Archiwa tagu: analiza

(To tylko) zwykłe chipsy – analiza hasła

Kopiowanie wzorów z zachodu często nie opłaca się. Pokazał producent chipsów Pringles. Prawdopodobnie osoba układająca hasło, które pojawiło się w sieci oraz na banerach reklamowych, nie uważała na zajęciach z copywritingu/ języka reklamy/ zajęciach omawiających odczytywanie komunikatów przez mózg. Efekt jej pracy nie przynosi pozytywnych efektów. Już przy pierwszym kontakcie z reklamą umysł odbiorcy odczytuje przekaz w odwrotny sposób.

`Just do eat` czy `just eat`em`? – o to jest pytanie

Zacznijmy jednak od komunikatu w języku angielskim.

Pringles slogan

Wielokrotnie pisałem o tym, że umysł ludzki nie rozumie zaprzeczeń (poniżej zamieszczam prezentację skierowaną do tych czytelników, którzy jeszcze tego nie wiedzą). Najpierw odczytuje całość komunikatu, a dopiero później zajmuje się „NIE”.

W przypadku angielskiego przekazu jest całkiem nieźle. Wpisuje się on w nurt sloganów wykorzystujących „just” – takich jak „Just do it”, „Don’t just book it. Thomas Cook it.” , czy też „Betcha can’t eat just one” . Jako ciekawostkę podam, że ostatnie z wymienionych też reklamowało chipsy.

Jest nieźle, bo podczas pierwszego kontaktu z komunikatami, w umyśle odbiorcy pojawiają się na początku polecenia: “just do it”, “just book it” “betcha eat just one”, w przypadku Pringles” “just eat`em”.

Polska robota – czyli kopiuj, przerób, wklej

Przyjrzyjmy się teraz komunikatowi, który stworzył copywriter z Polski. Dopóki widzimy na stronie takie zdanie:

To nie są zwykłe chipsy… to impreza przy filmie na całego

slogan polska

Możemy ocenić je na dobry+. Bowiem umysł, przy takich komunikatach, skupia się na ostatniej informacji, a trochę mniej uwagi przywiązuje pierwszej. W naszym przypadku poświęca uwagę się na drugiej części – opisującej jak chipsy wpłyną na oglądanie filmów. Kupuję to!

Jednak gdy usuniemy informacje o działaniu produktu, wrzucamy odbiorcę w sam środek wielkiej reklamowej dziury.

chipsy slogan

Ręce opadają. Mijającym eksponowane na ulicy banery zostaje w głowie jeden przekaz:

To są zwykłe chipsy.

Z wielkim podkreśleniem na „zwykłe”, bo w każdej z propozycji to słowo jest wyróżnione w układzie graficznym.

Zainteresował Cię te tekst? Proszę zalakuj go!
Zapraszam Cię do przeczytania jeszcze:

Krystyna Janda nie potrafi pisać maili sprzedażowych

Świat na opak – ćwiczenie rozbudzające kreatywność

Jak pisać o książkach?

Jak zwiększyć wiarygodność? Analiza ulotki

Tematem dzisiejszego wpisu będzie wzbudzenie zainteresowania odbiorcy wraz z budową w jego umyśle obrazu wiarygodności. Przykładem niech będzie ta ulotka.

Spójrzmy jak zwiększyć wiarygodność

Mimo jednego błędu (braku znaku interpunkcyjnego po formule inicjującej), uważam że jest to materiał reklamowy na najwyższy poziomie. Wyjmując ze skrzynki maleńką kartkę byłem przekonany, że jest to ogłoszenie napisane odręcznie przez osobę fizyczną. Nierówny zapis, różnorodna wielkość liter oraz wrażenie naniesienie treści za pomocą długopisu, wzbudziły w moim umyśle poczucie wiarygodności – zachęcające do zapoznania się z informacją. Dopiero po dostrzeżeniu pieczątki widniejącej po drugiej stronie, zrozumiałem, że właśnie wkręciła mnie w swoją akcję firma działająca na rynku nieruchomości.

Nazywa się Dobry Dom i mieści się w samym centrum Białegostoku. Mówią o sobie, że nie są agentami nieruchomości, ale doradcami, którzy analizują rynek nieruchomości pod kątem oczekiwań Klienta, negocjują ceny oraz kontaktują z najlepszymi ekspertami finansowymi. Jak widać, znają się również na reklamie.

Udało mi się porozmawiać z przesympatycznym właścicielem, który opowiedział mi o szczegółach kampanii. Zadbano o każdy szczegół, nawet o papier. Bowiem, nie jest to zwykły papier ksero, ale gorszej jakości, grubszy, sprawiający wrażenie kartki wyrwanej z notesu.

Jedną rzeczą, którą osobiście zmieniłbym w ulotce, jest zastąpienie czerwonej pieczątki odręcznym podpisem lub innym elementem typu numer telefonu (z nierównym podkreśleniem cyfr) lub grafiką w postaci strzałki (cel: zmuszenie do odwrócenia kartki).

Dwie kampanie reklamowe- jeden schemat. Analiza hasła reklamowego portalu

Pod koniec października ruszyła nowa kampania Onetu. Na pierwszy rzut oka materiały promocyjne wyglądają rewelacyjnie. Przyciągają oko grą kolorów, wyróżniają się prostą kompozycją, trafiają do młodszych i starszych odbiorców. Jednak po głębszej analizie, okazuje się, że pod cukierkowym lukrem reklamy nie jest bajkowo.

Chyba najwyraźniejszym, wywołującym gorycz, komponentem jest „pożyczony” szablon. Jak wskazuje w swoim artykule (http://kwiatkowska.natemat.pl/122679,kazdy-ma-swoj-onet) Agata Kwiatkowska, kampania Onetu ma wiele wspólnego z jej pomysłem na „społecznościówkę” promującą problematykę wykrywalności HIV/AIDS. Udowadnia to porównaniem dwóch kampanii.

Żródło: http://kwiatkowska.natemat.pl/122679,kazdy-ma-swoj-onet

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden element– hasło reklamowe.

Każdy ma swój Onet. Odkryj go na nowo.

Na bilbordach ustawionych w przestrzeni miejskiej pojawia się tylko pierwsza część hasła. Jej wadę, pomijam podobieństwo do hasła z kampanii autorstwa Agaty Kwiatkowskiej, dostrzegam w niefortunnym skojarzeniu do przysłowia:

Każdy kij ma dwa końce.

i popularnych wyrażeń:

Każda historia ma swój koniec.

Wszystko ma swój koniec.

Każdy początek ma swój koniec.

Na pewno dostrzegłeś, że występują w nich te same, co w haśle Onetu, słowa: każdy, ma, swój. Takie podobieństwo do znanych odbiorcy haseł i powiedzeń byłoby wielkim plusem przekazu, gdyby nie nazwa portalu, kojarząca się ze słowem koniec. Jeżeli jeszcze jej nie zauważasz, proszę, głośno i szybko przeczytaj kilka razy nazwę portalu. Czy zauważasz, jak podobna jest jego wymowa do tej słowa koniec?

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Witaj szkoło! – czyli reklamowy cios poniżej pasa

Od połowy sierpnia do połowy września, jak co roku, zasypywani byliśmy reklamami związanymi z rokiem szkolnym 2014/2015. Na ulotkach i w gazetkach reklamowych pojawiały się uśmiechnięte od ucha do ucha dzieciaki, mające za zadanie przekonać konsumenta, że tylko tornister z Angry Birds ułatwi dziecku naukę, a najnowszy tablet uchroni przed wbiciem do dziecięcej pamięci tabliczki mnożenia. Krótko mówiąc – znów zapanowała reklamowa sielanka, a w niej perełki takie jak ta:

 

Zaniemówiłem, gdy zobaczyłem po raz pierwszy tę ulotkę. Takiego reklamowego ciosu poniżej pasa dawno nie widziałem.

Przeczytaj: Jak zwiększyć wiarygodność? Ulotka poddana analizie

Nie podoba mi się w niej wykorzystanie maluchów do namówienia do wzięcia pożyczki. Jest to silna reklama, bo postać dziecka zawsze będzie wzbudzała emocje i zachęcała odbiorcę przekazu do działania – na pewno wiedzieli o tym jej twórcy.

Przecież owo zdjęcie można byłoby zastąpić „lżejszym motywem”, na przykład: rodzica odprowadzającego dziecko do szkoły, kompozycją kredek i ołówków (układających się w napis Witaj szkoło!) lub też zdjęciem plecaka, z którego wystają zeszyty i piórnik.

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Storytelling w reklamie – analiza przykładu

Tylko dziewięć! Tyle właśnie słów potrzebował copywriter…

odpowiedzialny za treść reklamy pożyczki, aby zbudować w umyśle odbiorcy dobrą historię. Moim zdaniem to rewelacyjny przykład, udowadniający, że storytelling nie musi charakteryzować się obszerną treścią. Priorytetem jest by reklama mocno oddziaływała na emocje czytającego ogłoszenie. Czytaj dalej

Jeżeli jesteś… – ogłoszenie z wulgaryzmem

Przeglądając ogłoszenia na portalach z ofertami dla freelancerów trafiłem na takie, które mnie poruszyło. Nie było to jednak miłe zaskoczenie. Wręcz przeciwnie, jego jakość od strony kultury oraz poziom komunikacji oceniam jako niedopuszczalne.

Na początku treść ogłoszenia cieszyła oko copywritera poprawnością

Osoba poszukująca agenta koncertowego zaczęła swój anons poprawnie – krótki tytuł, czytelnie wymienione oczekiwania oraz obowiązki. Jednak zniszczyła dobre wrażenie w ostatniej części. Wygląda ona tak:

Pierwsza zasada komunikacji – nie obrażaj, nie wyzywaj, nie poniżaj

Osobiście nie chciałbym współpracować z osobą, która już na pierwszym etapie rekrutacji zaczyna w taki sposób obrażać innych. No i do tego te straszenie! Przecież tak nie wypada! Jestem bardzo ciekaw, ile osób odpowie na ów anons (podczas tworzenia wpisu zainteresowanie wyraził tylko jeden internauta).

Najwyżej w wyszukiwarce – hasło które może zaszkodzić

Jako copywriter bardzo cieszę się z momentów, gdy przeszukując sieć natrafiam na inspirujące reklamy. Jedną z nich jest ta, która promuje ofertę firmy pozycjonującej strony. Zamieszczona była w „boxie z reklamami Google”.

Przeczytaj jak stworzyć hasło reklamowe

Zaczyna się od lecącej rakiety. Pojazd mknie ku górze, mijając umieszczone na kolorowych pasach tła chmury. Towarzyszy mu doskonale skomponowane hasło.

Pojazd przyśpiesza, wyrywa się w górę i znika z pola widzenia. Zostaje hasło, rozszerzony zostaje komunikat, pojawia się wezwanie do akcji. W dolnym lewym rogu znajduje się nazwa firmy.

Krótko, szybko i do tego dużo się dzieje. Jednym słowem rewelacja!… Jednak nie do końca. Reklama ma jeden minus.

Animacja z rakietą pojawia się jeden raz. Później na ekranie widoczne jest tylko hasło. A ono, bez wzbijającego się pojazdu, nie ma takiej siły działania. Odbiorca, który przeoczył start rakiety widzi komunikat i zaczyna się zastanawiać: Umieszczą mnie na najwyższym miejscu w wyszukiwarce, czy może znajdę się tylko w wyszukiwarce i to mogą być z tym problemy ?

Dowiedz się jak tworzyć hasło reklamowe takie jak: NAJWYŻEJ W WYSZUKIWARCE<najwyżej w=”” wyszukiwarce=””>

Pozostawienie hasła bez obrazu i to z tak dwuznacznym przekazem, uważam za bardzo niebezpieczne działanie. Gdyby nie to, powyższą reklamę uznałbym za wzór godny naśladowania.

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Jak sprzedać mieszkanie?

Jak reklamuje się sprzedaż mieszkań? Deweloperzy najczęściej sięgają po sprawdzone rozwiązanie – zwracające uwagę hasło połączone z informacjami kontaktowymi oraz grafiką. Niestety, pod względem tematów graficznych ogłoszenia sprzedawców mieszkań wyglądają niemal identycznie. Wystarczy przyjrzeć się banerom reklamowym, by zauważyć powtarzalność trzech motywów: szczęśliwa kilkuosobowa rodzina, zadowolona para z kluczami, wizualizacja budynku.

Szczerze? Wieje nudą.

Jednak nie wszystkie reklamy firm deweloperskich są nieciekawe. Istnieją również takie kreacje, które wyróżniają się na tle pozostałych.

Czytaj dalej

Nie daj się wydoić

Jak skorzystać z możliwości zaprzeczenia, o którym pisałem w ostatnich postach? Pokażę to na przykładzie, który znalazłem w swojej skrzynce mailowej. Zapraszam do lektury! Czytaj dalej

Kredyt dla biznesu – czyli jak nie pisać maili z ofertą

kredyt dla biznesuNa temat wpadłem w październiku 2013 roku. Wtedy to otworzyłem maila, którego nadawca proponował mi kredyt, zawierającego w swojej treści podstawowe błędy językowe oraz interpunkcyjne. Pomyślałem, że warto omówić zawartość owej wiadomości na blogu, wskazując, w których miejscach należałoby wprowadzić zmiany.

Planując ułożenie poszczególnych fragmentów wpisu zajrzałem na skrzynkę mailową, aby upewnić się, że jest to jedyna wiadomość od tego nadawcy. Jakże zdziwiony byłem odkrywając, że nie jest to pierwszy list elektroniczny z taką ofertą, a adresatem nie jest pojedyncza osoba, ale zorganizowana grupa, korzystająca z tych samych serwerów poczty elektronicznej.

Ważne! Poniższy wpis nie ma na celu oceny działań nadawców maili, wymieniania ich z imienia i nazwiska (każdy z maili zawiera imię i nazwisko adresata oraz dane kontaktowe). Publikując go chcę tylko pokazać jakie podstawowe błędy zostały popełnione, a także skrytykować chałturę jakiej dopuścili się twórcy.

Czytaj dalej

Absolutny must have!

Dobrze skomponowana reklama, z atrakcyjnym hasłem, kupuję to . Tak zareagowałem podczas pierwszego spotkania z reklamą Albatross Towers. Jest naprawdę świetna!

Jej twórcy sięgnęli po popularny temat fashion, pokazując, że o budynkach mieszkalnych można rozmawiać jak o sukienkach, spodniach lub elementach garderoby. Łącząc zestawienie graficzne obrazków (wyglądających jakby właśnie wyszły spod pióra projektanta) z naprawdę ciekawie prezentującym się budynkiem.

bb_listopad

Chwyta i przyciąga oko? Oczywiście, że tak!

Do tego dodane jest hasło, zapewniające odbiorcę o prawidłowym odczytaniu warstwy graficznej. Pojęcie „must have” już na dobre zakorzeniło się w naszej rzeczywistości, łącząc w sobie wszystko co związane ze światem projektantów (nie tylko mody) i sprzedając je jako coś co musimy koniecznie posiadać.

Moim zdaniem, wprowadzając do reklamy trzywyrazowy Absolutny must have  twórcy reklamy ograniczyli grupę docelową swojego produktu. To zarówno wada, jak i zaleta. Minusem jest to, że nie zareagują na nią osoby nie znające języka angielskiego oraz te stroniące od „polsko-angielskich połączeń”. Natomiast plusy to: zwrócenie uwagi Klientów, którzy wymagają czegoś więcej niż zwykłego mieszkania oraz  wyróżnienie produktu, jako tego skierowanego tylko do osób ceniących najnowsze trendy i doskonały design.

Bądź dzielny!

Uwielbiam uczucie, gdy napotykam na reklamę, która zatrzymuje mnie na dłuższą chwilę, każe przyglądać się sobie, analizować hasło, treść, zawartość  graficzną – wtedy to uśmiecham się sam do siebie, wiedząc, że trafiłem na „kreatywną perłę”. Kilka dni  temu znalazłem właśnie taką w skrzynce mailowej.

Jej twórcą jest Mateusz Rosa z gdańskiej drukarni Drukomania.pl. Wygląda ona tak:

KalendarzeDzielne

Zadaniem tej reklamy graficznej jest poinformowanie odbiorcy o usłudze druku kalendarzy trójdzielnych oraz jednodzielnych. Spójrzmy w jaki sposób zostało to zrobione.

Pierwszym elementem, który wpada w oko, jest mężczyzna w krawacie na głowie. Obok biurowego Rambo czają się dwaj inni wojownicy, z których jeden na pewno zna sztuki walki. Widząc taką scenę trudno powstrzymać uśmiech.

Dopełnieniem obrazu jest hasło: Bądź dzielny! Rewelacyjnie wykorzystana gra słów, którą rozumiemy dopiero po przeczytaniu informacji jaką usługę proponuje nadawca maila. Tu chciałbym zwrócić uwagę na siłę hasła. Gdybyśmy pozostawili je samo, razem z tekstem umieszczonym po prawej stronie, kiepsko oddziałałoby na otwierającego maila. Jednak dodanie grafiki, w której tyle się dzieje, nadaje hasłu niesamowitej mocy.

Uznałeś ten tekst za interesujący? Proszę `zalajkuj` go! Z góry dziękuję.

Kreatywna ulotka Stacji Kontroli Pojazdów

Chyba ktoś zgubił dowód rejestracyjny pojazdu– to była pierwsza moja myśl gdy zobaczyłem dokument leżący w skrzynce pocztowej. Następnie pomyślałem, Chwila! Dlaczego ktoś wrzucił „samochodowe papiery” do mojej skrzynki, a nie przekazał właścicielowi?

Wszystko wyjaśniło się gdy wyjąłem przedmiot i otworzyłem pierwszą stronę. Okazało się, że jest to ulotka białostockiej Stacji Kontroli Pojazdów. Zaśmiałem sam się sam do siebie. Udało się Im zwrócić moją uwagę, w taki sposób jaki kocham – wykorzystując wzorowo pełny schemat AIDA (więcej informacji o nim tutaj)

Spójrzmy jak bardzo pomysłowi byli jej twórcy.

 stacjakont

Okładka stylizowana jest na dowód rejestracyjny pojazdu. Tło dokumentu, znak w lewym górnym rogu (w gwiazdy UE zamiast „PL” wpisany jest skrót „BI” – nawiązujący do miasta reklamującego się usługodawcy), poszczególne rubryki wywołują w pamięci odbiorcy wrażenie obcowania z oryginalnym dokumentem. Dopiero po przeczytaniu treści okazuje się, że jest to ulotka.

 stacjakont2

Otwierając jej pierwszą stronę napotykamy na dwa ostatnie elementy modelu AIDA:  wezwanie do działania oraz element wzbudzający pożądanie– obietnicę otrzymania prezentu. Tym ostatnim, po kolejnym rozłożeniu papieru, okazują się…

 stk

…kable rozruchowe. Z boku kreatywny projektant umieścił przejrzystą mapę objaśniającą lokalizację obiektu- element zamykający przekaz informacji.

Choć pomysł jest bardzo interesujący, ulotka ma wadę. Jedną! A jest nią niedokładne pocięcie, które trochę psuje estetykę. Jednak można to wybaczyć twórcom reklamówki.