Z pianą tak gęstą, jak broda ruskiego bojara – czyli jak nie pisać maili z ofertą


Kontynuując omawianie treści maili, które znajduję u siebie w skrzynce i uważam za antyprzykłady listów z ofertą, dziś przyjrzę się wiadomości otrzymanej w miniony piątek.

Na pierwszy rzut oka rzuca się niechlujstwo piszącego. Ani się ze mną nie przywitał, ani nie napisał skąd ma adres mailowy (dobrze, że choć zaoferował możliwość wypisania się z mailingu). Po prostu, napisał wiadomość, wstawił kilka linków prowadzących do stron znanych mediów, a na koniec wkleił fotografię. Na zdjęciu widać starszego mężczyznę stojącego przy Trabancie, u góry znajduje się logo lokalu.

Jednym słowem, niechlujstwo na całego.

Analogicznie przedstawia się treść listu – choć, przyznam szczerze, że początek bardzo przypadł mi do gustu. Tak bardzo budzi zainteresowanie, że aż chce się wybaczyć nadawcy brak powitania i informacji skąd ma mój adres e-mail.

Z pasji do piwa z pianą tak gęstą, jak broda ruskiego bojara, i pieczonej kiełbasy  browarkowi towarzyszącej zrodziło się nasze dzięcię – [nazwa lokalu].

Prawda, że świetne? Szkoda tylko, że z dziecięcia zrobiono dziecię i zabrakło przecinka po towarzyszącej. Dalej też jest ciekawie.

Nasza lokomotywa i wygodne wagony stoją na stacji [nazwa warszawskiego osiedla], pod mostem [nazwa]. Przepastne cysterny pełne są niemieckiego bier i swojskiego browarka. Jako jedyni w Polsce serwujemy wina Altitude. Piwo na kufle, wino na szklanice, jak drzewiej bywało.

Wielkie brawa dla twórcy treści maila za świetny opis lokalizacji baru, porównanie do pociągu i  mistrzowskie zestawienie niemieckiego i polskiego określenia piwa. Dobra robota. Szkoda, że tak dobry początek został doszczętnie zniszczony.

Pierwsze rzuca się w oczy słowo drzewiej. Ja wiem, że jest ono synonimem dawniej. Ale czy będzie ono znane innym odbiorcom?  Zapytałem moich znajomych o wyjaśnienie znaczenia, na 20 pytań padły tylko dwie prawidłowe odpowiedzi, a 15 osób przyznało, że słowo nie jest im znane. A jak wiemy, nie warto w tego typu komunikatach stosować wyrazów, które mogą zakłócić odbiór.

Dalej pojawia się dziwne zawołanie – zapożyczone z języka harcerzy.

Czuj duch!

Pod nim znajdujemy informację zapisaną bez zwrócenia uwagi na dużą literę:

więcej o nas pod linkiem:

[link prowadzący do strony na Facebooku]

W tym miejscu zamieszczone zostają linki prowadzące do stron Super Expressu, TVN24 i portalu informacyjnego o kulinarnych sekretach stolicy. O ile ten ostatni jest informacją o lokalu, to dwa pierwsze kierują do artykułów o tym jak właściciele lokalu znaleźli stolik z czasów okupacji i przekazali go do muzeum. Adresy poprzedza wprowadzające Piszą o nas:.

Końcówkę listu wieńczy wspomniane zdjęcie starszego mężczyzny, który z dumą prezentuje samochód marki Trabant.

Szkoda, że  tak ciekawie skomponowana połowa tekstu została zmarnowana przez niechlujstwo.  Jednak miejmy nadzieję, że w kolejnych listach autorzy przyłożą się bardziej do zachęcenia do odwiedzenia lokalu. Wtedy z chęcią pojawię się tam.

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podaj wynik: * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.