inicjująca (Szanowni Państwo) zamknięta jest przecinkiem, a kolejny wers otwiera mała litera. Szkoda tylko, że oba elementy rozdzielone są przerwą – gdy stawiamy przecinek warto usunąć linię przerwy.

Reszta ogłoszeń zawiera błąd– pierwsze słowo w wersie po formule powitalnej pisane jest dużą literą. Nie jest to zgodne z zasadami języka polskiego. Rozumiem, że niektórzy Czytelnicy mogą się oburzyć i wskazać jako przykład korespondencję anglojęzyczną, gdzie duża litera występuje. Proszę Ich o spokojne zastanowienie się nad tym, że skoro żyjemy w Polsce, (choć trochę) stosujmy się do zasad naszego języka. Co więcej, większość wiadomości wysyłamy w odpowiedzi na ogłoszenia zapisane w  języku polskim, a nie w angielskim, stąd wiadomo jakich norm należy przestrzegać.

Myślę, że warto też pokusić się o wstawienie dwóch przecinków w jednozdaniowym przekazie do rekrutera, które usprawniłyby przeczytanie komunikatu. Umieściłbym je w tych miejscach:

W nawiązaniu do ogłoszenia rekrutacyjnego, (…), przesyłam dokumenty aplikacyjne…

Przejdźmy teraz do treści wiadomości zamieszczonej w portalu, który nie ściągał od pozostałych, Gazetapraca.pl:

Szanowni Państwo,

w odpowiedzi na ogłoszenie rekrutacyjne z GazetaPraca.pl przesyłam dokumenty aplikacyjne. Zapraszam do zapoznania się z nimi oraz rozpatrzenia mojej kandydatury na to stanowisko.

Pozdrawiam serdecznie

Tekst, mimo „innowacyjności” oraz zachowania małej litery, zawiera błędy. Pierwszym jest „zaproszenie do rozpatrzenia kandydatury”. Uważam, że dziwnie brzmi ów zapis. Drugim jest formuła wieńcząca. Jestem zdania, że powinniśmy wstawić w niniejsze miejsce formuły: „z poważaniem” lub „z wyrazami szacunku”. Użycie „Pozdrawiam serdecznie” może zostać potraktowane jako zbyt poufałe.

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Szczucie cycem? Nie wypada

Mój znajomy żartuje: reklamy dzielą się na: cnotliwe, grzeczne i na te, które podwyższają ciśnienie. Ma w tym rację. Bowiem, jeden przedmiot można zarekomendować odbiorcom na wiele sposobów, używając różnych form przekazu – akceptowalnych przez społeczeństwo oraz naruszających ogólno przyjęte normy. W dzisiejszym wpisie przyjrzymy się przykładom z ostatniej grupy.

Zacznijmy od najprostszej formy jaką są hasła i slogany. Skupmy się na tworze językowym znanym każdemu kto ogląda telewizję, surfuje po sieci, słucha radia, a także kto przegląda ulotki pozostawione w skrzynce pocztowej, reklamującym sieć sklepów Media Markt.

Nie dla idiotów.

Obraża, osądza, klasyfikuje – czyli robi wszystko co nie wypada sloganom i hasłom. A jednak działa. Owo znieważenie zapada w pamięci odbiorcy.

Mało tego jest to jedno z najpopularniejszych haseł. Skąd to wiem? Od sierpnia do października prosiłem uczestników moich szkoleń o wymienienie haseł oraz sloganów, które pamiętają. Większość wskazała na MediaMarkt. Nie dla idiotów, drugie miejsce zajęło Pij mleko będziesz wielki.

Podobne działanie miało hasło z reklamy Crunchips, nawiązujące do określenia policji w ulicznym slangu. Jeszcze kilka miesięcy po zniknięciu reklamy z anten telewizyjnych, w wypowiedziach młodzieży słyszało się Ci psy przyszły.

Skoro jesteśmy przy spotach wideo, podkreślmy, kontrowersyjne podejście do tematu również sprawdza się i w tej formie reklamy. Z jednym zastrzeżeniem, historia musi być znakomicie opowiedziana. Przykładami mogą być:

Demolujący miś panda narzucający wybranie określonego sera.

Rozwrzeszczane dziecko na zakupach jako zachęcenie do stosowania antykoncepcji.

czy też moja ulubiona (ze względu na pomysłowy scenariusz– te śniegi w sierpniu, Jagiełło z kiełbasą, zachowanie poszczególnych bohaterów) reklama piwa Lech.

Powyższa trójka, w mniejszy lub większy sposób prowokuje, szokuje, zmusza do myślenia. Jednak robi to, moim zdaniem, w sposób inteligentny, z „klasą”.

Niestety brak owej „klasy” widoczny jest we wszystkich reklamach zawierających w treści „szczucie cycem”, fachowo mówiąc „sex sells”. Modelki kuszące piersiami lub pośladkami widoczne są zarówno w spotach wideo, jak też na reklamach statycznych – plakatach, ulotkach, materiałach zamieszczonych w magazynach oraz gazetach.

Niby pokazanie atrakcyjnej kobiety ma zwrócić uwagę odbiorcy, niby wstawienie półnagiej pani nawet „jest na miejscu”(reklama grzejników), jednak nie zmienia to faktu, że jest to niski sposób rekomendowania produktu lub usługi.

Przejdźmy do ostatniego przykładu, zawierającego tyle samo kontrowersyjności co wypinająca biust pani na plakacie. Wykorzystano w nim zagadnienie, które żywiołowo porusza opinię publiczną.

Ale…

sz(1)

Skoro działa w praktyce segregowanie ludzi na idiotów i nie-idiotów, nawiązywanie do zachowań nietolerowanych przez prawo oraz społeczeństwo (bicie drugiego człowieka), sugerowanie, że dzięki stosowaniu prezerwatyw uniknęłoby się sytuacji z rozwrzeszczanym dzieciakiem, nic dziwnego, że twórcy reklam sięgają po temat związany z kościołem (uwaga, nie mam na myśli wiary).

Wpadające w oko pytanie Chcesz wiedzieć więcej…? zestawione z obrazem spowiednika wykonuje swoje zadanie. Przekonałem się na sobie samym, gdy po raz pierwszy zobaczyłem plakat. Stanąłem przed nim i zapoznałem się z zapisaną mniejszą czcionką treścią. Działało. Dlatego postanowiłem porozmawiać o reklamie z właścicielem sklepu z Krakowa.

Opowiedział mi o tym, że niekoniecznie musimy odbierać osobę na plakacie jako postać duchownego. Przecież może być to zazdrosny mąż, który przebrał się za spowiednika– to jest reklama sklepu szpiegowskiego, a w wywiadzie wszystkie chwyty są dozwolone. Rozmówca wyznał mi, że siła reklamy była niesamowita – nawet pojawiły się gromkie głosy protestu od zbulwersowanych mieszkańców Krakowa.

Do tematu kontrowersyjnych reklam powrócę w następnym wpisie.

 

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Czego należy unikać w wypowiedzi o zmarłym

Dziś zmarł Pan Tadeusz Mazowiecki. Tuż po ukazaniu się informacji w mediach wielu polityków zabrało swój głos – wspominając ostatniego premiera PRL i pierwszego premiera III Rzeczypospolitej.Jedną z nich był Pan Prezydent Lech Wałęsa.

 – Bardzo mile go wspominam. W moim układzie zawsze był na drugim miejscu, pierwszy był Geremek. To był najlepszy premier, który nam się trafił do dziś. Szkoda, że odchodzą tacy wielcy ludzie – powiedział Lech Wałęsa w rozmowie z dziennikarzami. (źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/walesa-o-mazowieckim-to-byl-najlepszy-premier-ktory-nam-sie-trafil-do-dzis/qtbbb)

Słowa Pana Prezydenta o Panu Tadeuszu Mazowieckim są bardzo pochlebne. Jednak, moim zdaniem, w wypowiedzi nie została zachowana najważniejsza zasada – o zmarłym mówi się tylko pozytywnie. (pisałem o tym tutaj).

Które zdanie mam na myśli?

W moim układzie zawsze był na drugim miejscu, pierwszy był Geremek.

Jestem przekonany, że to zdanie nie powinno pojawić się w tej wypowiedzi. Jeżeli Pan Prezydent Lech Wałęsa cenił bardziej Pana Geremka niż Pana Tadeusza Mazowieckiego, powinien to przemilczeć.

Brąz, srebro, złoto… – kilka słów o randze w nazewnictwie

Dziś będzie o nazewnictwie.

Chciałbym zwrócić Twoją uwagę na to, że nie trzeba kreować fikuśnych nazw, okalać słowa przedrostkami i przyrostkami oraz kaleczyć stopniowaniem. Wystarczy skorzystać z prostej zasady, odwołującej się do wartości wyróżnienia.

Jak dobrze wiesz, medale sportowców, rankingi sprzedaży płyt, karty kredytowe i te upoważniające do zakupowych zniżek, mają swoją rangę. Na początku jest brąz, później srebro, złoto, platyna, a na końcu diament.

Ta metalowo- minerałowa wyliczanka kolorów świetnie się sprawdza w tworzeniu ofert. Przykładami mogą być nazwy kolekcji gier komputerowych lub filmów, a także pakietów abonenckich w sieci kablowej. Przyjrzyjmy się ostatniemu przykładowi.

Już od dłuższego czasu z owego elementu nameingu korzysta firma Vectra. Spójrzmy co znajduje się w ofercie:

  • Pakiet Srebrnysrebro

 

  • Pakiet Złoty zloto 

 

  • Pakiet Platynowyplatyna

Być może zapytasz: co w tym istotnego? Przecież mnóstwo firm stosuje takie nazewnictwo pakietów. Już odpowiadam.

Zauważ, że oferta wielu firm zaczyna się od koloru brązowego. W przypadku Vecrty nazwy pakietów rozpoczynają się od srebra. Doskonały zabieg, pozwalający od samego początku dać satysfakcję Klientom zainteresowanym ofertą firmy.

Bowiem konsument (w którego świadomości najczęściej istnieją trzy pierwsze rangi), odwołując się do wiedzy na temat wartości kolorów odznaczeń, czuje większe zadowolenie z posiadania srebrnego pakietu niż z brązowego.  Nic dziwnego, przecież każdy woli posiadać rzeczy bardziej wartościowe.

(Użyte w tekście materiały pochodzą ze strony http://www.vectra.pl/)

Moja druga książka

odrzuć szablonW czterdziestym drugim wpisie chciałbym umieścić krótkie podsumowanie pracy nad Odrzuć szablon. Napisz sam.

Życie w nieustannym pośpiechu, z przewagą elementów audio-wideo nad słowem pisanym, unikanie dłuższych tekstów na rzecz streszczeń i krótkich przekazów, powoduje u współczesnego Kowalskiego obniżenie kreatywności oraz kłopoty z konstrukcją prostej treści wypowiedzi. Krótko mówiąc, wybierając „pójście na łatwiznę” hamuje swój rozwój.

Jednak wiele osób uświadamia sobie stopień zagrożenia oraz to do czego owo lenistwo może doprowadzić. Zaczynają szukać ćwiczeń poprawiających rozwój własnego umysłu oraz starają się nabyć nowe umiejętności z zakresu komunikacji interpersonalnej.

Z myślą o nich wszystkich postanowiłem napisać Odrzuć szablon. Napisz sam.

Poradnik skierowany jest do osób, które chcą zdobyć umiejętność sprawnego posługiwania się słowem pisanym. Głównym zadaniem materiału jest pokazanie, że tworzenie tekstów „codziennego użytku”(podań, podziękowań, życzeń, wypełnianie rubryk opisowych w dokumentach) nie jest trudną sprawą. Jednak wymaga odpowiedniego przygotowania, w tym i zadbania o ćwiczenia rozwijające kreatywność.

Ważne! Choć szczegółowo omawiam konstrukcje poszczególnych tekstów (dokładny spis treści zamieszczam na końcu wpisu), nieustannie wskazuję na konieczność indywidualnego pisania, bez korzystania z szablonów. Bowiem tylko w ten sposób, zyskamy atrakcyjny tekst, który zaciekawi odbiorcę.

Materiał, który otrzymuje do rąk czytelnik rożni się trochę od tego, który zaplanowałem. W efekcie rozmów i dyskusji ze znajomymi, współpracownikami oraz Wydawcą, treść poradnika i jej rozmieszczenie cały czas ulegały ewoluowały. Jednak wprowadzone zmiany są korzystne i czynią treść bardziej zrozumiałą.

Książka pojawiła się już na księgarnianych pólkach. Dostępna jest również na stronie Wydawnictwa CeDeWu

Zapraszam do lektury.

Spis treści:

Rozdział 1
Trzy najważniejsze przekonania. Czynności przygotowujące do pisania. Najważniejsze elementy tekstu.Techniki sprzyjające koncentracji oraz rozbudzeniu wyobraźni.

Rozdział 2
Jak nauczyć się autoprezentacji? Jak pisać o sobie, swoich potrzebach i zainteresowaniach?

 

Rozdział 3
Jak napisać podanie? Jak napisać sprawozdanie i notatkę? Jak wypełniać rubryki opisowe w dokumentach?

 

Rozdział 4
Jak napisać treść ogłoszenia? Jak napisać list tradycyjny, elektroniczny oraz motywacyjny? Jak napisać CV? Jak napisać życzenia, podziękowanie i przeprosiny? Jak ułożyć napis na szarfę żałobną oraz napisać kondolencje?

Odrzuć szablon. Napisz sam

Właśnie ukazała się moja druga książka Odrzuć szablon. Napisz sam.

Publikacja zawiera porady dotyczące sztuki przekonywania za pomocą słowa pisanego, ćwiczenia pomagające w tworzeniu i rozbudzające wyobraźnię, a także szczegółowe omówienie budowy najpopularniejszych rodzajów tekstów, które piszemy każdego dnia.

Szerzej o książce w jednym z następnych wpisów.

Gorąco zapraszam do lektury!

Nie boję się mówić!- recenzja

i-nie-boje-sie-mowic-e-bookJeżeli myślisz o rozpoczęciu kariery mówcy, szukasz książki wyjaśniającej podstawy wystąpień publicznych, koniecznie sięgnij po Nie boję się mówić!.

Jej twórca, Robert Ważyński, rewelacyjnie wyjaśnia tajniki komunikacji z otoczeniem – skupia się na werbalnej, ale też zwraca uwagę na mowę ciała, kwestię oceny własnej osoby, czy też posiadanych umiejętności. Robi to w taki sposób, że śmiało nazwę jego książkę, obowiązkową lekturą każdego (początkującego) mówcy.

Autor, jako doświadczony orator, podzielił treść dzieła na sześć części. Dotyczą one w kolejności: radzenia sobie z tremą i sposobów na spędzenie czasu „przed wystąpieniem”, nawiązywania kontaktu z odbiorcami, „trudnych chwil”, technik ułatwiających odpowiedzenie na pytania, moderowania spotkań oraz języka ciała. Co ważne, każdą z partii materiału można czytać oddzielnie, jednak zalecam zapoznanie się z całością.

Najbardziej podobają mi się fragmenty poświęcone rozpoczęciu prezentacji, pacyfikacji rozmawiających uczestników oraz technik ułatwiających odpowiadanie na pytania. Robert Ważyński  opowiada o nich w taki sposób, że po przeczytaniu kilku zdań czułem się jakbym dostawał rady od osoby mi bliskiej, dobrze znanej. Autor żartuje, podaje przykłady,  zgrabnie posługuje się stylem lekkim, wprawiającym w…

No właśnie. Na szczególną uwagę zasługuje uczucie jakie wywołuje treść na odbiorcę tekstu. Rzadko kiedy spotykam się poradniki, które wraz z przekazem wiedzy potrafią wywołać odprężenie. Ta książka należy do takich. Ilekroć po nią sięgam zawsze mam to uczucie – a co za tym idzie szybciej powtarzam materiał.

Gorąco polecam!

Robert Ważyński, Nie boję się mówić!, Gliwice 2009,  Złote Myśli

Trzy najważniejsze rzeczy, które powinieneś wiedzieć o AIDA

aidaKilka miesięcy temu miałem przyjemność poprowadzenia szkolenia na jednej z uczelni wyższych. Wpisując się na listę uczestników należało wypełnić krótki pretest, w którym jedno z pytań dotyczyło rozwinięcia skrótu AIDA.

Najwięcej odpowiedzi na owo zapytanie brzmiało: nie wiem, nie ma pojęcia. Na szczęście okazało się, że studenci posiadali wiedzę, problem tkwił tylko w kłopotliwym rozszyfrowaniu akronimu – wywodzi się on z języka angielskiego i oznacza:

Attention – przyciągnięcie uwagi odbiorcy do czegoś.
Interest –
zainteresowanie odbiorcy  czymś.
Desire – wzbudzenie u odbiorcy pożądania czegoś.
Action – wezwanie do podjęcia akcji związanej z czymś.

Gdy na głos odczytałem do jakich działań odnoszą się poszczególne litery na sali pojawiły się uśmiechy w towarzystwie komentarzy: a więc o to chodziło!, przecież to proste!, nie można tego było zapisać w języku polskim?. Następnie przeszliśmy do dalszej części programu.

O powyższej kolejności działań powiedziano już wiele i napisano mnóstwo książek. Dlatego, w tym wpisie, chciałbym opowiedzieć o trzech rzeczach, które warto wiedzieć o AIDA.

1. AIDA nie jest wymysłem współczesnych marketerów.

Jej początków należy szukać w podstawach pierwszych cywilizacji – kiedy to rodził się handel, pojawiali się architekci oraz artyści i rzemieślnicy. To właśnie oni, wykorzystując wiedzę o postrzeganiu świata przez sobie współczesnych, zarabiali na życie stosując mechanizm AIDA.

Natomiast pierwsze sformułowania na piśmie  poszczególnych kroków pojawiły się dopiero w XIX wieku. Pierwsza wzmianka, anonimowego autorstwa, pochodzi z 1898 roku. Następnie po niej pojawia się teoria Eliasa Elmo Lewisa, przedstawiająca poszczególne działania.

2. AIDA to nie tylko marketing.

Korzystają z niej wszystkie osoby lub grupy osób, które chcą coś przekazać, wezwać do działania, podjęcia akcji.

Co więcej Ty też korzystasz z jej dobrodziejstw. I to od dziecka – myślę o oddziaływaniu na rodziców by pozwolili zjeść jeszcze jednego cukierka, bądź zgodzili się na Twój wakacyjny wyjazd. Wykorzystywałeś również poszczególne kroki AIDA podczas zajęć lekcyjnych, zabaw z rówieśnikami. Wykonujesz je i teraz, będąc na studiach bądź w pracy.

3. Stosujesz AIDA i ponosisz porażkę – to znaczy źle ją stosujesz.

Często słyszę głosy, że im więcej osób zna język perswazji tym mniej nabiera się na wpływowych sprzedawców. Nie zgadzam się z nimi.

Mogą zmieniać się nazwy technik, pojawiać się kolejne narzędzia, jednak mechanizm przyciągnij, zainteresuj, wzbudź pożądane, wezwij do akcji wciąż pozostanie ten sam. I w niezmienny sposób będzie przyciągał kolejne pokolenia konsumentów. Chyba, że uda nam się w jakiś sposób odnaleźć możliwość na inne, nigdy dotąd nieodkryte, postrzeganie świata.

Sztuka pisania perswazyjnych tekstów – recenzja

spptSkoro postanowiłem wprowadzić do mojego bloga opinie o książkach, pierwsza powinna dotyczyć pozycji wyjątkowej. Publikacji, która wywarła na mnie niezwykły wpływ  – dała do myślenia, namówiła do postawienia kilku kroków, zmotywowała do samorozwoju. Tak wartościowej, że po zagubieniu pierwszego egzemplarza (lipiec 2009, pociąg relacji Warszawa Centralna-Białystok), musiałem kupić drugi.

O jakim mówię tytule?

O Sztuce pisania perswazyjnych tekstów autorstwa Piotra Michalaka i Jakuba Woźniaka.

Licząca niecałe 200 stron pozycja jest niesamowitym kompendium wiedzy skierowanej do … no właśnie do kogo? Na pewno do copywriterów, osób szukających sprawdzonej wiedzy dotyczącej tworzenia mocnych ofert, biznesmenów, specjalistów od marketingu internetowego, a także szkoleniowców oraz wszystkich miłośników skutecznej reklamy.

Uwaga! Osobom, które już jakiś czas zajmują się marketingiem oraz promocją, książka może wydać się nudna (informacja sprawdzona na moich znajomych). Nie znajdą bowiem w niej „nowych dla siebie” wiadomości. Zachęcam również i te osoby do zakupu –Sztuka pisania jest bowiem wielką pigułką tego co najważniejsze w perswazyjnych tekstach, niezwykle pomocną do utrwalenia posiadanej już wiedzy.

Całość jest napisana prostym i zrozumiałym językiem, wzbogacona licznymi przykładami. Autorzy omawiają podstawy (od przekonań, przez elementarną wiedzę, po strategie) skutecznego copywritingu oraz uczą jak pozyskać zainteresowanie i zaufanie klientów (NOA -– najbardziej oczekiwana akcja).

Doskonale napisaną częścią książki jest ta ostatnia – Studium przypadku: nasza własna oferta copywritingu. Panowie dzieląc strony na dwie kolumny omawiają szczegółowo tekst swojej oferty. Zdanie po zdaniu, w sposób tak dokładny, że za każdym razem, gdy czytam ów rozdział, czuję się jakbym był na szkoleniu.

Gorąco polecam.

Piotr R. Michalak, Jakub Woźniak, Sztuka pisania perswazyjnych tekstów, Gliwice 2008, Złote Myśli

Mowa pożegnalna

IMG_20120524_094941

Szukasz tekstu mowy pogrzebowej lub kondolencji? Skontaktuj się ze mną – napisz (kontakt@kubasosnowski.pl )lub zadzwoń (502 413 496).

 

Mowa pożegnalna nie jest tekstem trudnym do napisania. Jednak nie należy do materiałów, których treści komponuje się błyskawicznie. Poniżej przedstawiam najważniejsze informacje, które mogą pomóc Ci w napisaniu takiej przemowy.

Zacznijmy od przygotowania materiału. Zastanów się jak wspominasz zmarłego. Poświęć jak najwięcej czasu na owe chwile refleksji. Warto byś notował myśli i spostrzeżenia, które uznasz za ważne. Dodatkowo, skup się na przywołaniu miłych(!!!) historii, mniej czy bardziej ciepłych wspomnień.

Pamiętaj, w mowie pożegnalnej nie ma miejsca na „złe słowa o zmarłym”. To nie jest zgodne z etyką. Czemu o tym piszę? Bowiem, byłem uczestnikiem uroczystości gdy osoba, uznawana za wykształconego humanistę, wspomniała, że zmarły miał problemy ze skuteczną komunikacją z otoczeniem. Do tego dochodzą relacje z pogrzebów, których uczestnikami byli moi przyjaciele oraz znajomi.

Istotny jest również czas przygotowania. Jeżeli chcesz rzetelnie opracować materiał, nie zostawiaj napisania słów ostatniego pożegnania na ostatnią chwilę.

Wygłoszenie mowy pożegnalnej nie może zająć więcej niż 3 – 5 minut. W innym przypadku słuchacze mogą poczuć się znudzeni. Wymóg ograniczenia czasowego możesz również tłumaczyć tym, że pochówek zmarłego nie jest uroczystością, na której mają wyróżniać się żyjący uczestnicy.

A więc jak obszerne ma być Twoje przemówienie? Proponuję dostosować objętość do 2500 znaków ze spacjami, czyli około półtora strony A4.

Oczywistym jest przećwiczenie wygłoszenia mowy – minimum trzykrotne przeczytanie na głos tekstu. Zaniedbanie tego kroku może spowodować sytuację, gdy słuchacze uznają, że zabierający głos nie jest autorem prezentowanych myśli.

Zanim przejdę do omówienia propozycji komponowania treści, jeszcze jedna uwaga. Zalecam Ci zrezygnowanie z czytania mowy bezpośrednio z kartki. Naucz się jej zawartości na pamięć. Nada to naturalności oraz profesjonalizmu Twojemu wystąpieniu. Przystępując do wygłoszenia trzymaj wydrukowany tekst przed sobą, z zaznaczonymi poszczególnymi częściami, o których przeczytasz w tym wpisie. Tak łatwiej, gdy przez przypadek zapomnisz tekstu, znajdziesz właściwy moment.

Mowa pożegnalna najczęściej składa się z dwóch części – podziękowania uczestnikom uroczystości za pamięć oraz wspomnienia odchodzącej osoby. Kolejność części może być zmieniona, ale osobiście doradzam zachowanie powyższej – słowa o zmarłym współgrają i stanowią pewnego rodzaju wyraźne przejście do ostatniej części pochówku, złożenia trumny do grobu.

Pierwsza część charakteryzuje się zwięzłością. Wystarczy tylko byś wypowiedział kilka zdań, w których dziękujesz za pamięć i przybycie W zależności od okoliczności i stopnia Twojej bliskości z osobą odchodzącą i jej rodziną, możesz dziękować wybranym jednostkom lub bez wyszczególnień, wszystkim jednocześnie.

W przypadku gdy jesteś osobą nienależącą do bliskiej rodziny zmarłego, warto byś na tym etapie przemowy złożył też kondolencje.

By uniknąć rozpoczęcia wystąpienia od standardowego:

Szanowni Państwo,
dziękuję Wam za pamięć o …

możesz poprzedzić słowa z drugiej linii jednym z poniższych zdań:

zgromadziliśmy się tutaj by pożegnać wyjątkową osobę – męża, ojca, dziadka, żołnierza Powstania Warszawskiego. Dziękuje Wam za pamięć o…

dziś towarzyszymy Janowi Kowalskiego w jego ostatniej drodze. Dziękuję Wam za pamięć o ….

w chwili tak bolesnej jak ta, ciężko jest być samemu. Dziękuję Wam za pamięć o moim Tacie, a także za to, że wyciągnęliście do mojej rodziny pomocną dłoń.

Tekst w drugiej części charakteryzuje się indywidualną treścią – dostosowaną do relacji nadawcy (wygłaszającego mowę) z odbiorcą (osobą zmarłą). Co w nich może się znaleźć? Słowa podsumowujące życie odchodzącego, krótka anegdota (stosowna do sytuacji), ciepłe wspomnienie.

Z obserwacji wielu mów pogrzebowych wiem, że budowanie wyraźnego zakończenia, jako trzeciego elementu, nie sprawdza się za każdym razem. Lepszy efekt osiągniemy zamykając tekst już w drugiej części. Robimy to dosłownie za pomocą kilku zdań, które zgrabnie łączymy ze wspomnieniem. Najlepiej by było to zapewnienie o pamięci o zmarłym oraz pożegnanie jego osoby.

Jeżeli jednak zdecydujesz się na wprowadzenie trzeciego elementu, zwróć uwagę na jego objętość. Nie może przekraczać on jednej czwartej objętości całego materiału. Komponując go nie powtarzaj informacji z dwóch pozostałych części oraz pilnuj by nie pojawiła się kolejna anegdota lub wspomnienie.

Przepraszam, czy ten tekst jest trudny?- Gunning Fog Index

Dziś o narzędziu, o którego przydatności przekonałem się do dopiero po pięciu latach.

Pierwszy raz  ze współczynnikiem mglistości spotkałem się w 2005 roku. Wtedy to otrzymałem wiadomość od jednej z redakcji, bym poprawił tekst wykorzystując Fog Index (FI). Podobno materiał był za trudny dla odbiorców.

Nie znałem pojęcia, więc rozpocząłem poszukiwania. Wizyta w bibliotece (mieszkając w akademiku musiałem korzystać z sieci dostępnej na uczelni) rozwiązała wszystko.

Fog Index (autorstwa Roberta Gunning`a) okazał się narzędziem wykorzystywanym do sprawdzania trudności odbioru tekstu. Wystarczyło wykonać kilka obliczeń i już miało się  gotowy wynik. Zadowolony z odkrycia, snułem wielkie plany dotyczące możliwości jego wykorzystania. Rozpocząłem wyliczenia.

Okazało się, że niemal wszystkie moje teksty są zbyt skomplikowane dla przeciętnego czytelnika. Stąd wyżej wymieniony artykuł poprawiłem na oko- starając się wyjaśniać wszystkie zawiłości oraz trudne pojęcia.

Postanowiłem nie zaprzątać głowy czymś co nie jest mi potrzebne, a na dodatek jest  stosowane tylko w anglojęzycznych materiałach.  Jednak współczynnik mglistości nie dał o sobie zapomnieć.

W 2010 roku ponownie musiałem go wykorzystać na prośbę zleceniodawcy- chodziło o doskonałą zrozumiałość tekstu przemówienia. Tym razem poszło lepiej, bo trafiłem na artykuł Anny Seretny, że współczynnik mglistości można (jednak) stosować w tekstach polskojęzycznych. Wystarczy wykonać małą zmianę.

Sprawdziłem. Działało.

Gdzie tkwił mój błąd? W ilości sylab. W anglojęzycznych tekstach przyjmuje się, że trudne słowo zaczyna się od trzech sylab (a tak właśnie liczyłem). Natomiast w naszej mowie złożoność słów zaczyna się dopiero od czterech.

Jeżeli nie znasz tego wzoru, chciałbym Ci o nim opowiedzieć. Możesz go wykorzystać zarówno do pisania artykułów, tekstów internetowych, życzeń, toastów, jak i wypracowań lub prac egzaminacyjnych.

Uwaga, w sieci krąży wiele programów liczących Gunning Fog Index. Zalecam Ci ostrożność w ich stosowaniu, bowiem nie spotkałem się z żadnym przystosowanym do polskojęzycznych tekstów. Dlatego warto policzyć samemu, w niniejszy sposób:

1. Wybierz próbkę tekstu liczącą równo 100 słów.
2. Policz dokładnie słowa badanej próbki tekstu. (A)
3. Policzyć liczbę zdań.(B)
4. Policz średnią liczbę słów w zdaniach (A/B).
5. Policz trudne słowa- czyli liczące więcej niż cztery sylaby- o nich za chwilę. (C)
6. Policz procent słów trudnych.
7. Dodaj wyniki do siebie, a następnie sumę pomnóż przez 0,4.

0,4 x [ (A/B) + 100 x (C/A)]= Współczynnik mglistości

Do trudnych słów nie należą: nazwy własne oraz spójniki. Niektórzy zliczają również słowa wydłużone poprzez dodanie końcówki wynikającej z odmiany przez przypadki– jednak w swoich obliczeniach tego nie praktykuję.

Jak odczytywać wynik?

Im będzie on niższy, tym tekst jest czytelniejszy dla odbiorcy. Najbardziej pożądane są materiały, które nie przekroczą  FI 9.

Warto byś pamiętał, że otrzymana liczna wskazuje przybliżoną liczbę lat szkolnej edukacji- potrzebną do zrozumienia danego tekstu. Przekroczenie wskaźnika powyżej 16 FI  automatycznie zamieszcza tekst w grupy materiałów skierowanych do czytelników z wyższym wykształceniem.

Uwolnij swoją wyobraźnię

Wyobraźnia jest początkiem tworzenia. Wyobrażasz sobie to,
czego pragniesz, chcesz tego, co sobie wyobraziłeś
i w końcu tworzysz to, czego chcesz.
George Bernard Shaw

 

Umiejętne wykorzystanie wyobraźni czyni z niej potężne narzędzie do zmiany rzeczywistości. Dzięki niej, możemy wspinać się po ścieżkach kariery zawodowej, wzmacniać więzy z bliskimi, rozwijać pasje i odkrywać nowe zainteresowania. To również klucz do zdobycia wielkich pieniędzy. Wystarczy tylko uruchomić pokłady wyobraźni.

Zastanów się co łączy artystę, naukowca, biznesmena, polityka i sportowca? To proste, każda z tych osób przystępując do działania posiada w swojej głowie określone idee oraz wizje upragnionego celu. Stając przed zamalowanym płótnem, publikując nowatorskie odkrycie, słysząc brawa szerokiego audytorium, schodząc zwycięsko z ringu, wiedzą, że wszystko zaczęło się od marzenia o tej chwili. Wystarczyło jedynie je chwycić i szybować w stronę sukcesu.

Oczywiście, aby doświadczyć upragnionej satysfakcji, potrzebują sporego nakładu sił fizycznych, wytrzymałości psychicznej, wsparcia ze strony innych osób, jak też odpowiednich zasobów finansowych. Znajdują wszystko, bowiem potrafią „właściwie marzyć”. Posiadając określone wyobrażenie, łatwiej jest im pozytywnie myśleć, otwierać się na otoczenie, poszukiwać nowych rozwiązań, czyli nadawać przyśpieszony kurs ku wygranej. Seria obrazów, które nieustannie tworzą w swoim umyśle, staje się dla nich mapą wskazującą kierunek działań.

Należy zaznaczyć, że każdy człowiek ma predyspozycje do odniesienia sukcesu i czerpania przyjemności ze swojego życia. Jednak nie wszystkim to się udaje. Przyczyna porażki tkwi tylko w jednym – braku uzmysłowienia, a następnie doświadczenia potęgi wyobraźni. Samo czytanie kolejnych książek i artykułów o rozwoju, wysłuchiwanie audycji, okazjonalne uczestnictwo w sympozjach trenerów i coachów, pozwoli wyłącznie miło spędzić czas. Pożądany efekt możliwy jest wyłącznie gdy nastąpi zmiana sposobu myślenia, a uzyskana wiedza zostanie wcielona w życie. A do tego potrzebna jest wyobraźnia.

Rusz głową

Aby rozbudzić wyobraźnię należy zmusić ją do częstego, solidnego treningu.

Pod pojęciem wyobrażenie rozumiem złożony proces poznawczy zachodzący w mózgu, podczas którego człowiek odtwarza doznania zmysłowe, czyli wszystko co może poczuć. To także umiejętność wykreowania dowolnych sytuacji. Ogromną rolę spełniają tu pamięć i doświadczenie, niezbędne przy przywoływaniu „gotowych” i budowaniu „nowych” obrazów. Natomiast pod pojęciem wyobraźni definiuję zdolność do przywoływania i tworzenia w myślach określonych wyobrażeń. Może ona mieć charakter odtwórczy – sięgać do zasobów utrwalonych w pamięci, jak i twórczy, czyli kreować nieistniejące wyobrażenia.

Często porównuję wyobraźnię do nauki chodzenia u małych dzieci. Najpierw raczkują, następnie próbują zrobić kilka kroków na dwóch nóżkach, a na koniec zaczynają samodzielnie iść w dowolnym kierunku. Podobnie jest z naszym procesem kreowania obrazów i sytuacji. Im bardziej udoskonalamy go, tym więcej działań możemy zrealizować.

Podkreślmy, że praca nad wyobraźnią jest nieustannym, złożonym treningiem, którego zaprzestanie prowadzi do obniżenia zdobytych sprawności.  Jednak dzięki systematyczności i odpowiednim ćwiczeniom, można szybko zauważyć zadowalające efekty. Poniżej zamieszczam kilka wskazówek, pomocnych przy rozwoju odtwórczego oraz twórczego charakteru imaginacji. Na koniec zaś przejdę do przedstawienia zestawu interesujących ćwiczeń, które wykorzystuję w mojej pracy zawodowej.

1. Obserwuj otoczenie

Współczesna nam rzeczywistość charakteryzuje się nieustannym pośpiechem. Atakowani setkami informacji z mediów, narzucający wzajemnie zwiększenie efektywności w życiu zawodowym, obarczający się co raz większą ilością obowiązków, zwracamy baczną uwagę jedynie na te rzeczy, które uważamy za najistotniejsze. Stąd nasz język i sposób myślenia nieustannie dopasowują się do otoczenia, a co za tym idzie, dążą do skrócenia i lakoniczności, by usprawnić ludzką komunikację.

Takie życie w pośpiechu, nie przynosi zadowalających efektów. My, uczestnicy „wyścigu szczurów” – mam na myśli zarówno sferę biznesową, jak i życia osobistego, myśląc o wygranej, bezpowrotnie tracimy cenne chwile swego życia. Po drugie, zwracając uwagę tylko na wybrane zagadnienia, dosłownie oduczamy się bacznej obserwacji. A to właśnie ona jest kluczem do rozbudzenia wyobraźni.

Stąd każdego dnia staraj się znaleźć chwilę czasu, by się zatrzymać, spojrzeć na otoczenie i przeanalizować jego detale – kształty, kolory, zapachy. Jeżeli wykonasz to sumiennie, niejednokrotnie poczujesz się zaskoczony szczegółami miejsc, przedmiotów, ludzi, o istnieniu których nie zdawałeś sobie sprawy. Polecam ci, zaczynać każdy dzień od kilku minut takiej obserwacji, np. pijąc poranną kawę spójrz przez okno jak prezentuje się o tej porze twoja ulica, co robią i jak wyglądają znajdujący się na niej ludzie.

2. Opisz uczucia

Przyjrzyj się swojemu wnętrzu. W tym celu staraj się jak najdokładniej opisywać emocje. Zwracaj uwagę na oddech, myśli – porównuj je (np. do kolorów) oraz szukaj słów, które najlepiej oddadzą stan, w którym właśnie się znajdujesz. A to wszystko po to byś zauważył, że poczucie radości, smutku, nostalgii, czy gniewu jest inne za każdym razem i zależy od wielu, określonych czynników. Dzięki temu nauczysz się jak je rozpoznawać, a także w pewnym stopniu kontrolować.

Wskazanym jest tu również dokonywanie oceny minionego dnia, na przykład poprzez chwilę analizy jego przebiegu. Przypomnij sobie co cię ucieszyło, jakie odniosłeś małe i duże sukcesy. Wyznacz sobie skalę, dzięki której dokonasz ostatecznego podsumowania. Dzięki tej czynności, nie tylko zaczniesz dostrzegać dobre strony swojego życia, ale i szybko znajdziesz metody na jego ulepszenie.

Zachęcam Cię także do dzielenia się swoimi uczuciami z bliskimi. Staraj się zarówno słuchać ludzi, jak i opowiadać im o swoich przeżyciach, tych dobrych i złych. Jednak pamiętaj, by skupić się w większości na pierwszym rodzaju emocji. Przecież wszyscy wolą słuchać pozytywnych wiadomości, niż zmagać się ze smutkami innych.

3. Obudź w sobie artystę

Na pewno masz jakieś zainteresowania artystyczne. Być może lubisz rysować, śpiewać, bądź łatwo przychodzi ci układanie poetyckich rymów. Staraj się jak najczęściej wykorzystywać tę zdolność, zarówno gdy pracujesz, czy też masz wolny czas.

Staraj się również obcować z kulturą. Czytanie książek, słuchanie muzyki klasycznej, odwiedzenie raz na pół roku filharmonii, kina, teatru czy też muzeum, odkryje przed tobą zarówno świat sztuki, jak i zaznajomi cię z odmiennymi, bądź zbliżonymi, sposobami odbioru rzeczywistości.

Dlaczego warto ćwiczyć szare komórki? Co to jest freewriting? Na czym polega metoda Zobacz, spróbuj, wyobraź? O tym przeczytasz w dalszej części artykułu. Znajdziesz go pod adresem: http://issuu.com/czytaj-inside/docs/grudzien2011/17