Archiwa kategorii: Komunikacja

Milenialsi zarządzają – jak pracować z najmłodszym pokoleniem i spółką?

książka o zarządzaniuMilenialsi zarządzają jest publikacją uzupełniającą wszystkie cienkie oraz opasłe tomy opisujące temat międzypokoleniowej komunikacji. Tym razem polem działań jest miejsce pracy. Chip Espinoza i Joel Schwarzbart przyglądają się zagadnieniu i przekonują, że najstarsi stażem mogą efektywnie współpracować z najmłodszymi, nawet będąc ich podwładnymi.

Autorzy twierdzą, że ciche pokolenie, baby boomers, pokolenie X i milenialsi to grupy niezwykle atrakcyjne zawodowo. Wystarczy tylko poznać ich cechy, genezę powstania i zachowanie, by móc dotrzeć i pokierować nimi. Największy „kierowniczy problem” przypadnie najmłodszym stażem– milenialsom. Jednak po dokładnej analizie książki Espoinozy i Schwarzbarta, młodzi otrzymają dobre rozwiązania.

Milenialsi zarządzają – książka dla małej firmy i korporacji

Pokolenie urodzone w latach 90 właśnie wkroczyło na rynek pracy. Swoim postępowaniem, roszczeniową postawą, czy też niecierpliwością wzbudza w pozostałych przedstawicielach starszych generacji uczucia takie jak: ironia, frustracja, zdenerwowanie, czy też agresywność. Starsi buntują się, bo nie rozumieją młodszych –  tak samo jak byli traktowani przez szefostwo, gdy byli w wieku obecnych milenialsów.

Chip Espinoza i Joel Schwarzbart opierając się o lata swoich badań, publikując ankiety oraz bazując na analizach przypadku, odpowiadają w książce Milenialsi zarządzają  na dwa pytania: W jaki sposób milenialsi mogą odnosić sukcesy na kierowniczych stanowiskach? oraz Jak pozostałe starsze pokolenia mogą dogadać się z młodszymi?

To co na pewno zadowoli wielu czytelników to pogłębione analizy zachowań pokoleń, wyrażone nie tylko w tekście książki, ale też tabelami zawierającymi wyniki ankiet. To one tworzą w umyśle odbiorcy określony obraz cichego pokolenia, baby boomers, pokolenia X oraz milenialsów, pozwalający zrozumieć jacy oni chcą. Dzięki tej podstawie pozostała treść Milenialsi zarządzają staje się instrukcją w skutecznej komunikacji. Dosłownie! Wystarczy tylko przerobić ją na check listę i zdobywać uwagę i zaufania młodszych i starszych pracowników, odznaczając poszczególne elementy.

Dlatego Milenialsi zarządzają polecam zarówno właścicielom, kierownikom, jak też pracownikom małych, średnich, dużych przedsiębiorstw, a  także osobom pracującym w korporacjach.

Milenialsi zarządzają – co znajdziesz w książce?

11 rozdziałów, w których omówione są takie kwestie takie jak: plusy i minusy wynikające z podlegania szefowi poniżej 35 roku życia, perspektywy bycie autentycznym oraz w zgodzie z samym ze sobą, czy też co zrobić by pracownicy słuchali młodszych od siebie? Sporo jest tez o różnicach pokoleniowych i dynamice wielopokoleniowej siły roboczej.

Mi najlepiej czytało się części Milenialsi zarządzają poświęcone kompetencjom przy zarządzaniu milenialsami oraz zarządzaniu przedstawicielami pokolenia baby boomers i cichej generacji. Autorzy, przysłowiowo, „odwalili kawał dobrej roboty”. Rozdziały planuję wykorzystać na szkoleniach i zajęciach ze studentami poświęconych komunikacji.

Chip Espinoza, Joel Schwarzbart, Milenialsi zarządzają, PWN, 2018

Książkę Milenialsi zarządzają otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Dziękuję!

Aktualności, czyli co nowego na NapiszTekst.pl

Szewc bez butów chodzi – coraz częściej mogę się o tym przekonać. Pomagając moim Klientom poprzez pisanie tekstów, wykonywanie prac z zakresu PR, prowadzenie szkoleń, ciut zaniedbałem NapiszTekst.pl. Moja wina, biję się w pierś, obiecując poprawę.

W zamian obiecuję, że  do końca roku pojawi się na tej stronie kilka wpisów. Na pewno opowiem trochę o storytellingu w biznesie, omówię również studium przypadku odpowiadające na pytanie: jak pisać maile zachęcające do współpracy?, a także opublikuję kilka tekstów o książkach, które otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Czekają w stosiku widocznym na zdjęciu:

Szykuję również nowy rodzaj wpisów. Niebawem pojawi się na tej stronie więcej informacji.

Zapraszam również do zajrzenia do najnowszego numeru Twórczości. Znajduje się w nim moje opowiadanie Pareidolia. To ironiczna opowieść o tym, co stało się w domu rodziny Wiśniewskich i dlaczego warto zwracać uwagę na brudne talerze.

Ostatni news, na stronie Bazgrolek.pl od kwietnia pojawiają się wpisy z cyklu 7 ulubionych książek. Każdego 23 dnia miesiąca, publikuję listę siedmiu ulubionych tytułów znanych w Polsce osób. Dotychczas swoim spisem 7 ulubionych książek podzielili się: Paweł Tkaczyk, Mikołaj Marcela, Robert Rutkowski, Aleksandra Ślifirska, Bartosz Węglarczyk i Marek Niedźwiecki. W najbliższym miesiącu o ulubionych książkach opowie Maciej Orłoś. Zapraszam do śledzenia cyklu, który znajduje się pod adresem: https://bit.ly/2NgIAvS

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzduryCzy można wierzyć słowom zapisanym w książce Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury? Przecież już wielokrotnie udowodniano, że motywacja czyni cuda – budzi leniuchów do działania, zwiększa efektywność pracowników, a zakompleksionym osobom pozwala uwierzyć w siebie. A tu pojawia się James Adonis i twierdzi, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Myślę, że może mieć rację.

Adonis ma duże doświadczenie w różnych branżach, gdzie ćwiczył umiejętności z zakresu przywództwa i angażowania pracowników. Do tego autor Co Cię nie zabije uzyskał tytuł doktora, badając w jaki sposób liderzy angażują pracowników w czasie kryzysu organizacyjnego. James Adonis to także mówca i autor książek Corporate Punishment, Employee Enragement, How To Be Great oraz Love Your Team.

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury jest jego najnowszą książką. Uważam, że wszystkie osoby pozytywnie i negatywnie reagujące na pojęcia „gadka motywacyjna”, „mindfulness” oraz tytuły poradników Potęga podświadomości, 4 godzinny tydzień pracy i Sekret  powinny przeczytać publikację Australijczyka. Daje do myślenia.

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury – kilka słów o książce

18 rozdziałów na 185 stronach Co Cię nie zabije można przeczytać za jednym razem. Adonis pisze krótko, zrozumiale i na temat. Jednak odradzam połykanie książki za jednym razem. A to dlatego, że rozbicie lektury na części pomaga przemyśleć, a co za tym idzie lepiej zrozumieć przekaz.

James Adonis tak pisze o Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury

To nie jest po prostu książka zwalczająca motywacyjne bzdury. Napisałem ją, by przeciwstawić się wszechobecnym , nie mającym nic wspólnego z mądrością, absolutystycznym cytatom i powiedzonkom, które są albo z gruntu nieprawdziwe, albo pełne luk.

Jakie to powiedzonka i cytaty. A na przykład te popularne, umieszczone w tytule książki, czy też: „Pieniądze nie dadzą ci szczęścia… Ale każdy chce się o tym przekonać osobiście” (Zig Ziglar), „Zmień własne myśli, a zmienisz własny świat”(Norman Vincent Peale) lub „Życie jest za krótkie, by codziennie rano budzić się z żalem” (Paulo Coelho). James Adonis udowadnia, że wcale tak nie jest, jak twierdzą autorzy sentencji.

Oczywiście niektórym udaje się osiągnąć sukces, zgodnie z motywacyjnymi przekazami, ale jest to bardzo niewielka liczba osób. Reszta społeczeństwa, bezgranicznie wierząc w prawdziwość słów, łudzi się i przegrywa wszystko, co postawili na jedną kartę.

Przegrywa, bo każdy jest inny, twierdzi autor Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury. Rodzimy się w różnych środowiskach, we właściwym czasie lub nie, niektórzy z nas mają wsparcie i przede wszystkim szczęście, a inni nie mają. I to właśnie wpływa na sukces i skuteczność działania, rozwój osobisty, posiadanie bogactw itd.

Adonis rozprawia się z motywacjami odnoszącymi się do wielu dziedzin naszego życia. Szczególną uwagę, jako prowadzący szkolenia miękkie i zajęcia na uczelniach wyższych, zwróciłem na rozdział opisujący pracę w grupach. Dziesiątki przeczytanych książek, doświadczenie wyniesione ze szkoleń, których byłem uczestnikiem, w tym te typu train the trainer , wpoiły mi zasadę, że świetną metodą jest praca zespołowa. Adonis mówi, że to bzdura. Nie ma nic gorszego. Dlaczego? O tym dowie się każdy, kto przeczyta rozdział 14 książki Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury.

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury – a jednak motywacyjne bzdury działają!

Kolejny przekaz z książki Adonisa brzmi, że motywacyjne gadki i książki nie są złe. Pod warunkiem, że podejdziemy do nich racjonalnie. To co robią mówcy i pisarze może pobudzić do rozwoju, osiągania lepszych wyników, pod warunkiem, że będziemy myśleć, odnosić mądry przekaz do naszej sytuacji, miejsca i czasu.

Bo nie zawsze opłaca się być tylko lwem. Warto też być i owcą. A co nas nie zabije, zazwyczaj nas osłabia i tylko okazjonalnie wzmacnia.

Dlatego należy myśleć, a nie głupio brnąć za resztą, którą mamią specjaliści o 4-dniowego tygodnia pracy, bogacenia się w internecie i innych śmiesznych fantazji.

Moja ocena: 9/10

James Adonis, Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni i inne motywacyjne bzdury, PWN, 2018

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Dziękuję!

Słuchaj się Klienta – jak rozmawiać o zleceniu

Redagowanie tekstów na stronę, pisanie mów pogrzebowych, prowadzenie mediów społecznościowych, czy też naming (tworzenie nazw) oraz tworzenie haseł i sloganów reklamowych – mimo bycia mistrzem w wykonywaniu tych działań, możesz szybko tracić klientów. Wystarczy tylko, że nie będziesz słuchał ich opowieści o potrzebach.

Rozmawiając z osobami (nawet z kilkuletnim doświadczeniem), które pojawiają się na moich szkoleniach lub spotkaniach ze mną, przekonałem się, że panuje wśród nich dziwne mniemanie o idealnej komunikacji z klientem. Uważają, że potrafią słuchać, ale pracują po swojemu. Przykładem mogą być ćwiczenia z wykorzystaniem case`ów. Początkujący copywriterzy, mając za zadanie napisanie tekstu reklamowego, zamiast dostosować się do opisanych wytycznych klienta, pisali „po swojemu” i pojawiły się błędy!

Oczywiście, nie w każdym przypadku racja jest po stronie zamawiającego. Czasami żąda on „gwiazdki z nieba” lub przedstawia oczekiwania, które zmniejszą skuteczność tekstu. W takich przypadkach zadaniem copywritera jest udzielenie rzetelnych wyjaśnień klientowi. Jak to robić – o tym piszę w mojej książce [dostępna pod tym linkiem].

Jak rozmawiać z klientem o zleceniu?

Przede wszystkim szczerze. To, że do Ciebie przyszedł, zadzwonił lub napisał i przedstawił swoje potrzeby, to tylko znak, że traktuję Cię jako eksperta. Nie zmarnuj tego!

Jednak na początku go posłuchaj, tak jak to robią wszyscy fachowcy.

Pozwól zleceniodawcy się wypowiedzieć. Zacznij słuchać, nie myśląc jak będziesz wykonywać zlecenie. Zadawaj pytania, które umożliwią Ci zrozumienie tematu. I pamiętaj, koniecznie, notuj! Sama pamięć nie wystarczy. Jeśli chcesz skorzystaj z szablonu do prowadzenia rozmowy, który pobierzesz i wydrukujesz z tej strony – o nim za chwilę.

Sporządzone notatki mają za zadanie nakreślić obraz oczekiwań odbiorcy. Jeżeli jest taka możliwość, podkreślaj najważniejsze z otrzymanych informacji, a jeśli nie, zrób to po zakończeniu rozmowy.

Na koniec, gdy będziesz miał wizję „czego właściwie chce klient”, oceń to i poinformuj go czy jesteś w stanie wykonać powierzoną pracę oraz czy zgadzasz się z jego wizją formy materiału. Jeśli potrzebujesz czasu na ocenę, poproś zleceniodawcę o chwilę cierpliwości, umawiając się na termin kolejnej rozmowy.

Arkusz rozmowy

Z myślą o Twoich udanych rozmowach przygotowałem arkusz rozmowy. Zapisz go na swoim dysku, wydrukuj i miej zawsze przy sobie gdy rozmawiasz z klientem. Zobaczysz jak łatwo i przyjemnie przygotujesz się z nim do rozpoczęcia pracy.

POBIERZ ARKUSZ ROZMOWY

Jak napisać ofertę „ze staropolską gościnnością”?

jak napisać ofertęNapisanie dobrej oferty reklamowej to niebywała sztuka. Dlatego, chcąc odnieść sukces, warto zainwestować pieniądze, zatrudniając profesjonalistę do napisania tekstu promującego towar lub usługę. Jednak niektórzy przedsiębiorcy, chcąc oszczędzić pieniądze, powierzają prace najtańszym freelancerom lub sami siadają do komputerowej klawiatury i wypuszczają w internetowy świat “gnioty”, które później omawiam na moich szkoleniach.

ALE! Pojawiają się też wyjątki. Czasami zdarza się tak, że napisany przez właściciela tekst  charakteryzuje się najwyższym poziomem. Przykładem może być oferta, którą otrzymałem od właścicieli jednego z gospodarstw agroturystycznych.

Po zapoznaniu się z jej treścią, wybrałem podany w mailu numer telefoniczny i zadzwoniłem do przedsiębiorców. W rozmowie z przemiłą panią, usłyszałem, że treść oferty, od początku do końca, została opracowana samodzielnie, bez zlecania prac copywriterowi. Pogratulowałem jej umiejętności i przystąpiłem do przygotowywania niniejszego wpisu na bloga.

Przyjrzyjmy się zatem wyróżnikom oferty gospodarstwa agroturystycznego.

 Ze staropolską gościnnością – jak napisać ofertę?

Zaczyna się niewinnie od prostego tytułu maila. Autorzy w temacie wpisali: Agroturystyka – Wakacje w Świętokrzyskiem. Nieprzekombinowany, prosty, ale działa – ja zajrzałem.

Otwierając list od razu dostrzegłem cieszącą oko grafikę, obok której znajdował się zapisany pogrubionym fontem komunikat:

Ach, gdyby tak móc się wyrwać z biura na kilka dni! Zapomnieć o pracy i codziennych obowiązkach! Właściwie… Dlaczego by tego nie zrobić?

Pierwsze skojarzenie, jakie pojawiło się w moich myślach, to nawiązanie do popularnego w sieci hasła, by rzucić wszystko i zamieszkać w Bieszczadach. Wciąż mam takie wrażenie, nawet przy n-tym czytaniu tekstu.

Powyższy fragment jest bardzo mocny, bo buduje w umyśle odbiorcy obrazy. Co ważne, autorzy od samego początku kontrolują przekaz. Piszą o tym, o czym marzy każdy pracujący odbiorca. W drugim zdaniu  „dokładają do pieca” wymieniając kolejne korzyści, by zamknąć pytaniem retorycznym, zachęcającym czytelnika do działania.

Przemyślane jest też użycie wykrzyknika w rozpoczęciu komunikatu. To ach działa wzmacniająco na podświadomy umysł odbiorcy, o czym opowiadam na prowadzonych przeze mnie szkoleniach.

Rewelacja!

Dopiero w drugim akapicie jest wymieniona nazwa miejsca, gdzie można zapomnieć o codzienności, plus krótki jego opis. Zaś w kolejnym scharakteryzowano, co czeka na gości. Wszystko zajęło właścicielom agroturystyki objętość 545 znaków ze spacjami. Krótko i na temat, z wyróżnikami w postaci pogrubienia i czerwonego koloru fontu. Brawo!

Gospodarstwo agroturystyczne  NAZWA położone jest bezpośrednio nad stawami, wśród lasów i lak to, co przyciąga i zapewnia mila rodzinna atmosferę, to otwarte serca gospodarzy na gości i wyśmienita kuchnia oparta na świeżych, zdrowych, ekologicznych  produktach takich jak: jaja, mleko, ser, cielęcina, miód, domowe konfitury oraz przetwory.

Na gości czekają gustowne urządzone pokoje z łazienkami, TV i WI-FI, dzień rozpoczniemy od smacznego śniadania, a zakończymy wyborną obiadokolacją wpatrując sie w zachód słońca nad jeziorkiem.

Oczywiście przyczepię się do braku kreseczek i ogonków zamieniających łąki w laki oraz miłą rodzinną w milę rodzinną, ale można to wybaczyć autorom tekstu. Komu nie zdarzylo sie popelnic takich bledow? :) Drugą rzeczą jest konieczność postawienia kropki po WI-FI. To powinny być dwa zdania.

 Jak napisać ofertę ?– zakończenie tekstu

Poniżej, połowę mniejszym fontem, zapisana jest informacja o lokalnych atrakcjach turystycznych. Bardzo dobry zabieg, gdyż wpierw czytający ma za zadanie zainteresować się miejscem, a nie okolicą. Dlatego musi poznać szczegóły, które zachęcą go do wyboru właśnie tego gospodarstwa agroturystycznego, a dopiero w kolejnym kroku przeczytać o atrakcjach turystycznych.

NAZWA jest doskonałą bazą wypadową dla każdego. Bez względu na to, czy kochasz piękno przyrody, uwielbiasz podążać śladami historii, czy może szukasz rozrywki, na Kielecczyźnie odnajdziesz to, co dla Ciebie najbardziej pociągające. Wśród szeregu okolicznych miejsc wartych odwiedzenia:

  • 1000-letni dąb Bartek

  • łysogórskie szlaki

  • piece dymarskie do wytapiania żelaza pracujące w czasach rzymskich

  • klasztor na Świętym Krzyżu z mumią Jeremiego Wiśniowieckiego

  • pielgrzym z Nowej Słupi

  • pałac Biskupów Krakowskich w Kielcach

  • skansen wsi kieleckiej w Tokarni

  • dwór Sienkiewicza w Oblęgorku

  • przejazd kolejką wąskotorową po Ponidziu

  • muzeum zegarów słonecznych w Jędrzejowie (trzecia kolekcja pod względem wielkości na świecie, po Nowym Jorku i Londynie)

  • kielecka wystawa gadów i płazów

  • XII-wieczny cysterski zespół klasztorny w Wąchocku

  • zamek królowej Bony w Chęcinach oraz jaskinia “Raj”

  • relikty prastarej Wiślicy oraz urodę zabytkowego Sandomierza

 Jak napisać ofertę ?– formuła zamykająca

Oferta kończy się formułą zamykającą prawie wybijającą z butów. Prawie, bo postawiono po niej przecinek – a tego się nie robi dobrze napisanym tekstom.

Ze staropolską gościnnością zapraszają,

Imiona i nazwisko właścicieli
dane kontaktowe

Staropolska gościnność nie tylko ładnie wygląda, ale też tworzy opowieść w głowie odbiorcy. Wie on, że zajeżdżając do tego gospodarstwa agroturystycznego, znajdzie gościnność wygodę, obfite jedzenie, mnóstwo rozrywki oraz inne atrakcje o jakich pisał Mickiewicz w Panu Tadeuszu oraz Sienkiewicz na kartach swoich książek. Bardzo interesujący zabieg storytellingowy.

Chcesz się nauczyć pisać oferty, które zaciekawią czytelnika? Naucz się tego z moich książek lub zapisz się na szkolenie.

odrzuć szablonPodstawy pisania przekonuyjących tekstów

Strategia Walta Disneya

Twórca Myszki Miki pozostawił po sobie coś więcej, niż kultowych bohaterów porywających widzów animacji. Do jego spuścizny należy również podejście do realizacji pomysłów, które specjaliści od coachingu i NLP nazywają strategią Disneya.

Wspomniani spece  bardzo lubią o niej mówić. Dwoją się i troją, opowiadając o kolejności działań, nadbudowując teorię tak, że często forma przerasta treść. Niepotrzebnie, bo strategia Walta Disneya polega na prostym, lecz bardzo efektywnym postępowaniu.

Na początku twórca powinien „rozmarzyć się”, czyli puścić wodze fantazji, nie bać się myśleć odważnie o swoim pomyśle – w taki sposób, w jaki nikt dotąd nie myślał. W drugim kroku, bardzo ważny moment, podejmuje się racjonalnej analizy pomysłu. Z rozsądkiem patrzy na to, co może z owych marzeń osiągnąć i jaki poniesie koszt. Na sam koniec, staje się krytykiem, czyli szuka wszystkich dziur w koncepcji, niedoskonałości, które mogą przyczynić się do klęski. Proste? Bardzo proste, ale skuteczne.

Stratega Walta Disneya w copywritingu

Trzy kroki wystarczą, by każdy tekst reklamowy, oferta lub treść na stronę www stały się atrakcyjne dla odbiorcy. Strategię Walta Disneya można wykorzystać w copywritingu już na etapie planowania tekstu. Najpierw zbieramy informacje, wymyślamy najróżniejsze chwyty, które zadziałają na odbiorcę, następnie racjonalnie analizujemy ich działanie, układ itp., a następnie szukamy słabych punktów.

Ważnym jest by przechodząc z etapu “marzyciela”, przez “racjonalistę”, do “krytyka” nie pomylić ról. Co to oznacza? Będąc w pierwszej fazie działań nie wolno zacząć myśleć o porażkach lub w drugiej, za wszelką cenę należy pilnować by nie zacząć znów marzyć lub krytykować.

Przykład: Marcin buduje ofertę dla swojego produktu – kul zorbingowych. Na początku marzy o napływającej każdego dnia fali klientów, którą wywołał przez rozdawanie ulotek, działania w mediach społecznościowych i reklamę oraz artykuły sponsorowane w ogólnopolskiej prasie. Widzi też w swoich marzeniach bilbord zawieszony w centrum miasta.

W drugim kroku Marcin przyjmuje rolę realisty i dostrzega, że nie stać go na ogólnopolską promocję, ale uświadamia sobie, że środków starczy lokalne działania reklamowe. Bilbord przenosi na obrzeża miasta, tym samym zyskując więcej oszczędności. Wie, że resztę – ulotki i social media – uda mu się zrealizować zgodnie z planem.

W trzecim kroku, zamieniając się w krytyka, Marcin stwierdza, że ulotki nie zadziałają i straci tylko pieniądze. Podobnie jest z reklamą w lokalnych mediach. Dlatego decyduje się postawić tylko na promocję w mediach społecznościowych oraz baner.

Podobnie można stosować strategię Disneya w tworzeniu warstwy tekstowej. W warstwie “marzyciela” zapisujemy wszystko, co nam przyjdzie do głowy. Zamieniając się w “realistę”, sprawdzamy, które fragmenty są zbyteczne, a w “krytyka” usuwamy wszelkie niebezpieczeństwa językowe i stylistyczne. Takie postępowanie z tekstem polecam wszystkim początkującym copywriterom.

Jak rozmawiać z trudnym Klientem?

Jak rozmawiać z trudnym Klientem? To pytanie często zadają sobie prowadzący własną działalność gospodarczą, a także osoby pracujące na etacie. Ba, Ci ostatni główkują też nad odpowiedzią na zapytanie: jak rozmawiać z trudnym szefem? – czyli mają dwa razy trudniejsze zadanie do wykonania– jednak nie jest ona tematem tego tekstu.

W tym wpisie przedstawię kilka sposobów jakie wykorzystuję, przede wszystkim jako przedsiębiorca, ale też jako copywriter, trener i osoba zajmująca się komunikacją interpersonalną, w pracy z trudnym Klientem.

Jak rozmawiać z trudnym Klientem? – kilka prostych trików

Szacunek
Duże K, spójrz, że właśnie taką literą zapisuję wyraz klient. A to dlatego, że jest osobą, której zechciało się znaleźć moje ogłoszenie, zadzwonić, napisać, przyjść, znaleźć czas do opowiedzenia o swoich potrzebach, no i zaufał moim umiejętnościom. Więc szacunek mu się należy. To, że jest trudny to, poniekąd tylko jego problem, no i jego bliskich.

A bliźniego swego jak siebie samego
Pierwszą rzeczą, o którą należy zadbać, jest zachowanie pozytywnego nastawienia. Nie ważne, że Klient krzyczy, wymyśla, nie jest tą samą osobą, co na początku pracy. Jeżeli należycie wykonałeś pracę, jesteś specjalistą z danej dziedziny i nie dostrzegasz błędów w opracowanym zadaniu, nie daj się pokonać złym emocjom. Każde Twoje podniesienie głosu, kąśliwa uwaga, poniżenie drugiej strony zbliżają Cię do tragicznego zachowania, jakie uskutecznia trudny Klient, a przecież nie chcesz być tak postrzegany jak on. Niech sobie sam krzyczy.

Ty nie trać czasu na kłótnie, postaraj się przeprowadzić konstruktywną rozmowę, w której odpowiesz na wszystkie wątpliwości. W jej trakcie podchodź do Klienta, tak jakby był Twoim najlepszym przyjacielem. To pomaga.

Co więcej, jeśli mówisz opanowanym tonem lub piszesz wyjaśniając i stosując formy grzecznościowe, zobaczysz, że Klient szybko zacznie robić to samo. Jest to efekt dopasowania (pacing) – druga strona zaczyna odwzorowywać zachowanie rozmówcy.

Komunikat JA
Mów tylko o tym co dotyczy Ciebie i Twojej pracy. Opowiadaj o elementach zlecenia, wyjaśniaj wątpliwości, a także wyznaczaj granice – informując jakie konsekwencje mogą spotkać Klienta, gdy zachowuje się w tak karygodny sposób. Co więcej, jeżeli nie chce się uspokoić, jeśli to możliwe, przełóż rozmowę na inny termin (w tym celu koniecznie użyj słów proszę lub proponuję byśmy…).

Mówiąc o konsekwencjach, nie krytykuj zachowania Klienta, ale je nazywaj. Krótko i na temat, bez obrażania i porównań.

Stosuj pytania otwarte
Czyli takie, które umożliwią Klientowi opowiedzieć o wszystkim co czuje i oczekuje. Przykładowymi są: Jak Pani to widzi? Co Pan o tym sądzi? Czego Pani oczekuje od…?. Pytania otwarte pomogą Ci zrozumieć dokładnie, co Klient ma na myśli i jak postrzega końcowy efekt Twojej pracy.

Posiadaj „papier”
Przed przystąpieniem do pracy należy udokumentować jej przebieg na piśmie. Możesz to zapisać w korespondencji mailowej lub w dokumencie – briefie. Możesz też przeprowadzić rozmowę ustną z Klientem, podczas niej sporządzić notatki, a na koniec wysłać je do potwierdzenia szczegółów. Ważne byś mógł odwołać się do utrwalonych uzgodnień.

Jeżeli masz pytania, chcesz dowiedzieć się więcej na temat radzenia sobie z trudnymi ludźmi, napisz do mnie, pomogę.

Symbol tego, jak można rozumieć patriotyzm

Uwaga! Autor nie wyraża  w treści swoich poglądów i sympatii politycznych. Publikacja stanowi tylko analizę przypadku  z zakresu storytellingu i narratologii.

KOD trawnik

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19759661,to-zdjecie-wiele-mowi-o-manifestantach-kod-z-pewnoscia-szanuja.html

Wczoraj na stronie Gazeta.pl pojawiło się zdjęcie przedstawiające uczestników demonstracji KOD, którzy nie depczą trawnika. Artykuł opatrzono tytułem, który można byłoby trochę skrócić lub napisać w bardziej atrakcyjny (marketingowo) sposób: To jedno zdjęcie wiele mówi o ludziach chodzących na protesty KOD, a w leadzie autor zamieścił taką informację:

To zdjęcie to jeden z symboli tego, jak można – wybaczcie górnolotny ton – rozumieć patriotyzm. Bo to nie tylko wielkie hasła, ale i szacunek do otoczenia, np. do zieleni.

Wiadomość wraz z dokumentują patriotyzm KOD`u fotografią szybko obiegła media. Sympatyzujący z KOD`em użytkownicy Facebooka udostępniali ją na swoich profilach, dostrzegli ją ją również antagoniści. I wszystko byłoby w najlepszym porządku, kupiłbym tę informację, uznał ją za idealną, budującą mocną narrację o grupie niezadowolonych Polaków, szanujących otoczenie. Gdyby nie takie obrazki:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19759661,to-zdjecie-wiele-mowi-o-manifestantach-kod-z-pewnoscia-szanuja.html

Źródło:http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19759661,to-zdjecie-wiele-mowi-o-manifestantach-kod-z-pewnoscia-szanuja.html

Źródło: Pyta.pl

Źródło: Pyta.pl

Powyższe materiały, przedstawiające uczestników demonstracji KOD stojących na trawie, można szybko znaleźć w sieci. Stanowią one dowód, że uczestnicy nie do końca są „kochającymi zieleń obrońcami” i całą narrację „trafia szlag”. Oczywiście można ich bronić słowami Stanisława Skarżyńskiego (cytowanego w artykule):

Ileś tam osób po trawniku oczywiście przeszło, ale były to jednostki – natomiast tłum ewidentnie rozdzielał jakiś niewidoczny nakaz poszanowania tego skrawka zieleni.

Jednak ów zakaz jest przestrzegany tylko niekiedy i dotyczy niektórych trawników. Poniższe zdjęcie pochodzi z tej samej manifestacji, w której uczestniczyli miłośnicy zieleni.

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19758434,prawda-czasu-prawda-ekranu-jak-operator-wiadomosci-musial.html

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19758434,prawda-czasu-prawda-ekranu-jak-operator-wiadomosci-musial.html

A już na wschód od Wisły manifestujący lubią w większym gronie podeptać zieleń przez cały czas trwania protestu. Pokazały to relacje ze styczniowych protestów.

https://www.youtube.com/watch?v=hFWQoNTzNtM

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=hFWQoNTzNtM

Odradzam taki sposób budowania narracji. Bowiem szybko znalezione zaprzeczenia, dowody negujące, błyskawicznie niszczą opowieść. Ta traci wiarygodność i (zamiast służyć) zaczyna przeszkadzać.

Publikację zdjęcia z informacją o „patriotyzmie” uważam za małe potknięcie, które nie zaszkodzi dalszej działalności Komitetu. Jednak może stanowić kolejny argument dla opozycji KOD`u.

Jak budować działające na odbiorcę opowieści – o tym na szkoleniu Storytelling.

 

Storytelling w marketingu

Szkolenie organizowane jest w Warszawie oraz w Białymstoku. Więcej informacji znajduje się na stronie: Storytelling – szkolenie w zakładce SZKOLENIA.

Storytelling szkolenieCele szkolenia:

  • Przybliżenie metod i podstaw storytellingu;
  • Zaprezentowanie podstaw tworzenia historii pomocnych w sprzedaży i działaniach marketingowych;
  • Przedstawienie sposobów narracji przydatnych w opowieści o marce, produkcie, a także w tworzeniu treści materiałów sprzedażowych (strona www, ulotka, media społecznościowe).
  • Przećwiczenie sposobów prezentacji treści w formie werbalnej, w tym zwrócenie uwagi na mowę ciała;
  • Przybliżenie podstaw języka korzyści;
  • Zwiększenie sprawności komunikacyjnej w mowie i piśmie;
  • Wzmocnienie samooceny i motywacji do samodoskonalenia;
  • Zachęcenie do pogłębiania wiedzy.

 

Wideo-podziękowania dla rodziców – jak to się robi?

Z racji, że jedną z propozycji w mojej ofercie jest tworzenie mów weselnych, życzeń, podziękowań i toastów, na bieżąco śledzę rynek usług weselnych. Od ponad roku na dobre zagościły tam wideo-podziękowania dla rodziców.

Spójrzmy na przykład:

Zwróciłem się do bohaterów tego filmu z pytaniami o kulisy powstania podziękowań wideo oraz jaka była rekcja Ich Rodziców.

Nastawiali się na kwiaty i Wspaniałych rodziców mam, a tu taka niespodzianka… wideo-podziękowania

Jakub: Bardzo fajny materiał. Skąd pomysł na taką formę podziękowań?

Joanna: Tego typu podziękowania są coraz bardziej popularne w sieci. Bardzo nam się podobały, dlatego powiedzieliśmy sobie: musimy też takie mieć na naszym weselu, przecież to będzie wspaniała pamiątka dla nas i bardzo oryginalna niespodzianka dla Rodziców.

Jakub: Na pewno byli zaskoczeni?

Joanna: Oczywiście. Nastawiali się na tradycyjne wręczenie kwiatów i wspólny taniec do piosenki Wspaniałych rodziców mam, a tu taka niespodzianka. Gdy na ekranie pojawiły się wideo-podziękowania, na twarzy Rodziców najpierw zobaczyliśmy zaskoczenie, które błyskawicznie przemieniło się we wzruszenie. Nie mieli pojęcia, że tak mogą wyglądać podziękowania.

Jakub: Jak wyglądały pierwsze kroki do stworzenia wideo-podziękowań?

Joanna: Sceny do filmu, lokalizacje, napisy, gadżety, przebrania to wszystko wymyślaliśmy sami. Inspirowaliśmy się materiałami znalezionymi w sieci, ale też i głosem serc. Chcieliśmy aby, mimo tysiąca podobnych filmów, nasz był wyjątkowy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu.

“Gdy kręciliśmy nasze wideo-podziękowania na planie było tak wesoło, że kilka scen należało powtórzyć”

Jakub: Jak długo i czy sami Państwo pracowali nad materiałem?

Joanna: Przygotowanie materiałów (kolorowych kart z napisami, strojów, kłódek, farb, kredy, lampionów itp.) zajęło nam około 2 tygodnie. Do tego czasu doliczamy dodatkowe kilka tygodni na analizę kilkudziesięciu filmów na YouTube, by zobaczyć co zrobiły inne pary. Na samo nakręcenie filmu potrzebowaliśmy 16 godzin. Udało nam się zrealizować zdjęcia w 2 dni, a to wszystko dzięki firmie zajmującej się nagrywaniem takich podziękowań.

Jakub: 16 godzin? Przecież materiał trwa tylko 4,5 minuty.

Joanna: Na planie było tak wesoło, że kilka scen należało powtórzyć. Bawiliśmy się znakomicie. Dodatkowy czas pochłaniały zmiany lokalizacji. Co więcej, w międzyczasie wprowadzaliśmy też poprawki do pierwotnego pomysłu lub wymyślaliśmy coś na bieżąco z naszym kamerzystą – by dostosować sytuację do otoczenia.

Jakub: Wspomniała Pani o firmie zajmującej się nagrywaniem takich podziękowań…

Joanna: Film został nakręcony i zmontowany przez profesjonalistów, sami nie uzyskalibyśmy takiego efektu. Nasz realizator bardzo zaangażował się w produkcję, mogliśmy liczyć na jego dobre rady. Cały czas dbał o to by na planie panowała wesoła atmosfera. Tym samym wprawił nas w dobre humory i chętniej się wygłupialiśmy.

Jakub: Przejdźmy teraz do weselnych wspomnień. Proszę powiedzieć o momencie prezentacji filmu.

Joanna: Gdy nadszedł ta chwila, po kilku słowach wstępu i krótkim oficjalnym podziękowaniu, zaprosiliśmy wszystkich gości do obejrzenia filmu. Razem z mężem i Rodzicami stanęliśmy po środku sali, objęliśmy ich i spojrzeliśmy na ekran. Wtedy z rzutnik wyświetlił pierwszą scenę podziękowań. Po filmie wręczyliśmy rodzicom kwiaty i własnoręcznie zrobione albumy ze zdjęciami.

Rodzice oglądali wideo-podziękowania codziennie przez kilka kolejnych tygodni

Jakub: Jak zareagowali Rodzice i goście?

Joanna: Tak jak mówiłam, Rodzice najpierw byli zaskoczeni, a później płakali ze wzruszenia i śmiechu. Od razu zażyczyli sobie kopii filmu, który oglądali codziennie, przez kilka kolejnych tygodni. Natomiast inni uczestnicy też byli pod ogromnym wrażeniem. Prawie wszyscy goście podchodzili gratulując nam pomysłu i pytając jak to wszystko zrealizowaliśmy.

Jakub: A więc warto było?

Joanna: Myślę że była to najlepsza forma podziękowań jakie mogliśmy zrealizować, no i mamy wspaniałą pamiątkę, która zostanie z nami na zawsze.

Jakub: Dziękuję za rozmowę i życzę Państwu pomyślności.

Joanna: Dziękujemy.

Strona do mnie mówi – magia reklamy audio

Kontynuując rozpoczęty w poprzednim wpisie temat, chciałbym opisać magię działania reklamy dźwiękowej.

Jak już wiesz, od dźwięku trudno uciec. Dlatego też reklamy radiowe od lat odnoszą sukces – przyciągają klientów, zmuszają do działania i sprzedają produkt. Za ich efekty odpowiedzialna jest grupa osób – copywriter, lektor, dźwiękowiec oraz producent. Ich współpraca owocuje niesamowitymi efektami, a te dają obu stronom naprawdę dużą satysfakcję (daję Ci słowo jako copywriter).

Reklama audio – co ją wyróżnia?

O zaletach reklamy audio opowiada Krzysztof Nowak, właściciel N-STUDIO, firmy tworzącej: komercyjne spoty radiowe i DJ intra, jingle radiowe, udźwiękowienia reklam TV i gier komputerowych:

W branży reklamy dźwiękowej pracuję już od ok. 10 lat i nikt mnie nie musi przekonywać do tego, że jest ona skuteczna. Dobry scenariusz plus odpowiedni dobór lektora i zwrócenie uwagi na tło dźwiękowe nadają nagraniu niezwykłą moc. Spot momentalnie zaczyna sprzedawać!

Jak zaznacza, jest tylko jeden warunek prowadzący od sukcesu. Nagranie musi być wzbudzić w słuchaczu zainteresowanie. Jako przykład przytacza rodzinną historię:

To był upalny lipcowy dzień. Siedziałem nad produkcją spotu radiowego dla jednego z moich Klientów, gdy zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałem podekscytowany glos mojej Mamy, informujący mnie o tym, że znalazła gustowne elementy wieńczące pracę nad elewacją domu. Na sprzedawcę trafiła razem z Tatą surfując po sieci. Zapytałem ją na podstawie czego dokonali wyboru firmy. Usłyszałem w odpowiedzi: „Ta strona do mnie mówi!”. Znalazłem dzięki wyszukiwarce Google ową stronę www i odkryłem sekret sprzedaży. Witryna była wzbogacona głosem lektorskim, który czytał ofertę i opowiadał o profilu firmy. Wszystkie komunikaty sprzedażowe, a także elementy zawierające storytelling charakteryzowały się wysokim stopniem zaawansowania języka perswazji.

Jeżeli jesteś… – ogłoszenie z wulgaryzmem

Przeglądając ogłoszenia na portalach z ofertami dla freelancerów trafiłem na takie, które mnie poruszyło. Nie było to jednak miłe zaskoczenie. Wręcz przeciwnie, jego jakość od strony kultury oraz poziom komunikacji oceniam jako niedopuszczalne.

Na początku treść ogłoszenia cieszyła oko copywritera poprawnością

Osoba poszukująca agenta koncertowego zaczęła swój anons poprawnie – krótki tytuł, czytelnie wymienione oczekiwania oraz obowiązki. Jednak zniszczyła dobre wrażenie w ostatniej części. Wygląda ona tak:

Pierwsza zasada komunikacji – nie obrażaj, nie wyzywaj, nie poniżaj

Osobiście nie chciałbym współpracować z osobą, która już na pierwszym etapie rekrutacji zaczyna w taki sposób obrażać innych. No i do tego te straszenie! Przecież tak nie wypada! Jestem bardzo ciekaw, ile osób odpowie na ów anons (podczas tworzenia wpisu zainteresowanie wyraził tylko jeden internauta).

Nie czekaj na podwyżkę cen energii – czyli jak nie pisać maili z ofertą

Pod koniec stycznia pewien dostawca energii elektrycznej wysłał do mnie ofertę. List wygląda tak:

prąd

Na pierwszy rzut oka skomponowany jest prawidłowo – zawiera akapity, komponenty przyciągające oko, jest zwięzły, pozbawiony zbytecznych elementów graficznych, a do tego hasło wzywające do obniżenia rachunków. Aż chciało mi się czytać! Czytaj dalej

Sześć poziomów wpływu społecznego– recenzja

Jak bezpłatnie otrzymać od Motoroli dostęp do kodu źródłowego wykorzystanego w najnowszym modelu telefonu? Co zrobić by Klienci wybierali potrawy wegetariańskie zamiast mięsnych? Czy zwierzęta korzystają z zasad perswazji? Jak myślą i działają kibice drużyny futbolu? Między innymi na te pytania uzyska odpowiedź czytelnik Sześciu poziomów wpływu społecznego. Pozycja właśnie ukazała się na polskim rynku.

Ta książka jest niesamowita!

Jej bohaterem jest Robert Cialdini, światowej sławy psycholog społeczny, czołowy ekspert w dziedzinie wpływu i perswazji, autor publikacji Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka, twórca sześciu zasad wywierania wpływu społecznego. Na pewno wielu czytelników tego bloga zna dobrze ową postać, bo jest ona autorytetem zarówno w świecie psychologii, jak też biznesu, przedsiębiorczości oraz ekonomii. Jego badania są wykorzystywane w naukach zajmujących się relacjami społecznymi oraz komunikacją interpersonalną.

Po 40 latach pracy na uczelni Arizona State University Robert Cialdini zakończył karierę akademicką. Jego wychowankowie postanowili uhonorować mistrza, publikując zbiór esejów odwołujących się do wiedzy  otrzymanej od mistrza. Jest nim właśnie Sześć poziomów wpływu społecznego. Nauka, praktyka i psychologia Roberta Cialdiniego.

W książce przedstawiono zarówno klasyczne, jak i nowatorskie przykłady badań opartych na pracach amerykańskiego naukowca. To książka nie tylko o  perswazji, zachowaniach społecznych, normach wyznaczających określone działanie jednostki bądź grupy. To również pozycja o tym, że nie tylko ludzie korzystają z zasad wpływania na siebie. Obecne są one również w świecie zwierząt – pozwalając na tworzenie wewnętrznych hierarchii, regulując życie społeczne, w tym też kwestie narodzin i śmierci.

Sześć poziomów wpływu społecznego jest jak całokształt badań Robert Cialdiniego. Nawet wymagający czytelnik znajdzie w niej temat, który go zafascynuje. Każdy z esejów jest napisany w tak rewelacyjny sposób, że wciąga odbiorcę już od pierwszej linijki.

Jeżeli miałbym wymienić trzy rozdziały, które wywarły na mnie największe wrażenie byłyby to:  Droga najmniejszego oporu (współautorem tekstu jest jeden z najsłynniejszych na świecie hakerów, który to opowiada w jaki sposób manipulował pracownikami Motoroli, aby ci przekazali mu poufne dane), Pławienie się w cudzej chwale i spełnianie próśb podobnych do nas osób (w tym rozdziale zachwycił mnie opis języka i zachowania kibiców po wygranym lub przegranym meczu ukochanej drużyny) oraz Egoizm czy altruizm? (esej jest próbą odpowiedzi na pytanie: co nami kieruje– egoistyczne potrzeby czy czysta chęć niesienia pomocy potrzebującym?)

Osób, które znają Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka nie muszę namawiać do zakupu tej książki, bo na pewno już to zrobiły. Dlatego zwrócę się tylko do tych, którzy nazwisko Cialdini znają jedynie ze słyszenia oraz tych interesujących się zagadnieniami inżynierii społecznej, perswazji, bądź zachowań społecznych. Sześć poziomów wpływu społecznego to doskonała lektura, zawierająca wiedzę z mnóstwa książek i naukowych artykułów, skondensowaną na 238 stronach.

Douglas T. Kenrick, Noah J. Goldstein, Sanford L. Braver, Sześć poziomów wpływu społecznego. Nauka, praktyka i psychologia Roberta Cialdiniego, Gliwice 2014, Helion

Darmowy fragment

Z pianą tak gęstą, jak broda ruskiego bojara – czyli jak nie pisać maili z ofertą

Kontynuując omawianie treści maili, które znajduję u siebie w skrzynce i uważam za antyprzykłady listów z ofertą, dziś przyjrzę się wiadomości otrzymanej w miniony piątek.

Na pierwszy rzut oka rzuca się niechlujstwo piszącego. Ani się ze mną nie przywitał, ani nie napisał skąd ma adres mailowy (dobrze, że choć zaoferował możliwość wypisania się z mailingu). Po prostu, napisał wiadomość, wstawił kilka linków prowadzących do stron znanych mediów, a na koniec wkleił fotografię. Na zdjęciu widać starszego mężczyznę stojącego przy Trabancie, u góry znajduje się logo lokalu.

Jednym słowem, niechlujstwo na całego. Czytaj dalej

Halo? Sprzedaż!– recenzja

asienkiewiczhalosprzedazO tej książce usłyszałem z dwóch różnych źródeł. Pierwszym była koleżanka, która narzekała na styl uniemożliwiający pełne wciągniecie się w lekturę. Krótko mówiąc, publikacja nie przypadła do jej gustu. Drugim źródłem był jeden z uczestników mojego szkolenia, który pracował „na słuchawce”. Był odmiennego zdania, wskazując na to, że dzięki książce Aleksandra Sienkiewicza poprawił jakość sprzedaży.

Postanowiłem osobiście sprawdzić o czym jest Halo? Sprzedaż! i… doskonale rozumiem obu moich rozmówców.

Ta książka jest niesamowita! Jeżeli chcesz poprawić jakość swojej sprzedaży, nawiązywania kontaktów z drugą osobą (nieważne czy jest to cold calling, czy też już dobrze znasz swojego klienta), koniecznie kup książkę Aleksandra Sienkiewicza. Znajdziesz w niej mnóstwo informacji, które będziesz musiał tylko wprowadzić do swojej pracy. Naprawdę warto mieć ją w swoim tablecie, czytniku lub na tradycyjnej drewnianej półce.

Co mnie w niej urzekło? Wymienię trzy najważniejsze spostrzeżenia:

1) Podejście i przygotowanie się do pracy

To jak czujemy się wewnętrznie, w jakim stanie emocjonalnym oraz postawie fizycznej podnosimy słuchawkę, ma wpływ na jakość oraz efekt naszej rozmowy. Na klienta działają zarówno ton głosu, jak też postawa w jakiej siedzimy. Sienkiewicz poświęca temu początek książki, a także kilkukrotnie wraca w dalszych częściach.

2) Proces sprzedaży nigdy nie zaczyna się od podniesienia słuchawki, a zasada „Sprzedaj albo zgiń” jest kiepskim wyborem

Zgadzam się z opinią autora Halo? Sprzedaż!, iż w dzisiejszych czasach klient ma mnóstwo możliwości wyboru, często takich samych rozwiązań. Dlatego wynikiem naciskania na zakup może być odrzucenie. Stąd należy przygotować się do rozmowy, stając się doradcą klienta, który pomoże mu sprzedając produkt.

3) Każdy może być dobrym sprzedawcą

Pod warunkiem, że chce sprzedawać i utożsamia się z produktem. Resztę stanowią: przekonania, wiedza i praktyka.

Halo? Sprzedaż! jest książką, którą należy przeczytać spokojnie. Jeżeli rozłożysz lekturę na kilka dni, a do tego będziesz notował wskazówki otrzymane od Sienkiewicza, na pewno będziesz zadowolony z zakupu. W przypadku, czytania „za jednym podejściem”, możesz mieć obiekcje wobec treści.

Wszystko przez styl, który to nie odpowiadał mojej koleżance. Przyznam się, że też musiałem odkładać często książkę, by „ochłonąć”. Publikacja Sienkiewicza wypełniona jest zbyt dużą ilością szczegółów. Z jednej strony to dobrze, bo pozycja nabiera wartości w oczach czytelnika, ale z drugiej źle, bo trochę utrudnia odbiór.

Co więcej, czytając ją miałem wrażenie, że materiał najpierw został nagrany, a następnie wersję audio przepisano i zamieniono w treść książki. Możesz sprawdzić to sam zaglądając do fragmentu Halo? Sprzedaż! umieszczonego na końcu wpisu. Znajdziesz tam między innymi wyjaśnienie czym jest raport, rozpisane w sposób tak szczegółowy, że zajmuje sześć obszernych akapitów. Tendencję do rozciągania i szczegółowości zauważam również w przypadku podawania przykładu. Na stronie 9 fragmentu Sienkiewicz zapowiada, że za chwilę opowie historię. Niestety, aby ją przeczytać należy przebrnąć przez cztery strony – niby niewiele, ale zdążyłem zapomnieć przez ten czas czytania o obietnicy autora.

Skoro jesteśmy przy minusach, w oczy rzucił mi się jeden błąd. W Części 5 Sienkiewicz podaje przykład rozmowy klienta ze sprzedawcą. Ten drugi kończąc komunikat mówi:

(…)proszę dać mi dosłownie trzy minuty, a ja gwarantuję, że nie będzie pan żałował.

Jak pisałem w poprzednim wpisie: umysł ludzki nie rozumie zaprzeczeń – najpierw analizuje słowo poprzedzające negacje, a dopiero na końcu ją samą. Ma również problem z zapamiętaniem całego przekazu – zwraca większą uwagę na końcówkę rozbudowanego przekazu, niż na początek.

Na szczęście wie o tym również Aleksander Sienkiewicz. W ostatnim rozdziale przestrzega przed partykułą „nie” wplecioną w wypowiedź.

Mimo tych dwóch minusów, książka Sienkiewicza jest znakomitym poradnikiem. Halo? Sprzedaż!, jak już pisałem, jest pozycją obowiązkową dla każdego sprzedawcy. Gorąco polecam!

Aleksander Sienkiewicz Halo? Sprzedaż!, Gliwice 2013, Złote Myśli

Wycieczka w głąb oceanu – czyli jak nie pisać maili z ofertą

W minionym tygodniu znalazłem w mojej skrzynce dwa maile od firmy – parku oceanicznego. Kolejny raz (choć nie zapisywałem się na listę mailingową, listy otrzymuję już od kilku miesięcy) zaproponowała mi ona odwiedzenie swojego przybytku. Zaproszenia wystosowane były w taki sposób, że postanowiłem omówić ich treść na blogu.

Maile różniły się tylko dwoma elementami: rozmieszczeniem formuły wieńczącej i podpisu oraz w jednym z listów był link do filmu umieszczonego w serwisie YouTube, a w drugim grafika (przenosząca, zamiast na stronę firmy, do miejsca, w którym mogłem zrezygnować z mailingu). Treść obu była ta sama:

Witamy
[Nazwa firmy] we [nazwa miasta] zaprasza na wyprawę w nieznany wodny świat o której na pewno nie zapomnisz.
Jest to unikatowe miejsce prezentujące ekspozycję zwierząt morskich i oceanicznych w swoich naturalnych wielkościach.
Nasz przewodnik udzieli wam ciekawych informacji.Czy na pewno wiesz wszystko o mieszkańcach podwodnego świata?
Odwiedź nas, stań oko w oko z rekinem wielorybim i sprawdź ile wiesz !

Pozdrawiamy [nazwa firmy]

Czytaj dalej

Kredyt dla biznesu – czyli jak nie pisać maili z ofertą

kredyt dla biznesuNa temat wpadłem w październiku 2013 roku. Wtedy to otworzyłem maila, którego nadawca proponował mi kredyt, zawierającego w swojej treści podstawowe błędy językowe oraz interpunkcyjne. Pomyślałem, że warto omówić zawartość owej wiadomości na blogu, wskazując, w których miejscach należałoby wprowadzić zmiany.

Planując ułożenie poszczególnych fragmentów wpisu zajrzałem na skrzynkę mailową, aby upewnić się, że jest to jedyna wiadomość od tego nadawcy. Jakże zdziwiony byłem odkrywając, że nie jest to pierwszy list elektroniczny z taką ofertą, a adresatem nie jest pojedyncza osoba, ale zorganizowana grupa, korzystająca z tych samych serwerów poczty elektronicznej.

Ważne! Poniższy wpis nie ma na celu oceny działań nadawców maili, wymieniania ich z imienia i nazwiska (każdy z maili zawiera imię i nazwisko adresata oraz dane kontaktowe). Publikując go chcę tylko pokazać jakie podstawowe błędy zostały popełnione, a także skrytykować chałturę jakiej dopuścili się twórcy.

Czytaj dalej

Zagraj z barmanem o darmową kawę

W piątkowym wpisie wspomniałem o grywalizacji związanej z kremem Nutella, oceniając jej temat jako nie wyróżniający się kreatywnością. Doskonale rozumiem, że jest to konkurs o charakterze familijnym, dlatego nie ma w nim wezwań do zrobienia zdjęć z szalonego śniadania z Nutellą lub uwiecznienia najbardziej nietypowego zastosowania produktu.

Dziś przedstawię właśnie taką kreatywną zabawę, która odbiega od utartych norm i standardów w stronę … hazardu. Niniejszy post poświęcę grze, która od dziś rozpoczyna się w białostockiej kawiarni Mała Czarna, magicznemu miejscu, w którym wskazówki zegara zwalniają, a zapach i smak kawy zniewalają.

malaczarnafb

Od dzisiaj, przez dwa tygodnie, będzie można wejść do lokalu, złożyć pierwsze płatne zamówienie, a następnie stanąć przed barmanem i zadać mu pytanie wyzywające do gry: a może rzucimy cudowną monetą? Barman wyłoży przedmiot na stół i poprosi o rzut. Jeżeli wypadnie reszka– drugie zamówienie jest bezpłatne, jeżeli orzeł– gość uiszcza opłatę.

Nagrody są charakterystyczne dla lokalu, ale odznaczają się atrakcyjnością. Bowiem oprócz kaw i deserów pojawią się też alkohole.

Pomysł oceniam jako bardzo ciekawy. Na pewno przyciągnie uwagę klientów odwiedzających Małą Czarną.  Odbiorcy lubią gdy coś mogą otrzymać za darmo, szczególnie wtedy gdy od wygranej dzieli ich tylko wynik rzutu monetą. A ta, mimo dwóch stron, zawsze wypadnie reszką do góry – o tym będzie przekonany każdy kto zada barmanowi pytanie.

Absolutny must have!

Dobrze skomponowana reklama, z atrakcyjnym hasłem, kupuję to . Tak zareagowałem podczas pierwszego spotkania z reklamą Albatross Towers. Jest naprawdę świetna!

Jej twórcy sięgnęli po popularny temat fashion, pokazując, że o budynkach mieszkalnych można rozmawiać jak o sukienkach, spodniach lub elementach garderoby. Łącząc zestawienie graficzne obrazków (wyglądających jakby właśnie wyszły spod pióra projektanta) z naprawdę ciekawie prezentującym się budynkiem.

bb_listopad

Chwyta i przyciąga oko? Oczywiście, że tak!

Do tego dodane jest hasło, zapewniające odbiorcę o prawidłowym odczytaniu warstwy graficznej. Pojęcie „must have” już na dobre zakorzeniło się w naszej rzeczywistości, łącząc w sobie wszystko co związane ze światem projektantów (nie tylko mody) i sprzedając je jako coś co musimy koniecznie posiadać.

Moim zdaniem, wprowadzając do reklamy trzywyrazowy Absolutny must have  twórcy reklamy ograniczyli grupę docelową swojego produktu. To zarówno wada, jak i zaleta. Minusem jest to, że nie zareagują na nią osoby nie znające języka angielskiego oraz te stroniące od „polsko-angielskich połączeń”. Natomiast plusy to: zwrócenie uwagi Klientów, którzy wymagają czegoś więcej niż zwykłego mieszkania oraz  wyróżnienie produktu, jako tego skierowanego tylko do osób ceniących najnowsze trendy i doskonały design.