Archiwa kategorii: przykład

Jak nie pisać maili zachęcających do współpracy – case study

Słowa, słowa, słowa – pisał w Hamlecie Szekspir – a każde z nich kryje w sobie wielką moc. Precyzując, buduje w umyśle odbiorcy określone obrazu, wzbudza konkretne emocje i pobudza do działania. Dlatego należy uważnie pisać, by tekst działał na odbiorcę zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Przyjrzyjmy się jak nie pisać maili zachęcających do współpracy na podstawie materiału, który dotarł do mnie jakiś czas temu.  Poniższe case study jest naprawdę hardkorowe!

Dzień doby z nieśmiałością będziemy Państwa szczepić – case study

List rozpoczyna się zakończoną przecinkiem formułą inicjującą, po której prawidłowo zachowana jest mała litera. Jednak sama treść wstępu budzi copywriterską odrazę.

Dzień dobry,

z dużą nieśmiałością pozwalam sobie Państwa niepokoić i robię to tylko dlatego ponieważ mam głęboką wiarę w to, że skorzystanie z propozycji, którą po przeanalizowaniu wczoraj Państwa strony www chciałabym przedstawić, pozwoli w istotny sposób zwiększyć skuteczność funkcjonowania Państwa firmy w internecie i nadzieję, że pomimo spodziewanej irytacji związanej z otrzymaniem tego maila, uda mi się również w Państwu takie przekonanie zaszczepić.

Jakie rezultaty osiągnął autor listu. Spójrzmy:

Z dużą nieśmiałością – już na początku zostałem poinformowany, że mam  do czynienia z osobą bardzo nieśmiałą. Różnie wyobrażam sobie tą postać, lecz na pewno nie pozytywnie. Widziałem wielu sprzedawców, z których wszyscy nieśmiali przegrywali już na starcie. Bowiem, jeśli ktoś coś sprzedaje, nie może pozwolić na strach, nieśmiałość i podobne zachowanie, gdyż wzbudzi u czytającego/słuchającego/oglądającego niepokój. Żelazna zasada: prezentując ofertę należy robić to ze 100% pozytywnym i pewnym siebie nastawieniem.

spodziewanej irytacji związanej z otrzymaniem tego maila – zapewnienie mnie, że autorka maila spodziewała się wywołania we mnie uczucia irytacji, pozostawię bez komentarza.

takie przekonanie zaszczepić – boję się szczepionek, a więc wywołany w umyśle obraz zadziałał na niekorzyść.

pozwalam sobie Państwa niepokoić – poinformowanie mnie wprost, że będę niepokojony, uruchamia wewnątrz postawę obronną. Przed moimi oczami pojawił się obraz nieśmiałego sprzedawcy, który mnie dręczy… a koszmarna wizja była rozwijana:

Zanim jednak zacznę namawiać na poświęcenie mi 2 minut i przeczytanie tej wiadomości do końca, chciałabym bardzo przeprosić za tę niezbyt grzeczną i trochę nachalną formę kontaktu. Po rozpatrzeniu kilku różnych, bardziej eleganckich możliwości, niestety nic lepszego od napisania do Państwa maila nie przyszło mi do  głowy.

Upewnienie, że mail jest niezbyt grzeczną i trochę nachalną formę kontaktu i niestety nic lepszego nie przyszło do głowy nadawcy, najpierw wywołało na mojej skórze dreszcze, a następnie zapewniło wiadomości omówienie jej treści na tym blogu. Gdy przeczytałem kolejne zdanie, napiszę to szczerze, oplułem ze śmiechu kawą monitor. Okazało się, że mam do czynienia z nagradzaną specjalistką.

Firma, w której pracuję funkcjonuje na rynku marketingu internetowego od wielu lat. Ustrzeliliśmy chyba wszystkie możliwe nagrody w tej branży. To co tworzymy to między innymi:

I tu pojawiła się lista usług. Następnie autorka zaczęła na mnie krzyczeć – wcisnęła Caps locka :

BARDZO CHCIAŁABYM OTRZYMAĆ OD PAŃSTWA SZANSĘ SZCZEGÓŁOWEGO ZAPREZENTOWANIA NASZEJ OFERTY (MAILOWO LUB TELEFONICZNIE).

JEŻELI ZGODZICIE SIĘ PAŃSTWO PRZEZNACZYĆ KILKA MINUT NA ZAPOZNANIE SIĘ Z DEDYKOWANĄ OFERTĄ, TO PROSZĘ O ODPOWIEDŹ NA TEGO MAILA.

Przerażony stwierdziłem, że nie będę odpowiadał.

Jak pisać maile, które sprzedają? – dowiedz się na szkoleniu

Smutnym jest to, że co raz więcej jest takich tekstów, których autorzy, nie znając mocy słów, budują w umysłach odbiorców koszmarne wizje. Zwiększająca się ilość źle napisanych ofert płynie z dwóch źródeł mających swój początek w skąpstwie i oszczędnościach właścicieli firm: wynajmowaniu „copywriterów za złotówkę” oraz „pisaniu samemu, bo copywriter weźmie sporą kasę”. A potem krążą po sieci takie „kwiatki”.

Jeżeli chcesz nauczyć się pisać treści, które sprzedają, zapraszam Cię na moje szkolenia. Więcej informacji znajdziesz w zakładce Szkolenia.

Możesz też sięgnąć po moje książki:

odrzuć szablon[

KUP KSIĄŻKĘ

Dzwonił do nas Twój Facet – hasło reklamowe analiza przypadku

To hasło reklamowe składa się z powyżej siedmiu słów, jednak bije na głowę komunikaty płynące od światowych marek, te nieprzekraczające przyjętej granicy długości.

Dzwonił do nas Twój facet. Powiedział, że możesz kupić co tylko chcesz.

Gdzie tkwi moc przekazu? Szybko można zauważyć, że w magii opowieści. I co ważne, nie jest to storytelling bazujący na prawdziwym zdarzeniu. Wręcz przeciwnie, „myślący” odbiorca uśmiechnie się widząc to hasło reklamowe, potraktuje je jako dobry żart.

Jednak jedna rzecz pozostanie mu w głowie, ostatni fragment komunikatu ( tę część zapamiętuje nasz nieświadomy umysł):

Możesz kupić co tylko chcesz.

I mimo, uśmiechu pod nosem, wywołanego przez zabawne hasło reklamowe, klientki zachodzą do tego sklepu z butami i kupują, co tylko chcą.

Wielkie brawa dla autora komunikatu!

Salon Expert L’Oréal­ – robisz to źle

Kilka tygodni temu otrzymałem od uczestniczki szkolenia z copywritingu informację o kiepskim komunikacie w reklamie firmy Salon Expert L’Oréal Professionnel. Jako dowód przesłała zdjęcie.

Miała rację, to jest bardzo słaby komunikat.

Kolor od fryzjera cię oczaruje a nie rozczaruje – analiza hasła reklamowego

W moim przekonaniu hasło zawiera dwa błędy. Pierwszym jest użycie zaprzeczenia, dość częsty temat moich wpisów – wyjaśniałem zagadnienie  np. tutaj.  Podświadomie odbiorca buduje sobie w głowie wizję rozczarowania.

Drugim błędem jest szyk. Gdyby copywriter, upierając się do pozostawienia negacji w haśle, zmienił szyk na:

Kolor od fryzjera cię nie rozczaruje a oczaruje

przekaz stałby się mocniejszy. Umysł ludzki z szeregu danych zapamiętuje te, które zostały podane jako ostatnie. Pamiętałby oczarowanie, mimo, że wcześniej umieszczona byłaby informacja o zabarwieniu negatywnym. Proste? Bardzo proste!

Postanowiłem odwiedzić stronę internetową salonu. Przywitały mnie na niej cztery hasła, w tym omawiane, przesuwające się na sliderze. Dwa były w porządku – mocne i zachęcające.  Niestety czwarte zawierało te same, omówione powyżej, błędy.

Kolor od fryzjera wzbudzi podziw, nie zdziwienie

Oba hasła reklamowe (OBOWIĄZKOWO!) do poprawki.

Kropka po zwrocie grzecznościowym

Szukając w sieci materiałów dotyczących pisowni listów w administracji państwowej, natknąłem się na perłę epistolarną. Jest nią list dziennikarza Jarosława Kuźniara. Nie dowierzałem temu co widzę. Kilka razy musiałem upewnić się, że autor postawił po formule inicjującej kropkę.

https://www.facebook.com/jaroslawkuzniar/posts/10209386817968447

Śledząc korespondencję w administracji państwowej, na przykład komunikację pomiędzy Prezydentem Andrzejem Dudą a Ministrem Obrony Narodowej Antonim Macierewiczem, którzy zapominają  o ważnej regule obowiązującej w polskiej pisowni:

Po formule inicjującej stawiamy przecinek (a następny wers zaczynamy małą literą) lub wykrzyknik (wówczas kolejny wers rozpoczynamy dużą literą.

mogę usprawiedliwić popełnienie błędu. Rozumiem, że rządzący (niestety) kierowali się zasadami korespondencji anglojęzycznej lub inspirowali się  sposobem rozpoczynania wersu po powitaniu przez szefa ich partii.

Jednak absolwent dziennikarstwa (a jest nim Jarosław Kuźniar) powinien pamiętać, że po zwrocie do odbiorcy, nie stawiamy kropki. Wstyd. Chyba, że Pan Kuźniar czerpie inspirację ze swojego programu, gdzie w nazwie własnej (OnetRANO.) postawiona jest kropka.

Pozwolę jeszcze raz przypomnieć, że zgodnie z tradycją i zasadami interpunkcji po zwrocie grzecznościowym stosuje się wykrzyknik albo przecinek. Na resztę form językoznawcy nie godzą się.

Jak pisać listy, które wpłyną na odbiorcę? O tym piszę w swojej książce. Kup i dowiedz się.

Wybierz albo wypieprzaj – teraz tak wita się klientów

W poprzednim wpisie przedstawiłem treść maila od firmy zajmującej się niemal wszystkim z pogranicza sieci i analogowego biznesu. Przerażony niskim poziomem pracy copywritera, ale zainteresowany co kryje się na stronie www, odwiedziłem witrynę i… dostałem za swoje.

Wybierz coś albo wypieprzaj – głosił napis, podejrzewam, że jest to firmowy slogan. Pod spodem ktoś umieścił jego, napisane odręcznie, rozszerzenie: To nie my napisaliśmy.

Szczerze, czułem się jakbym odwiedzał agencję marketingową dla dresiarzy, w której za chwilę jakiś Sebix zapyta mnie jaki mam problem? Na szczęście nie znalazłem takiego punktu oferty. Zamiast niego widniały standardowe propozycje: tworzenie sklepów internetowych, sprzedaż bazy danych i szablonów Allegro, prowadzenie konta na Facebooku, a nawet rejestracja w GIODO. Wszystko w konwencji „strona zrobiona przez gimnazjalistę”. Nie znam się na grafice, i programowaniu więc nie oceniam szczegółów.

Jednak znam się na copywritingu i wiem, że poniższe fragmenty z oferty prowadzenia konta na Facebooku:

Chcesz tu być?
Chcesz dużo nowych klientów?
Zrobimy profesjonalny FanPage
Zapraszamy.

(…)

Nasza firma stworzy i zajmie się obsługą profilu Twojej firmy na Facebooku, który zapewni jej zwiększenie sprzedaży i wzmocnienie wizerunku. Dzięki skutecznej obsłudze Facebooka ożywi Twój profil, zwiększy jego zasięg, pozyska zainteresowanych i aktywnych fanów oraz stworzy dla niego wspaniałą identyfikację wizualną. Ciekawe grafiki, zaskakujące teksty i posty sprzedażowe pomogą przyciągnąć rzesze fanów i poprawić wizerunek marki. Dzięki dużej grupie osób zainteresowanych Twoimi produktami, łatwiej nawiążesz interakcje z klientami i dotrzesz do nich wraz ze swoją ofertą i usługami.

Prowadzenie Facebooka przez naszą firmę stanie się dziecinnie łatwe. My zadbamy o wszystko, a Ty będziesz mógł patrzeć jak Twoja firma osiąga sukces.

są żenujące i na pewno nie przyciągną żadnego trzeźwo myślącego przedsiębiorcy. No, chyba, że Klient przestraszy się i dostosuje do przytoczonych na początku wpisu słów sloganu reklamowego, wybierając usługę.

Takich perełek jest na omawianej stronie więcej. Świadczą one o marnej jakości warsztacie copywritera i braku znajomości podstaw pisania przekonujących tekstów. Trudno też jest mi uwierzyć w posiadanie przez ową firmę certyfikatu Rzetelna Firma. Dlaczego? Większość firm posiadających dokument prezentuje jego skan. Na omawianej stronie można nadaremnie klikać w obrazek.

Jak zachęcić Klienta do kliknięcia w grafikę? – case study

Jak dobrze wiedzą wszyscy przedsiębiorcy, wykorzystanie elementów graficznych to klucz do podbicia serc przedstawicieli „pokolenia obrazkowego”, a co za tym idzie szansa na sprzedaż produktu. Co jednak zrobić, gdy programy pocztowe często nie wyświetlają załączonych grafik, a my chcemy koniecznie zaprezentować je odbiorcy? Jest na to sposób!

Tym razem klikniesz w przycisk „Pokaż obrazki” – jak zmusić Klienta do wyświetlenia grafiki?

Otrzymałem mail od sprzedawcy artykułów papierniczych – o czym przeczytam informował mnie temat: Czy lubisz ładne papiery i koperty?. Treść standardowej oferty była zgrabnie napisana, z wykorzystaniem języka korzyści;  jedyne potknięcie to nie panowanie nad słowem „nie” (copywriter zastosował je aż 4 razy na 75 wyrazów; to bardzo dużo)– a dobrze wiemy jak działa na umysł. Do tego z boku był zamieszczony obrazek, który nie został wyświetlony przez pocztę.

To co wyróżniało ową propozycję, to rozpoczęcie.  Jak wiedzą czytelnicy mego bloga, wykorzystując AIDA musimy wzbudzić uwagę i zainteresowanie odbiorcy, inaczej może nie przeczytać tekstu. Stąd pojawia się krótkie, wyboldowane zapytanie:

Czy chcesz by Cię zauważono?

Pewnie, że chcę – pojawia się w umyśle odbiorcy  odpowiedź zakończona pytaniem retorycznym – A jaki przedsiębiorca by nie chciał?  I teraz wzrok czytającego trafia na drugie zapytanie, zapisane już bez pogrubienia:

Czy wiesz co tracisz gdy nie oglądasz załączonego obrazka?

Poniżej znajduje się treść oferty, lecz kto by ją czytał! Sam szybko przeskanowałem wzrokiem kilka linijek propozycji, upewniając się, że wiadomość dotyczy artykułów papierniczych i błyskawicznie kliknąłem w obrazek, by zobaczyć co skrywa.

Proste? Super proste działanie, a do tego jak bardzo skuteczne.

Oczywiście, grafika musi być dostosowana do przekazu, a jej treść na tyle atrakcyjna, by odbiorca nie żałował kliknięcia. Jako odbiorca oczekiwałem jakiejś nagrody za to, że zechciałem kliknąć. No i dostałem, kupon uprawniający do podwójnego 15% rabatu.

Chcesz dowiedzieć się więcej jak pisać teksty, które działają na innych. Zajrzyj do mojej książki:

Niby świeży, ale jakiś odgrzewany tren schabowy – Dziadek z Allegro

Kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem pojawił się w sieci spot, który (podobno) poruszył serca Polaków. Stworzony przez agencję reklamową Bardzo materiał wideo opowiada historię dziadka, który uczy się języka angielskiego, by spełnić swoje wielkie marzenie. Wygląda on tak:

Jest on podobny do innego spotu, który od roku omawiam na zajęciach i warsztatach ze storytellingu.

Odnośnie podobieństwa tych dwóch spotów reklamowych pojawiała się w Wirtualnych mediach  wypowiedź Michała Nowosielskiego, byłego dyrektora kreatywny agencji BBDO Warszawa:

Proszę wskazać jakąś różnicę: od pomysłu począwszy – starszy facet uczy się języka, żeby móc zrozumieć syna/wnuczka i w ten sposób sprawić mu radość – a na sposobie opowiedzenia historii skończywszy. Niemal te same ujęcia , muzyka, konkretne winiety, jak np. karteczki. Fakt – w oryginale nie ma sceny w wannie.

Źródło: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/szum-wokol-podobienstwa-reklamy-allegro-do-spotu-whisky-niepotrzebna-burza-w-branzowym-piekielku-opinie#

Różnicę widzą moi studenci, uznający spot Allegro za śmieszniejszy  – ich zdaniem wywołuje więcej uśmiechu niż reklama whisky. Jednak ja jestem zgodny z opinią Pana Michała.

Na tym jeszcze nie koniec. Jak widać w agencji reklamowej Bardzo bardzo lubią inspirację. Bowiem z okazji Dnia Dziadka pojawił się w sieci spot:

Piękny! Doskonale zrobiony jak ten na Boże Narodzenie. Jednak widząc go od razu przywołałem w myślach materiał z Rumunii:

Ten jednak nie przedstawiał po raz pierwszy owej historii. Cztery lata wcześniej opowiadali ją już Grecy:

Wracając do spotów z dziadkiem z Allegro. No cóż, „niby świeży, ale sprawiający wrażenie lekko odgrzewanego” ten schabowy” – bardzo dobrze ogląda się oba spoty, jednak pozostaje pewien niesmak. Taka jest moja opinia po obejrzeniu obu materiałów.

Jak rozpoczynać oferty sprzedażowe? – case study

jak-rozpoczynac-oferteW tym wpisie na warsztat wziąłem ofertę znalezioną trzy tygodnie temu w skrzynce mailowej. Jej autorem jest firma, która nawet nie posiada (na dzień, w którym publikuję ten wpis „Jak pisać oferty sprzedażowe”) własnej strony internetowej. No, ale warsztaty menadżerskie próbują mi wcisnąć. Zobaczmy w jaki sposób.

Jak pisać wstęp oferty sprzedażowej – analiza przypadku

Wiadomym jest, że w reklamie liczy się efekt pierwszego wrażenia. Jeżeli na samym początku nie uda się nam zainteresować odbiorcy, przestanie czytać – a więc stracimy potencjalnego klienta. Dlatego należy zwrócić szczególną uwagę na to, co rzuci się w oczy czytelnikom.

Copywriter odpowiedzialny za treść wiedział, że warto zacząć od pytań, w których będziemy sugerować odbiorcy określone schematy myślenia. Zaczął je zadawać i trochę się zapędził:

Czy wiesz jak zbudować skuteczny zespół i motywować ludzi do osiągania wyznaczonych celów? Co powinieneś przestać robić, a co zacząć, aby osiągać lepsze rezultaty?

Czy wszyscy pracownicy w firmie wiedzą, w jaki sposób i na podstawie jakich kryteriów oceniasz ich prace? Czy potrafisz udzielać im konstruktywnej informacji zwrotnej? Czy dobrze zarządzasz konfliktami w swoim zespole?

Odpowiedzialnie zarządzasz czasem, czy może raczej jesteś tak zapracowany że przeczytanie tego maila stanowi wyzwanie w Twoim napiętym grafiku?

529 znaków ze spacjami robi swoje, w tym na pewno przeraża czytelnika. Choć zdaniem copywritera ma ono na celu potwierdzić profesjonalizm odbiorcy.

Jeśli pozytywnie odpowiedziałeś na każde z powyższych pytań – gratulujemy! Zapewne, jesteś bardzo doświadczonym profesjonalistą, który wie na czym polega zarządzanie.

  lub zachęcić do uczestnictwa w warsztatach.

Jeśli natomiast, chociaż przy jednym pytaniu pojawiły się wątpliwości – pomyśl o rozszerzeniu swoich kompetencji menedżerskich (lub kompetencji Twoich podwładnych) i sprawdź program warsztatów, które rozwijają kluczowe umiejętności menedżera!

Szczerze? Żenada. Materiał jest za długi i posiada zbyt wiele elementów rozkojarzających odbiorcę.

Jak wygląda druga część oferty sprzedażowej?

Druga część jest znacznie lepsza. Pojawiają się w niej obrazki (zabrakło ich w pierwszej części, a warto z nich korzystać, by wzbudzić zainteresowanie czytelnika)i zwięzłe komunikaty, wraz z przekierowującym linkami, a nawet (bardzo wzbudzające wiarygodność tekstu) powoływanie się na sprawdzone źródła.

Jednak i w tej części oferty pojawia się znaczący błąd. Twórca tekstu zamiennie stosuje dwa pojęcia szkolenie i warsztaty. Bowiem, to dwie różne formy nauki. Kiedy w szkoleniach ważniejsza jest osoba trenera (to on przekazuje wiedzę), to podczas warsztatów „akcent zostaje przeniesiony” na grupę (prowadzący przekazuje wiedzę, ale duże znaczenie maja tu wiedza oraz doświadczenie uczestników).

Stąd, gdy widzę w jednym mailu takie komunikaty:

(…)sprawdź program warsztatów, które rozwijają kluczowe umiejętności menedżera!

(…)w odpowiedzi prześlemy Ci jednorazowo szczegółowy program szkolenia! Postaw na rozwój i uzyskaj przewagę! 63% uczestników szkoleń to menedżerowie. (wg badań nf.pl)

czuję dezorientację – do końca nie wiem co oferuje nadawca maila.

Letnie rabaty – case study

Dopóki trwały wakacje, wszystkie informacje o letnich obniżkach oraz gorących rabatach traktowałem jako nieodłączny element sezonowych sprzedaży. Nadeszła jesień. Stąd oczekuję, że na banerach pojawią się spadające jak liście ceny.

Dlatego wielkim zaskoczeniem było spotkanie w chłodny jesienny dzień takiej reklamy.

jak-stworzyc-slogan

Letnie rabaty? Dobrze, można powiedzieć, ale początek jesieni może też obfitować w temperatury kojarzące się z okresem lata. Zgodzę się z tą opinią, ale nadal będę upierał się, że reklama może wywołać niezamierzone skutki.

Wszystko przez słowo letnie. Umysł odbiorcy (szczególnie kinestetyka) może zamiast o rabatach rozgrzanych  letnim upałem, umieścić je w skali różnicy temperatur. A tam letni oznacza coś pomiędzy zimnym a ciepłym. Tym samym odbiorca tworzy obraz, w którym otrzymuje rabat na produkt, ale będzie mierny.

Jak się zabezpieczyć?

Zmodyfikować informację. Na przykład:

Rabaty jak w lato

Rabaty z upalnego lata

Ceny gorące jak w lato

Jednak bezpieczniej, by nie przegadać, jest zastąpić słowo letni innym. Jakim? O tym opowiadam na prowadzonych przeze mnie szkoleniach.  Więcej TUTAJ

Jak pisać o książce? – poziom mistrzowski

jak pisac o książkachRedaktorzy z działów poświęconych kulturze oraz blogerzy książkowi otrzymują mnóstwo informacji o nowościach wydawniczych. Nie przypominam sobie miesiąca bez maila o tym, że kolejna pseudo-gwiazdka z YouTube`a lub aktoreczka jednego serialu wydała książkę. Do tego dochodzą noty prasowe o „czytadłach” i poradnikach. W tym zalewie newsów, każda informacja prasowa o książce wygląda tak samo – na czym tracą wartościowe publikacje, ale to temat na oddzielny wpis.

Wydawnictwa prześcigają się w kreowaniu pięknych maili, zachęcających do zamówienia egzemplarzu recenzenckiego lub wykorzystania wiadomości o premierze w dziennikarskim/blogerskim medium. Większość potrafi to zrobić skutecznie, a wśród nich są tacy marketingowcy, że…

Dobra, bez owijania w bawełnę!

Jeśli nie wiesz jak sprzedać swoją książkę, naucz się tego od Wydawnictwa Znak

Mail otwiera dwuwyrazowy tytuł.

Wydawnictwo przeprasza

Krótko i na temat. Ma na celu zainteresowanie czytelnika. Robi to skutecznie, bo chyba każdy miłośnik literatury z chęcią dowie się, co tym razem zbroili redaktorzy Znaku.

Otwieramy maila i ponownie zostajemy zaintrygowani. Kiedy inni marketingowcy mówią o swoich produktach w superlatywach, twórca wiadomości określa książki ze Znaku – czytelniczymi cegłami.

Szanowni Państwo,

ostatnio do księgarń trafiają same czytelnicze cegły, jak choćby Szczygieł, Shantaram czy Księgi Jakubowe, a jednak nie można obok nich przejść obojętnie.

Drugi akapit jest jeszcze mocniejszy – zawiera przemyślaną ironię i intryguje odbiorcę.

Z ubolewaniem informujemy, że byliśmy zmuszeni wydać kolejne opasłe tomisko, od którego nie sposób się oderwać – Pięć dni ze swastyką. Ten kryminał przyprawił o bezsenne noce Andrzeja Chyrę. Mimo to gorąco go poleca:

Książka Baniewicza jest przewrotna, zaskakująca. Łamie schematy. Nawet dobrzy Niemcy i źli Polacy to już tylko klisza. „Pięć dni ze swastyką” to prawdziwy kryminał, który musi się doczekać ekranizacji. Będzie z tego dobry film!

Druga część maila – w której pojawiają się informacja o książce, jej okładka i CTA

Ironiczny styl, wraz ze znakomitą rekomendacją płynąca z ust świetnego aktora, zmuszają do przyjrzenia się i zapamiętania okładki publikacji, która znajduje się pod nimi. Jeszcze niżej znajduje się opis książki oraz nota o autorze. W tej ostatniej znów powraca ironia:

Artur Baniewicz, rocznik 1963. Z wykształcenia budowniczy domów. Żony, samochodu, jachtu, doga, perskiego kota itp. luksusów nie posiada. Ze sfery fantastyki przeniósł się ostatnio w świat kryminałów.

Całość dopełnia wezwanie do akcji (CalL to action) ze strony redaktora opiekującego się publikacją.

Jeśli ktoś jest gotów narazić się na nieprzespane noce z egzemplarzem recenzenckim proszę o kontakt:

Jak dla mnie mistrzostwo!

Jak sprzedawać kwiaty? Case study z Białegostoku

Kilka miesięcy temu pisałem o tym jak reklamować kwiaty. Jako studium przypadku posłużyło mi, umieszczone na szybie jednej z białostockich kwiaciarni, wezwanie do podjęcia akcji. Więcej o nim przeczytasz TUTAJ.

Dziś przyjrzymy się drugiej reklamie, która pojawiła się na szybie tej samej kwiaciarni. Prezentuje się tak:

copywriting

Jak sprzedawać kwiaty? – case study z Białegostoku

Kartka widoczna jest z daleka, a więc odbiorca zwróci uwagę na nośnik. Wzorowo! Treść również jest prawidłowo rozmieszczona. Na pierwszy rzut oka pada pytanie:

ZIMNO?

Na które odpowiedź brzmi: „Tak! I to bardzo” (dziś w Białymstoku jest pięć kresek poniżej zera). Pozytywny odzew prowadzi odbiorcę do wskazówki w jaki sposób poradzić sobie z mrozem. Jest zawarte w niej zaskoczenie.

KWIATY OCIEPLAJĄ
ATMOSFERĘ

Jednak na tym nie koniec, bo intrygujące rozwiązanie na mroźne dni uzupełnione jest dopowiedzeniem  ukrytym w nawiasie.

(MIĘDZY LUDŹMI)

Całość wizualnie opatrzona jest płatkami śniegu i innymi elementami graficznymi oraz kombinacją zapisu liter. Jest to dowód na to, że twórca reklamy bawił się podczas pracy. Dzięki temu osiągnął zamierzony efekt – na pewno zwrócił uwagę odbiorcy, wyjaśnił mu co ma robić gdy chce „rozgrzać atmosferę w swoim otoczeniu”, a tym samym nakłonił go do podjęcia akcji.

Mistrzowska robota! Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.

Wideo-podziękowania dla rodziców – jak to się robi?

Nie bój się lwa – analiza hasła reklamowego

(To tylko) zwykłe chipsy – analiza hasła

Kopiowanie wzorów z zachodu często nie opłaca się. Pokazał producent chipsów Pringles. Prawdopodobnie osoba układająca hasło, które pojawiło się w sieci oraz na banerach reklamowych, nie uważała na zajęciach z copywritingu/ języka reklamy/ zajęciach omawiających odczytywanie komunikatów przez mózg. Efekt jej pracy nie przynosi pozytywnych efektów. Już przy pierwszym kontakcie z reklamą umysł odbiorcy odczytuje przekaz w odwrotny sposób.

`Just do eat` czy `just eat`em`? – o to jest pytanie

Zacznijmy jednak od komunikatu w języku angielskim.

Pringles slogan

Wielokrotnie pisałem o tym, że umysł ludzki nie rozumie zaprzeczeń (poniżej zamieszczam prezentację skierowaną do tych czytelników, którzy jeszcze tego nie wiedzą). Najpierw odczytuje całość komunikatu, a dopiero później zajmuje się „NIE”.

W przypadku angielskiego przekazu jest całkiem nieźle. Wpisuje się on w nurt sloganów wykorzystujących „just” – takich jak „Just do it”, „Don’t just book it. Thomas Cook it.” , czy też „Betcha can’t eat just one” . Jako ciekawostkę podam, że ostatnie z wymienionych też reklamowało chipsy.

Jest nieźle, bo podczas pierwszego kontaktu z komunikatami, w umyśle odbiorcy pojawiają się na początku polecenia: “just do it”, “just book it” “betcha eat just one”, w przypadku Pringles” “just eat`em”.

Polska robota – czyli kopiuj, przerób, wklej

Przyjrzyjmy się teraz komunikatowi, który stworzył copywriter z Polski. Dopóki widzimy na stronie takie zdanie:

To nie są zwykłe chipsy… to impreza przy filmie na całego

slogan polska

Możemy ocenić je na dobry+. Bowiem umysł, przy takich komunikatach, skupia się na ostatniej informacji, a trochę mniej uwagi przywiązuje pierwszej. W naszym przypadku poświęca uwagę się na drugiej części – opisującej jak chipsy wpłyną na oglądanie filmów. Kupuję to!

Jednak gdy usuniemy informacje o działaniu produktu, wrzucamy odbiorcę w sam środek wielkiej reklamowej dziury.

chipsy slogan

Ręce opadają. Mijającym eksponowane na ulicy banery zostaje w głowie jeden przekaz:

To są zwykłe chipsy.

Z wielkim podkreśleniem na „zwykłe”, bo w każdej z propozycji to słowo jest wyróżnione w układzie graficznym.

Zainteresował Cię te tekst? Proszę zalakuj go!
Zapraszam Cię do przeczytania jeszcze:

Krystyna Janda nie potrafi pisać maili sprzedażowych

Świat na opak – ćwiczenie rozbudzające kreatywność

Jak pisać o książkach?

Jak napisać treść spotu reklamowego?

jak napisać treść spotu reklamowegoJak napisać spot reklamowy? Pytają uczestnicy prowadzonych przeze mnie szkoleń, internauci korzystający z komunikatora online na blogu. Myślę, że muszę na nie odpowiadać tak często, jak na te „jak napisać mowę pogrzebową?”.

Przyjrzyjmy się zatem jak wygląda treść w spocie reklamowym. Zaznaczam, że omówiony przykład prezentuje najprostszą formę jaką można dostarczyć zleceniodawcy. W swojej pracy tworzę bardziej rozbudowane materiały.

Tematem niech będzie produkt na porost włosów ŁysoCi, który kosztuje 1$ i jest dostępny na stronie LysoCi.pl.

Jak napisać treść spotu reklamowego?

W następnym wpisie poświecimy uwagę spotom audio, czyli takim wykorzystującym tylko dźwięk. Dziś weźmiemy na warsztat spoty wideo, gdzie „pierwsze skrzypce” gra obraz.

A skoro obraz, to i storytelling, bo bez niego nie można opowiedzieć ciekawej historii. Dobra opowieść o marce i produkcie to jedyne rozwiązanie by przyciągnąć uwagę odbiorcy.

Interesuje Cię storytelling lub brand storytelling ? Przeczytaj koniecznie inne teksty.

Budując opowieść możemy stworzyć dwa rodzaje świata. Pierwszy to ten idealny, w którym coś zakłóci jego funkcjonowanie, pojawi się problem do rozwiązania lub zjawi się antagonista bohatera. Drugi świat wyróżnia się obecnością zła od początku. Stosujemy go by wzbudzić w odbiorcy opowiadanej historii uczucie przeciwstawienia się, oczekiwania, że zły świat zostanie naprawiony (przez bohatera).

Skorzystajmy z drugiej opcji.

By nie komplikować pracy dokument podzielmy na dwie kolumny, w których będziemy zapisywać co dzieje się na ekranie i co mówi lektor.

didaskalia lektor
Pustynia – panorama. Pojawia się człowiek z włosami. Włosy znikają. Człowiek jest zdziwiony. Pojawiają się miliony łysych mężczyzn, którzy rozpaczają. Powodem rozpaczy są: praca, kobiety i pieniądze. Ponowne pojawienie się mężczyzny. Zbliżenie na jego głowę. Once on the Earth appeared a man … there is a problem in the form of baldness. Every day, millions of bald men lost their jobs, women and lots of money. That’s because they are bald.

Skoro przedstawiliśmy problem, taki z którym może utożsamić się odbiorca, pokażmy i rozwiązanie. Dalej wykorzystujemy storytelling. Informacje przekazywane przez opowieść dają o wiele lepsze efekty niż przedstawienie „suchych faktów” (o tych za chwilę). Bowiem tylko tak możemy pozyskać zainteresowanie odbiorcy.

Najprościej zastosować tu zabieg: przedstawienie szeregu informacji, które zaciekawią odbiorcę, zamknięte pokazaniem nazwy produktu. A jak do tego dołożymy wiadomość o atrakcyjnej cenie …. Działa za każdym razem.

Człowiek uśmiecha się. Nad jego głową pojawia się dymek z komputerem i nazwą produktu.

Człowiek zmienia się w małego, wielkiego, grubego, chudego, ucieka przed Wielkim Potworem Spagetthi, wpada na Lorda Vadera, który mieczem świetlnym wskazuje na jego łysinę.

Until the man invented the Internet and ŁysoCi.pl. If you’re small, big, fat, skinny, do you believe in the Great Spaghetti Monster or Darth Vader, and YOU ARE BALD … check it out!
Włosy odrastają.

 

Pojawia się produkt któremu towarzyszą napisy: Napis <<1 month>> .

Napis <You have our guarantee>,

Napis <only 1$>

With ŁysoCi You will regenerate hair in one month. You have our guarantee! You can buy it on the page ŁysoCi.pl for only 1$

Teraz przyszedł czas na „suche fakty”. Posłużą nam do zwiększenia pożądania przez odbiorcę produktu. Dlatego wybieramy tylko najistotniejsze dane. Robimy to szybko, używając jak najmniej słów – najlepiej od 7 do 10 wyrazów.

Ponownie widzimy naszego bohatera, który trzyma w ręku produkt. Na pytanie <<Do You want a proof?>> kiwa głową.

Pojawiają się dane statystyczne w postaci napisów.

<< 1 000 000 men have already a lush head of hair.>>

<<23% increase was reported in hairdressing industry since we started selling ŁysoCi.>>

 

Bohater łysy zmienia się w bohatera z afro -przypomina Jimmyego Hendrixa.

ŁysoCi was his need to get rid of baldness. Do you want a proof? Listen:

1 000 000 men have already a lush head of hair.

23% increase was reported in hairdressing industry since we started selling ŁysoCi.

1 month – and you have hair like Jimmy Hendrix.

Na koniec wzywamy odbiorcę do podjęcia akcji.

Łysy bohater kiwa głową, wpisuje adres do komputera, z góry spada na niego paczka, wyrastają włosy. Zbliżenie na paczkę produktu. You are interested in?

Type in your browser ŁysoCi.pl. Order product and get hair in one month. ŁysoCi it was his need.

ŁysoCi it is what You need.

Tym samym uzyskujemy prosty scenariusz z didaskaliami i stenogramem lektora, spełniający najważniejszy wymóg tekstów reklamowych – wpisanie treści w schemat AIDA (pisałem o nim TUTAJ).

Storytelling jest priorytetem

Tak jak wskazałem na początku wpisu, przykład jest najprostszą formą skryptu scenariusza reklamy wideo. Wykonując zlecenia najczęściej wybieram inne formy lub bardziej rozbudowuję poszczególne opisy w pierwszej kolumnie, a także zwracam szczególną uwagę na zawartość drugiej kolumny – na to co mówi lektor oraz bohaterowie, dbam o obecność języka korzyści w komunikacie, plus usuwam wszelkie związki wyrazowe oraz słowa, które mogą negatywnie oddziaływać na odbiorcę.

Jedno co łączy prostą formę scenariusza z rozbudowaną jest opowieść. Storytelling jest priorytetem! Myślę, że jest to widoczne w omówionym przykładzie. Bez niego w dzisiejszych czasach nie da się niczego sprzedać. Dlatego musi być odpowiednio dostosowany do oczekiwań odbiorcy – a jak opowiadać o tym w jednym z najbliższych wpisów.

Krystyna Janda nie potrafi pisać maili sprzedażowych

A do tego nie zna zasad polszczyzny!

Przekonał się o tym każdy, kto otrzymał mailing od firmy Rossmann. Zanim omówię jego treść, muszę napisać o fascynacji, którą od lat darzę artystkę.

Bardzo cenię aktorstwo Pani Krystyny oraz to co robi dla polskiej sztuki. Swoją elegancją i sposobem bycia od zawsze wzbudzała we mnie sympatię. Dlatego gdy dowiedziałem się, że nazwisko Jandy uświetni markę kosmetyczną, byłem przekonany o marketingowym strzale w dziesiątkę. Kto jak nie Ona może być świadectwem piękna i kobiecości.

Jednak gdy przeczytałem treść otrzymanej wiadomości, stwierdziłem, że Krystyna Janda nie potrafi pisać maili sprzedażowych, a do tego nie zna zasad polszczyzny, a właściwie… copywriter, który układał treść mailingu. Jest tragicznie! Śmiem twierdzić, że autor nie zna podstaw sprzedaży za pomocą słowa pisanego lub pisał tekst w wielkim pośpiechu. Materiał nie powinien trafić do odbiorców, szczególnie, że podpisuje się pod kampanią osoba z wielkim autorytetem.

Przyjrzyjmy się jak „ekspert” zepsuł treść

Po pierwsze serduszko w formule inicjacyjnej. Mam nadzieję, że jest to znak zastępujący tradycyjny wykrzyknik, bo jeśli zmienia przecinek, to wielość litery rozpoczynającej kolejny akapit ma znaczenie.

Po drugie, zdanie:

Z wielką przyjemnością przedstawiam nową markę kosmetyczną JANDA, której premiera już we wrześniu w Drogeriach Rossmann.

powinno zawierać czasownik określający co dzieje sie z ową premierą. Podpowiem twórcy, że może ona odbyć się, mieć miejsce itp.

Po trzecie, widząc skrót wyrazu numer, pomyślałem: a gdzie zastosowanie małej litery? W takiej formie, do tego zapisany pogrubioną czcionką, wygląda komicznie. Po chwili zrozumiałem. Przecież to nazwa produktu. Dlatego proponuję twórcy/twórcom mailingu wyróżnienie nazwy własnej – a to serduszkiem, a to zmianą koloru czcionki, a to wielkością liter, kursywą itd.

Po czwarte, autor nie zna mocy zaprzeczeń. Dlatego odsyłam go do tej prezentacji, z której dowie się dlaczego

Na nim się nie skończyło…

jest „zdaniem nie na miejscu”.

Ostatnim błędem jest przecinek wieńczący formułę pożegnalną. Nie powinien zostać postawiony, bo świadczy tylko o tym, że osoba pisząca nie zna podstaw interpunkcji oraz mało pisze listów/maili (bo znałaby zasadę i pamiętałaby o niej).

Jak zareklamować kwiaty? – czyli copywriting po białostocku

Białystok, moje rodzinne miasto, to miejsce wyróżniające się ogromną ilością zieleni. Często słyszę od osób odwiedzających stolicę Podlasia opinie: „Ale fajnie! Macie tu tyle drzew, krzewów i trawników. Są dosłownie wszędzie”. Tak, śmiało mogę powiedzieć, zwracamy dużą uwagę na otaczającą nas roślinność.

Dlatego też w mieście nad rzeką Białą znajduje wiele kwiaciarni. W każdej dzielnicy jest ich kilka – dzięki czemu, podczas okresu edukacji, nigdy nie miałem kłopotu z kupnem kwiatów na Dzień Nauczyciela. Jednak duża ilość konkurencyjnych punktów sprzedaży, zmusza właścicieli sklepów z kwiatami do podjęcia działań, które zapewnią im większą ilość klientów.

Copywriter radzi: Jak tworzyć skuteczne hasła reklamowe?

Metod jest naprawdę wiele. Obniżki, atrakcyjny towar, pracownicy posiadający wiedzę na temat hodowli oraz pielęgnacji kwiatów – to wszystko działa i zapewnia kwiaciarniom zyski. Jednak niektórzy sprzedawcy, rozbudzają w sobie ukryte zdolności copywriterskie i …

…tworzą hasła takie jak:

Kwiaty nie rozwiążą Twoich problemów, ale to zawsze dobry początek

Efektywne! Prawda, że nie sposób nie zareagować na nie? Mimo, że jest bardzo długie, działa! Spójrzmy na trzy najważniejsze jego zalety:

  • Ma zabarwienie optymistyczne. Zachęca do zakupów. Obiecuje poprawę.

  • Uczestnicy moich szkoleń i warsztatów wiedzą, że „zaprzeczenia” mają niesamowitą moc. Wielokrotnie pisałem też o tym na blogu, na przykład tutaj. W tym przypadku widzimy prawidłowe zastosowanie negacji. Jak wiemy, umysł ludzi nie rozumie zaprzeczeń stąd

    Nie rozwiążą Twoich problemów

    odczyta jako:

    Rozwiążą Twoje problemy

    a dopiero później zajmie się „nie”. Doskonała robota!

  • Trzecią zaletą jest zapadnięcie hasła w pamięć. Być może odbiorca nie mógł wejść do kwiaciarni, bo śpieszył się do pracy. Jednak opowie o tym co widział swoim koleżankom i kolegom (marketing wirusowy), a gdy kiedyś będzie szukał kwiatów, doskonale przypomni sobie miejsce gdzie widział: Kwiaty nie rozwiążą Twoich problemów, ale to zawsze dobry początek.

Jak pisać o książkach – analiza kilku tekstów z okładek

Dziś przyjrzę się o książkowym blurbom, czyli tekstom umieszczonym na okładkach. Mają one charakter marketingowy. Najczęściej znajdujemy je na czwartej stronie okładki. Jednak należy pamiętać, że znajdujemy je też na jedynce oraz na skrzydełkach publikacji.

Dużo czytam – jest to związane z moją pracą zawodową, prowadzeniem dwóch blogów oraz odwieczną (toksyczną) miłością do słowa pisanego. Dlatego zwracam szczególną uwagę na opisy zachęcające do sięgnięcia po daną publikację. Oczekuję od nich jednego – muszą kusić!. Niestety, czasami napotykam na teksty umieszczone na tylnej okładce, które nie działają prawidłowo pod względem marketingu.

Blurby – jak pisać o książkach

Za przykład wybrałem dwie książki, o których pisałem ostatnio na Bazgrolek.pl (ich blurby charakteryzują się wysoką jakością, ale zawierają też po lekkim zgrzycie), a także tą posiadającą (moim zdaniem) idealne zachęcenie do lektury.

Pierwszą publikacją jest Kanada Richarda Forda. Odwracając książkę znajdujemy taki materiał:

Przyjrzyjmy się mu. Autor rozpoczyna opis w naprawdę ciekawy sposób, od pochlebnego cytatu. Czytając go po raz pierwszy czułem jak przeszywa mnie dreszcz.

Niezwykle sugestywna książka. Zapadającymi w pamięć zdaniami, które oddają zmienność i przypadkowość ludzkiego życia, opowiada o kruchości i samotności istnienia. Bez wątpienia najlepsza z dotychczasowych powieści Forda. Krótko mówiąc – arcydzieło.
Mail on Sunday

Później jest jeszcze lepiej. Kolejny cytat (to on pierwszy, dzięki pogrubionej czcionce, rzuca się w oczy)– słowa rozpoczynające pierwszy rozdział Kanady:

Najpierw opowiem o napadzie dokonanym przez moich rodziców, a później o zabójstwach.

Jako czytelnik rządny powieści, w której rodzice bohatera będą napadać, a później ktoś kogoś zabije, byłem zachwycony tą zapowiedzią i szykowałem się na wyśmienitą literacką przygodę. Przeświadczenie potwierdziły kolejne zdania zapowiedzi:

Rodziców Della Parsonsa do napadu na bank pchnęły błędne myślenie i życiowy pech. Choć nie byli lekkomyślnymi ludźmi, ich działania w jednej chwili na zawsze zmieniły los ich piętnastoletniego syna.

Według mnie po tych dwóch zdaniach powinien zakończyć się opis. No, można byłoby wstawić informację o autorze- biografia, publikacje i inne dokonania. Rozpoczynałbym lekturę wiedząc, że przeczytam o zbrodniach, a samo niedopowiedzenie wzmagałoby czytelniczy apetyt.

Jednak autor opisu wolał opowiedzieć co stanie się dalej. Tym samym przedstawił mi prawie połowę książki. Wolałbym odkryć to samodzielnie, niż dowiadywać się ze blurbowego spoilera.

Gdy rodzice Della trafiają do więzienia, chłopak cudem unika umieszczenia w domu opieki dla nieletnich. Wyrusza przez Montanę na spotkanie nieznanego, aby w końcu wylądować w obcej Kanadzie w hotelu na prerii, zdany na łaskę gwałtownego i zagadkowego Arthura Remlingera. Wkrótce Dell przekonuje się, że nowy świat skrywa własne mroczne tajemnice, a on sam nie jest jedynym, który pozostawił przeszłość po drugiej stronie granicy.

Okładka książki posiada również skrzydełka. Na pierwszym umieszczona została krótka informacja o autorze wraz ze zdjęciem, na drugim kilka cytatów zachęcających do przeczytania. Do nich nie mam zastrzeżeń.

Drugą publikacją jest Kim moglibyśmy być, gdybyśmy nie byli nami Alberta Espinosy. Tekst na czwórce okładki jest idealny. Składa się ze znakomicie dobranego cytatu z powieści:

Niezbyt wierzę w miłość, mocno wierzę w seks.
Jednakże ta dziewczyna miała coś tak dziwnego
w sposobie czekania, tak ustawiała stopy, tak się poruszała,
rozglądała, że obudziła we mnie nowe uczucie.
Nie dostrzegła mojej obecności, nie była świadoma tego,
że ani przez chwilę nie odrywałem od niej wzroku.

Przysłowiowy strzał w dziesiątkę, który przyciągnie i wymagającego czytelnika i miłośników iluś tam twarzy Greya.

Kolejny fragment również zachęca do lektury.

Debiut powieściowy znanego dramaturga, prozaika, reżysera i aktora, nazwanego „Almodóvarem hiszpańskiego teatru”, którego pisarstwo porównuje się do twórczości Harukiego Murakamiego.
Historia surrealistyczna, romantyczna, nasycona magią, miłością i marzeniami, napisana z dużą dozą humoru, której bohaterem mógłby być każdy z nas.

Brawo! Pierwsze zdanie na pewno trafi do miłośników Almodóvara, Murakamiego, a także miłośników teatru. Drugie powinno uderzyć w czytelników szukających określonych tematów, humoru oraz lubujących się w surrealistycznych treściach. No i to porównanie historii bohatera do tej, którą może przeżyć każdy z nas – mistrzostwo! Jako czytelnik i osoba zajmująca się storytellingiem, kupuję to.

Całość kończy zdanie, które upewniło mnie, że Espinosa to pisarz, z którym chcę mięć literacki romans.

NAJLEPIEJ SPRZEDAJĄCY SIĘ AUTOR HISZPAŃSKI 2011 ROKU!

Całość psuje jedno ze skrzydełek okładki. Znajduje się na nim zbyt obszerny opis książki. Naprawdę można było go skrócić, opisując Kim moglibyśmy być, gdybyśmy nie byli nami w sposób taki jak na tylnej części okładki. Umyślnie nie cytuję go, by nie tworzyć spoilerów. Jednocześnie zachęcam do sięgnięcia po książkę.

Najciekawszy blurb – mistrzowski copywriting

Na koniec zostawiłem najlepiej oceniany przeze mnie opis książki. Pochodzi on z publikacji Danego Laferriere Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem? I wygląda tak:

 

Kontrowersyjny tytuł i cytat opisujący przerażająca historię są skonfrontowane z dwuzdaniowym opisem zachęcającym do czytania. Idealnie pasują do klimatu znalezionego na kartach powieści. A o czym jest owa? Zapraszam do sprawdzenia lub śledzenia wpisów na Bazgrolek.pl. Kiedyś tam o niej napiszę.

Kreatywne formy reklamy – druk3d

Wielokrotnie poruszałem na blogu temat kreatywnych reklam. Przyglądałem się konceptom, analizowałem materiał od strony copywritingu oraz skuteczności przekazu. Dziś przyszedł czas na formę.

Druk3d – magia, która zachwyca

Mamy szczęście żyć w czasach, w których można wykreować niemal wszytko – wystarczy tylko pomysł, resztę załatwi sprzęt do druku 3d. Zainteresowany tematem, zwróciłem się do ekspertów z Three Dimensions Lab (to właśnie oni pomogli mi w pełni  zrealizować materiał do wpisu  na Bazgrolek.pl o najnowszej powieści Jacka Dukaja Starość Aksolotla) z zapytaniem o nietypowe, kreatywne formy reklamy 3d.

Odpowiedź otrzymałem momentalnie. Była bardzo obszerna, za co serdecznie dziękuję.

Poniżej znajdują się najciekawsze realizacje Three Dimensions Lab, które wskazują, że nie tylko słowo może zadziałać na Klienta, ale też forma reklamy.

Druk 3d dla użytkowników telefonów komórkowych i książkoholików

Bardzo ciekawym przykładem są popularne case`y na smartfony. Posiadając model obudowy o pożądanych kształcie, użytkownik (świadomy możliwości urządzenia do wytwarzania przyrostowego) jest w stanie nadać mu dodatkowe cechy, na przykład firmowy logotyp lub napis-dedykację. Poniższe zdjęcie przedstawia obudowę na telefon komórkowy- prezent urodzinowy  dedykowany osobie nazywanej przez znajomych Piorunem. Materiał, z którego wykonana jest obudowa, to kompozyt biodegradowalnego tworzywa (PLA) wraz z mączką drewnianą.

Kolejną możliwością wykorzystania druku 3d pod kątem marketingowym są zakładki do książek. Powstają błyskawicznie, są praktyczne i wyglądają niesamowicie.

Druk 3d dla biznesu

Druk 3d wykorzystywany jest również w produkcji wizytówek i breloczków. Co w nich innowacyjnego? Dzięki możliwościom drukarek trójwymiarowych można osiągnąć efekt, o którym typowe drukarnie do tej pory mogły pomarzyć – przekonaj się o tym wpisując w Google Grafika frazę `wizytówki 3d`. Natomiast innowacyjne breloczki z Three Dimensions Lab wyglądają tak:

Zamawiającym była Studencka Fundacja Manus. Przedmioty zostały rozdane wolontariuszom, aby łatwiej odnajdywali swoje klucze (stąd numery na każdym z nich).

Druk 3d dla graczy

Na koniec pozostawiłem przykład, którego marketingową moc zrozumieją tylko osoby zbierające figurki kolekcjonerskie. Wypuszczając na rynek produkt typu gra, film lub książka, warto zainwestować w podarowanie odbiorcy możliwości postawienia na biurku ulubionego bohatera. Tu z pomocą przychodzą możliwości druku 3d. W naszym Kraju po takie rozwiązanie sięgnęło już Allegro oraz Techland. Z ostatnim wymienionych wydawnictw współpracowała firma Three Dimensions Lab. Na potrzeby promocji gry komputerowej Dying Light pomogli dostosować figurki do druku 3d oraz zajęli się tak zwanym wytworzeniem proofów.

 

 

Cena puszczenia oczka

Projektując reklamę, należy pamiętać nie tylko o atrakcyjnej warstwie graficznej, ale też o zwróceniu uwagi na treść. Negatywnym przykładem może być ta z plakatu przedstawionego na zdjęciu.

Copywriting i emotikony

Na początku całość działa wzorowo. Element graficzny w postaci serca, zabawa kolorem i czcionką, slogan, dobór przymiotników – to wszystko porywa oglądającego i zmusza do zapoznania z treścią. Jednak na samym dole, w miejscu gdzie odbiorca otrzymuje informacje o cenie, pojawia się zgrzyt w postaci emotikony.

Już od ;) – czytając ów komunikat wiem, że ktoś puszcza do mnie oczko. W mowie ciała takie zachowanie może być traktowane jako „informacja o zachowaniu tajemnicy”, ale w większości przypadków jest odczytywane jako „to co mówimy jest tylko żartem”. Właśnie w ten drugi sposób ;) odczytywane jest na tym plakacie.

Podobnie wystrzegałbym się innych emotikon, gdy mówię o pieniądzach, nawet tych: :), :D, tak często przez nas stosowanych. Są niebezpieczne. Odbiorca zaczyna czuć, że coś jest nie tak z ceną, ktoś zaczyna z niego żartować .

Nie bój się lwa – analiza hasła reklamowego

Czy hasło reklamowe na poniższym zdjęciu działa poprawnie? Odpowiedź znajduje się we wpisie.

Zwierzę przedstawione na poniższym obrazku zapisało się w kulturze miedzy innymi jako symbol Boga, Jego mocy, męskości, waleczności, tryumfu, dzikości, siły. W bajkach często przypisuje się mu funkcję króla, mądrze rządzącego światem zwierząt. Natomiast w rzeczywistości określany jest jako jeden z najsilniejszych, niebezpiecznych drapieżników, który pozbawił zdrowia i życia wielu myśliwych.

Źródło:http://pixabay.com/pl/lew-kot-du%C5%BCy-drapie%C5%BCnik-safari-515028/

Jak dobrze wiedzą czytelnicy mojego bloga, wszyscy podświadomie  mamy kłopot z komunikatami zawierającymi zaprzeczenie. Widząc owe najpierw analizujemy wyrazy poprzedzające negację, a dopiero na końcu poddajemy analizie ją samą.

Dlatego hasło Nie bój się lwa. Jest odczytywane w taki sposób. Na początku w naszych myślach przywołujemy sylwetkę zwierzęcia z bujną grzywą. O tym, że jest to niebezpieczny drapieżnik, a nie sympatyczny król dżungli, upewnia naszą podświadomość bój się. Dopiero na samym końcu, umysł odczytuje zaprzeczenie.

Wytworzenie w głowie odbiorcy dwóch obrazów zagrożeń – „drapieżnika” + „sugestii strachu” to bardzo kiepski pomysł.

Jak się przed tym zabezpieczyć? Jak zmienić powyższe hasło, tak by działało pozytywnie na odbiorcę? Dowiedz się tego zapisując się na listę mailingową lub skorzystaj z poniższej darmowej opcji Pay with a Tweet.

Jak zwiększyć wiarygodność? Analiza ulotki

Tematem dzisiejszego wpisu będzie wzbudzenie zainteresowania odbiorcy wraz z budową w jego umyśle obrazu wiarygodności. Przykładem niech będzie ta ulotka.

Spójrzmy jak zwiększyć wiarygodność

Mimo jednego błędu (braku znaku interpunkcyjnego po formule inicjującej), uważam że jest to materiał reklamowy na najwyższy poziomie. Wyjmując ze skrzynki maleńką kartkę byłem przekonany, że jest to ogłoszenie napisane odręcznie przez osobę fizyczną. Nierówny zapis, różnorodna wielkość liter oraz wrażenie naniesienie treści za pomocą długopisu, wzbudziły w moim umyśle poczucie wiarygodności – zachęcające do zapoznania się z informacją. Dopiero po dostrzeżeniu pieczątki widniejącej po drugiej stronie, zrozumiałem, że właśnie wkręciła mnie w swoją akcję firma działająca na rynku nieruchomości.

Nazywa się Dobry Dom i mieści się w samym centrum Białegostoku. Mówią o sobie, że nie są agentami nieruchomości, ale doradcami, którzy analizują rynek nieruchomości pod kątem oczekiwań Klienta, negocjują ceny oraz kontaktują z najlepszymi ekspertami finansowymi. Jak widać, znają się również na reklamie.

Udało mi się porozmawiać z przesympatycznym właścicielem, który opowiedział mi o szczegółach kampanii. Zadbano o każdy szczegół, nawet o papier. Bowiem, nie jest to zwykły papier ksero, ale gorszej jakości, grubszy, sprawiający wrażenie kartki wyrwanej z notesu.

Jedną rzeczą, którą osobiście zmieniłbym w ulotce, jest zastąpienie czerwonej pieczątki odręcznym podpisem lub innym elementem typu numer telefonu (z nierównym podkreśleniem cyfr) lub grafiką w postaci strzałki (cel: zmuszenie do odwrócenia kartki).