Archiwa autora: Kuba Sosnowski

Mini-historie: (czy) wszystko zaczęło się od Hemingwaya

Od lat mówią o tym literaturoznawcy, specjaliści od reklamy, osoby, które na dźwięk słowa storytelling dostają pozytywnych dreszczy, a także miłośnicy prozy Ernesta Hemingwaya. Tematem dzisiejszego wpisu będzie najkrótsza i najsmutniejsza historia.

Brzmi ona tak:

For sale: baby shoes, never worn
Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nie noszone

Jej autorstwo przypisywane jest Ernestowi Hemingwayowi, który ponoć napisał ją na skrawku barowej serwetki, tym samym wygrywając 10$.

Wymienieni w pierwszym akapicie specjaliści zachwycają się, a ja wraz z nimi, nad narracją – do opowiedzenia doskonałej historii wystarczyło tylko 6 słów. W głowie odbiorcy rodzi się obraz ogłoszenia w gazecie, a za nim pojawiają się: dziecko, nadzieja, śmierć, rodzinna tragedia, wzburzone emocje, pusty pokój i owa para dziecięcych butów. Przyznaję, że jest to majstersztyk, ale…

Hemingway nie jest autorem tekstu.

Jak wskazuje badacz cytatów (bo tak sam mówi o osobie) Garson O’Toole, w czasach gdy Ernest Hemingway pisał na barowej chusteczce owo opowiadanie, dobrze znane były ogłoszenia o podobnej treści. Wszystko to przez wysoką ilość zgonów małych dzieci.

Badacz, wskazuje, że oprócz ogłoszeń, między innymi pojawił się w prasie artykuł opisujący ową smutną historię, a także mowa o niej w pewnym komiksowym pasku– będącym reklamą gazetowego działu z ogłoszeniami. Co więcej, powstawały na jej temat osobne publikacje.

Skąd więc przypisanie jej Hemingwayowi? Z książki Petera Millera Get Published! Get Produced!: A Literary Agent’s Tips on How to Sell Your Writing. Miller oznajmił w tej publikacji, że dowiedział się o zakładzie Hemingwaya od  wiarygodnej osoby w 1974 roku. I tak to się wszystko zaczęło.

To jeszcze nie koniec „mini-historii”, więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

Pełna moc życia

O Jacku Walkiewiczu i jego książce Pełną moc możliwości pisałem na tym blogu tak:

Bardzo mi się podobała – wiem, że na pewno sięgnę po nią po raz trzeci.[…] to również opowieść o człowieku. Takim jak Ty i ja, który nauczył się jak wykorzystywać to, co go spotyka i cieszyć się z życia.

Nie dość, że przeczytałem książkę trzeci raz, to i wykorzystywałem fragmenty publikacji oraz wideo z TedxWSB (dało początek owej książce) na zajęciach i warsztatach. Dlatego (zachęcony rekomendacją czytelniczki/ka tego bloga)z chęcią sięgnąłem po pierwszą książkę autora – Pełna moc życia. Jest świetna.

Pełna moc życia– „inspirujący kop” do działania

Pod koniec 2016 roku ukazało się wznowienie Pełnej mocy życia.  Wydanie zostało zmienione, ale zawiera w sobie tyle samo pozytywnej energii, co pierwsza edycja książki Walkiewicza.

No i daje „inspirującego kopa” do działania. Miałem przyjemność sprawdzić na samym sobie.  Lekko zmęczony nadmiarem zleceń z zakresu copywritingu, ostrym finiszem w branży szkoleniowej oraz przygotowując się do Świąt, przysłowiowo, ledwo „wyrabiałem się na zakrętach”. Jednak moc Pełnej mocy życia, dała mi siłę, którą wykorzystałem do napisania kilku tekstów do miesięcznika pewnego stowarzyszenia oraz opowiadania – które ukaże się wkrótce w jednej z literackich gazet dostanych w Empikach.

Dlatego rekomenduję publikację.

Pełna moc życia– co może Ci się nie spodobać

Jacek Walkiewicz opowiada w swojej książce o tym jak żyć. Na warsztat bierze marzenia, odwagę, przekonania, wartości, zachowanie w biznesie i w życiu prywatnym oraz zaleca podróżować i czerpać przyjemność z tego co nas spotyka. Tak w skrócie można streścić Pełną moc życia. Wszystko to oparte jest o przemyślenia i doświadczenia życiowe autora.

No dobra, ale przecież o tym pisał w Pełnej mocy możliwości, może zauwazyć czytelnik mojego bloga. Zgadzam się z nim i dodam, że w poszczególnych rozdziałach Pełnej mocy życia  jest też dużo powtórzeń informacji, co więcej autor książki wspomina o tym we wstępie.

Niby ma razić, a nie robi tego.

Bowiem, to co może nie spodobać czytelnikom książki, jest usprawiedliwione. Po pierwsze, Walkiewicz to mówca motywacyjny, a oni tak mają. Po drugie, powtarzanie podkreśla wartość informacji oraz pozwala szybciej zapamiętywać określone dane lub wzorce.

Mimo wspomnianych powtórzeń, Pełną moc życia można przeczytać jednym tchem. Jednak nie polecam tego robić. Dobrze jest poświęcić tej książce dłuższą chwilę – czytać rozdziały pojedynczo, zastanawiać się nad nimi, przetrawiać i wracać co jakiś czas do treści.

Polecam!

Jacek Walkiewicz, Pełna moc życia, Wydanie II, Onepress, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Onepress za umożliwienie przeczytania książki

Niby świeży, ale jakiś odgrzewany tren schabowy – Dziadek z Allegro

Kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem pojawił się w sieci spot, który (podobno) poruszył serca Polaków. Stworzony przez agencję reklamową Bardzo materiał wideo opowiada historię dziadka, który uczy się języka angielskiego, by spełnić swoje wielkie marzenie. Wygląda on tak:

Jest on podobny do innego spotu, który od roku omawiam na zajęciach i warsztatach ze storytellingu.

Odnośnie podobieństwa tych dwóch spotów reklamowych pojawiała się w Wirtualnych mediach  wypowiedź Michała Nowosielskiego, byłego dyrektora kreatywny agencji BBDO Warszawa:

Proszę wskazać jakąś różnicę: od pomysłu począwszy – starszy facet uczy się języka, żeby móc zrozumieć syna/wnuczka i w ten sposób sprawić mu radość – a na sposobie opowiedzenia historii skończywszy. Niemal te same ujęcia , muzyka, konkretne winiety, jak np. karteczki. Fakt – w oryginale nie ma sceny w wannie.

Źródło: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/szum-wokol-podobienstwa-reklamy-allegro-do-spotu-whisky-niepotrzebna-burza-w-branzowym-piekielku-opinie#

Różnicę widzą moi studenci, uznający spot Allegro za śmieszniejszy  – ich zdaniem wywołuje więcej uśmiechu niż reklama whisky. Jednak ja jestem zgodny z opinią Pana Michała.

Na tym jeszcze nie koniec. Jak widać w agencji reklamowej Bardzo bardzo lubią inspirację. Bowiem z okazji Dnia Dziadka pojawił się w sieci spot:

Piękny! Doskonale zrobiony jak ten na Boże Narodzenie. Jednak widząc go od razu przywołałem w myślach materiał z Rumunii:

Ten jednak nie przedstawiał po raz pierwszy owej historii. Cztery lata wcześniej opowiadali ją już Grecy:

Wracając do spotów z dziadkiem z Allegro. No cóż, „niby świeży, ale sprawiający wrażenie lekko odgrzewanego” ten schabowy” – bardzo dobrze ogląda się oba spoty, jednak pozostaje pewien niesmak. Taka jest moja opinia po obejrzeniu obu materiałów.

Szkolenie „Specjalista ds. mediów społecznościowych” – referencje

Uczestnikami szkolenia Specjalista ds. mediów społecznościowych (Specjalista ds. social media) byli zarówno ludzie młodzi, jak tez osoby z większym doświadczeniem zawodowym. W jego trakcie odpowiedzieliśmy sobie na trzy ważne pytania:

Dlaczego warto inwestować w social media?
Jak skutecznie prowadzić profil w mediach społecznościowych?
Czy istnieją język, grafika oraz materiały wideo, które szybko wpłyną na decyzje odbiorcy?

Szkolenie Specjalista ds. mediów społecznościowych zorganizowała suwalska Agencja Rozwoju Regionalnego ARES S.A. Trwało 3 dni, których podsumowanie organizator opisał w ten sposób:

Pan Jakub Sosnowski zrealizował powierzone mu szkolenie profesjonalnie, utrzymując wysoki poziom zarówno merytoryczny jak i organizacyjny. Przekazane wiadomości podczas zajęć były w sposób przystępny i zrozumiały dla uczestników, dzięki wiedzy i doświadczeniu wykładowcy. Przygotowanie merytoryczne trenera oraz forma prowadzenia zajęć została wysoce oceniona przez słuchaczy w ankietach.

Pełna treść referencji dostępna jest TUTAJ Zapraszam do lektury.

Wiersze w „Odrze”

Publikacja w Odrze była moim marzeniem od wielu lat. W końcu je zrealizowałem! W najnowszym (styczniowym) numerze (1/2017) znajdują się wiersze mego autorstwa. Czytać je w TYM piśmie, to dla mnie wielki zaszczyt.

To również wyjątkowa chwila, bowiem od 10 lat nie opublikowałem ani jednego wiersza. Tak wyszło. Mam nadzieję, że kolejną publikację zobaczę szybciej na półce w Empiku, niż w 2027 roku.

Zapraszam serdecznie do lektury styczniowej Odry. Dostępny jest w Empikach lub na tej stronie .

Natomiast lista moich publikacji znajduje się tutaj

Myślenie kreatywne i krytyczne – Pomyśl, zanim pomyślisz

Na początku grudnia, w rozmowie z redaktorem osiedlowej gazety, opowiadałem o prowadzonych przeze mnie zajęciach dla dzieci Projektowanie gier planszowych i karcianych. Padły tam słowa:

W czasach, gdy w modzie są zajęcia taneczne i piłkarskie, warto zainwestować w inne formy rozgrywki. Szczególnie takie, które uczą. W innym razie wyrośnie nam pokolenie przekonane o tym, że doskonale tańczy i gra w piłkę nożną.

Rośnie nam pokolenie, które nie będzie potrafiło samodzielnie myśleć oraz  mające jeszcze większe problemy z komunikacją niż obecni maturzyści. Dlatego należałoby coś z tym zrobić. Znaczącej reformy systemu edukacji jak na razie nie widać na horyzoncie, stąd warto rozpocząć samodzielną pracę z dzieckiem, na przykład ucząc je myślenia kreatywnego i krytycznego.

Co to za sposób myślenia? Rozmawiałem o nich z Dominikiem Sołowiejem  w tym nagraniu.

Myślenie kreatywne i krytyczne – Pomyśl, zanim pomyślisz

Osobom, które szukają źródeł, z których mogą rozpocząć przygodę z myśleniem kreatywnym i krytycznym polecam Pomyśl, zanim pomyślisz Roberta DiYanniego. Dzięki niej można „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”. A to dlatego, że lektura zapewnia dostateczne wyjaśnienie podstaw owych sposobów myślenia i pokazuje jak korzystać z nich w praktyce, a także podaje źródła rozszerzające poszczególne tematy.

DiYanni odwołuje się do mnóstwa źródeł, nowszych i starszych, niemal czyniąc z Pomyśl, zanim pomyślisz hipertekst na miarę słownika (lekko przesadzam pisząc te słowa, ale takie miałem pierwsze wrażenie podczas lektury, gdy zobaczyłem ilość nawiązań).

Publikacja składa się trzech części. DiYanni rozpoczyna od wyjaśnienia czym są oba typy myślenia. Następnie pokazuje jak przemienić się w krytycznego oraz kreatywnego myśliciela, opisuje strategie i zachowania – imponujący fragment książki. Pomyśl, zanim pomyślisz kończą dwa rozdziały odnoszące się do myślenia decyzyjnego i etycznego.

Pomyśl, zanim pomyślisz – kto będzie rozczarowany książką?

Odpowiedź jest prosta. Każdy, kto oczekuje, że po przeczytaniu Pomyśl, zanim pomyślisz będzie momentalnie myślał niczym Sherlock Holmes. Nic z tego. Książka daje możliwość zupełnie nowego otwarcia się na świat, ale tylko osobom zdecydowanym na ciężką pracę.

Nie wystarczy przeczytać Pomyśl, zanim pomyślisz, ale wprowadzić każdą informację z książki do swojego życia, no i pożegnać się ze starym trybem myślenia oraz stylem życia.

Ocena: 9/10

Dziękuję Wydawnictwu PWN za podesłanie książki

Jak rozpoczynać oferty sprzedażowe? – case study

jak-rozpoczynac-oferteW tym wpisie na warsztat wziąłem ofertę znalezioną trzy tygodnie temu w skrzynce mailowej. Jej autorem jest firma, która nawet nie posiada (na dzień, w którym publikuję ten wpis „Jak pisać oferty sprzedażowe”) własnej strony internetowej. No, ale warsztaty menadżerskie próbują mi wcisnąć. Zobaczmy w jaki sposób.

Jak pisać wstęp oferty sprzedażowej – analiza przypadku

Wiadomym jest, że w reklamie liczy się efekt pierwszego wrażenia. Jeżeli na samym początku nie uda się nam zainteresować odbiorcy, przestanie czytać – a więc stracimy potencjalnego klienta. Dlatego należy zwrócić szczególną uwagę na to, co rzuci się w oczy czytelnikom.

Copywriter odpowiedzialny za treść wiedział, że warto zacząć od pytań, w których będziemy sugerować odbiorcy określone schematy myślenia. Zaczął je zadawać i trochę się zapędził:

Czy wiesz jak zbudować skuteczny zespół i motywować ludzi do osiągania wyznaczonych celów? Co powinieneś przestać robić, a co zacząć, aby osiągać lepsze rezultaty?

Czy wszyscy pracownicy w firmie wiedzą, w jaki sposób i na podstawie jakich kryteriów oceniasz ich prace? Czy potrafisz udzielać im konstruktywnej informacji zwrotnej? Czy dobrze zarządzasz konfliktami w swoim zespole?

Odpowiedzialnie zarządzasz czasem, czy może raczej jesteś tak zapracowany że przeczytanie tego maila stanowi wyzwanie w Twoim napiętym grafiku?

529 znaków ze spacjami robi swoje, w tym na pewno przeraża czytelnika. Choć zdaniem copywritera ma ono na celu potwierdzić profesjonalizm odbiorcy.

Jeśli pozytywnie odpowiedziałeś na każde z powyższych pytań – gratulujemy! Zapewne, jesteś bardzo doświadczonym profesjonalistą, który wie na czym polega zarządzanie.

  lub zachęcić do uczestnictwa w warsztatach.

Jeśli natomiast, chociaż przy jednym pytaniu pojawiły się wątpliwości – pomyśl o rozszerzeniu swoich kompetencji menedżerskich (lub kompetencji Twoich podwładnych) i sprawdź program warsztatów, które rozwijają kluczowe umiejętności menedżera!

Szczerze? Żenada. Materiał jest za długi i posiada zbyt wiele elementów rozkojarzających odbiorcę.

Jak wygląda druga część oferty sprzedażowej?

Druga część jest znacznie lepsza. Pojawiają się w niej obrazki (zabrakło ich w pierwszej części, a warto z nich korzystać, by wzbudzić zainteresowanie czytelnika)i zwięzłe komunikaty, wraz z przekierowującym linkami, a nawet (bardzo wzbudzające wiarygodność tekstu) powoływanie się na sprawdzone źródła.

Jednak i w tej części oferty pojawia się znaczący błąd. Twórca tekstu zamiennie stosuje dwa pojęcia szkolenie i warsztaty. Bowiem, to dwie różne formy nauki. Kiedy w szkoleniach ważniejsza jest osoba trenera (to on przekazuje wiedzę), to podczas warsztatów „akcent zostaje przeniesiony” na grupę (prowadzący przekazuje wiedzę, ale duże znaczenie maja tu wiedza oraz doświadczenie uczestników).

Stąd, gdy widzę w jednym mailu takie komunikaty:

(…)sprawdź program warsztatów, które rozwijają kluczowe umiejętności menedżera!

(…)w odpowiedzi prześlemy Ci jednorazowo szczegółowy program szkolenia! Postaw na rozwój i uzyskaj przewagę! 63% uczestników szkoleń to menedżerowie. (wg badań nf.pl)

czuję dezorientację – do końca nie wiem co oferuje nadawca maila.

Letnie rabaty – case study

Dopóki trwały wakacje, wszystkie informacje o letnich obniżkach oraz gorących rabatach traktowałem jako nieodłączny element sezonowych sprzedaży. Nadeszła jesień. Stąd oczekuję, że na banerach pojawią się spadające jak liście ceny.

Dlatego wielkim zaskoczeniem było spotkanie w chłodny jesienny dzień takiej reklamy.

jak-stworzyc-slogan

Letnie rabaty? Dobrze, można powiedzieć, ale początek jesieni może też obfitować w temperatury kojarzące się z okresem lata. Zgodzę się z tą opinią, ale nadal będę upierał się, że reklama może wywołać niezamierzone skutki.

Wszystko przez słowo letnie. Umysł odbiorcy (szczególnie kinestetyka) może zamiast o rabatach rozgrzanych  letnim upałem, umieścić je w skali różnicy temperatur. A tam letni oznacza coś pomiędzy zimnym a ciepłym. Tym samym odbiorca tworzy obraz, w którym otrzymuje rabat na produkt, ale będzie mierny.

Jak się zabezpieczyć?

Zmodyfikować informację. Na przykład:

Rabaty jak w lato

Rabaty z upalnego lata

Ceny gorące jak w lato

Jednak bezpieczniej, by nie przegadać, jest zastąpić słowo letni innym. Jakim? O tym opowiadam na prowadzonych przeze mnie szkoleniach.  Więcej TUTAJ

Aktualności

1.
Właśnie ruszyła odświeżona strona KubaSosnowski.pl. Znajdują się na niej najważniejsze informacje opisujące moją osobę. Uzupełniają je treści z TwitteraLinkedIn oraz GoldenLine. Zapraszam do śledzenia, lajkowania, dodawania do znajomych.

2.
Na iTunes oraz Soundcloud ruszył podcast Storytelab.pl. W poszczególnych odcinkach rozmawiam z Dominikiem Sołowiejem o storytellingu, marketingu i książkach. Zapraszam do wysłuchania.

Adresy:
SoundCloud

iTunes

3.
NapiszTekst objął kolejny patronat nad książką. I to jaką!

Jaminikarium to kolejna książka Agaty Tuszyńskiej (pisarki, poetki, reportażystki, autorki bestsellerowych biografii I.B. Singera, Ireny Krzywickiej, Wiery Gran, narzeczonej Bruno Schulza, a także autobiograficznych: Rodzinnej historii lęku i Ćwiczeń z utraty). 
 
Jest tez miłośniczką psów, szczególnie jamników.  Właśnie tej rasie czworonogów poświęcona jest jej najnowsza książka, a konkretnie jamnikolubstwu. Bo co łączy Picassa, Czechowa i Marlona Brando, królową Wiktorię, Marilyn Monroe i Coco Chanel? Uwielbienie dla jamników! Warhol i Hockney, Fałat i Potworowski cierpieli na podobną skłonność. Także K.K. Baczyński i Stanisław Lem, Jerzy Waldorff i Sławomir Mrożek… Dotknięta nią była również Michalina Wisłocka, Beata Tyszkiewicz i Monika Żeromska. I wielu, wielu innych.
 
Co sprawia, że uzależniali się od jamników? Dlaczego zwykle nie poprzestawali na jednym? Odpowiedź już  28 września.

Mowa pogrzebowa czy toast weselny?

Na pierwszej stronie dzisiejszego wydania Gazety Współczesnej znajduje się tekst opisujący czym zajmuję się zawodowo. Jest to zapowiedź wywiadu, który ukaże się w piątkowym magazynie.

Dzisiejszy materiał poświęcony jest mowom pogrzebowym – jako że te cieszą się coraz większą popularnością wśród Polaków. Wyjaśniam też, które mowy pogrzebowe pisze się łatwiej i dlaczego. Zapraszam do lektury

copywriter_współczesna

Numer Gazety Współczesnej można zakupić http://www.prasa24.pl/gazeta/gazeta-wspolczesna/2016-07-26,dw.html

Strona Gazety Współczesnej: http://www.wspolczesna.pl/

A w zakładce REFERENCJE…

Właśnie pojawiły się referencje od Studia Dźwięku „Armata”. Ich treść brzmi:

Nasza współpraca z Jakubem Sosnowskim dotyczy tworzenia scenariuszy spotów reklamowych. Jakub jako doświadczony copywriter oraz storyteller dostarcza naszym Klientom ciekawe scenariusze, odznaczające się skutecznymi treściami sprzedażowymi. Po prostu, potrafi dobrze opowiadać!
Gorąco polecamy Państwu współpracę z Jakubem.

Bardzo dziękuję!

Dokument znajduje się w zakładce Referencje

Jak pisać o książce? – poziom mistrzowski

jak pisac o książkachRedaktorzy z działów poświęconych kulturze oraz blogerzy książkowi otrzymują mnóstwo informacji o nowościach wydawniczych. Nie przypominam sobie miesiąca bez maila o tym, że kolejna pseudo-gwiazdka z YouTube`a lub aktoreczka jednego serialu wydała książkę. Do tego dochodzą noty prasowe o „czytadłach” i poradnikach. W tym zalewie newsów, każda informacja prasowa o książce wygląda tak samo – na czym tracą wartościowe publikacje, ale to temat na oddzielny wpis.

Wydawnictwa prześcigają się w kreowaniu pięknych maili, zachęcających do zamówienia egzemplarzu recenzenckiego lub wykorzystania wiadomości o premierze w dziennikarskim/blogerskim medium. Większość potrafi to zrobić skutecznie, a wśród nich są tacy marketingowcy, że…

Dobra, bez owijania w bawełnę!

Jeśli nie wiesz jak sprzedać swoją książkę, naucz się tego od Wydawnictwa Znak

Mail otwiera dwuwyrazowy tytuł.

Wydawnictwo przeprasza

Krótko i na temat. Ma na celu zainteresowanie czytelnika. Robi to skutecznie, bo chyba każdy miłośnik literatury z chęcią dowie się, co tym razem zbroili redaktorzy Znaku.

Otwieramy maila i ponownie zostajemy zaintrygowani. Kiedy inni marketingowcy mówią o swoich produktach w superlatywach, twórca wiadomości określa książki ze Znaku – czytelniczymi cegłami.

Szanowni Państwo,

ostatnio do księgarń trafiają same czytelnicze cegły, jak choćby Szczygieł, Shantaram czy Księgi Jakubowe, a jednak nie można obok nich przejść obojętnie.

Drugi akapit jest jeszcze mocniejszy – zawiera przemyślaną ironię i intryguje odbiorcę.

Z ubolewaniem informujemy, że byliśmy zmuszeni wydać kolejne opasłe tomisko, od którego nie sposób się oderwać – Pięć dni ze swastyką. Ten kryminał przyprawił o bezsenne noce Andrzeja Chyrę. Mimo to gorąco go poleca:

Książka Baniewicza jest przewrotna, zaskakująca. Łamie schematy. Nawet dobrzy Niemcy i źli Polacy to już tylko klisza. „Pięć dni ze swastyką” to prawdziwy kryminał, który musi się doczekać ekranizacji. Będzie z tego dobry film!

Druga część maila – w której pojawiają się informacja o książce, jej okładka i CTA

Ironiczny styl, wraz ze znakomitą rekomendacją płynąca z ust świetnego aktora, zmuszają do przyjrzenia się i zapamiętania okładki publikacji, która znajduje się pod nimi. Jeszcze niżej znajduje się opis książki oraz nota o autorze. W tej ostatniej znów powraca ironia:

Artur Baniewicz, rocznik 1963. Z wykształcenia budowniczy domów. Żony, samochodu, jachtu, doga, perskiego kota itp. luksusów nie posiada. Ze sfery fantastyki przeniósł się ostatnio w świat kryminałów.

Całość dopełnia wezwanie do akcji (CalL to action) ze strony redaktora opiekującego się publikacją.

Jeśli ktoś jest gotów narazić się na nieprzespane noce z egzemplarzem recenzenckim proszę o kontakt:

Jak dla mnie mistrzostwo!

Szkolenie w Zespole Szkół Technicznych – media społecznościowe, copywriting i storytelling

Fragment treści referencji otrzymanych od Dyrekcji Zespołu Szkół Technicznych w Białymstoku:

Zdajemy sobie sprawę, że postęp technologiczny wymusza na firmach i instytucjach

wykorzystanie nowoczesnych kanałów komunikacji związanych z Internetem. Dlatego postanowiliśmy skorzystać z umiejętności Dominika Sołowieja oraz Jakuba Sosnowskiego. Trenerzy mieli za zadanie przybliżyć młodzieży oraz nauczycielom techniki tworzenia materiałów, które zainteresują nawet wymagającego odbiorcę.

Dominik Sołowiej przygotował warsztaty, podczas których opowiadał o obrazie, pracy z kamerą, a na koniec zrealizował wspólnie z uczniami nagrania rozmów z podlaskimi przedsiębiorcami. Jakub Sosnowski zajął się warstwą tekstową, językiem perswazji i storytellingiem. Każde spotkanie z nim było podzielone na dwie części. W pierwszej opowiadał o komunikacji  w mediach społecznościowych, a w drugiej omawialiśmy treści zawarte na naszej stronie FB.

Gorąco polecamy współpracę z Dominikiem i Jakubem.

Dziękuję bardzo!

Śmierć i Story Cubes

story cubes & deathWAŻNE! Szukasz specjalistów, którzy przeprowadzą zajęcia ze Story Cubes? Koniecznie zadzwoń (502 413 496) lub napisz (kontakt@storytelab.pl)

Jedna z placówek wychowawczych w Polsce. Spora grupa uczniów szkoły podstawowej siedzi w kręgu razem z nimi piątka nauczycieli. Wchodzi szósta dorosła osoba . Wyjmuję kostki, szybko tłumaczę zasady, zaczynamy grę. W trakcie zabawy ze Story Cubes orientuję się, że jest coś nie tak z dwiema dziewczynkami.

Opowieści, które straszą małe dzieci – kości Story Cubes

Snute opowieści wypełnili pozytywni bohaterowie, ale też pojawiały się czarne charaktery i makabryczne zdarzenia, czasami siał się trup. Tu należy podkreślić, że wykonywane ćwiczenie wiązało się z kreatywnym myśleniem – uczestnicy wprowadzali do opowieści własne fragmenty współtworzące całość. Stąd opisy rodem z powieści Stephena Kinga pojawiały się bo taka była koncepcja autora.

Elementy strachu wprowadzały dzieci, najczęściej chłopcy, ale też szósty dorosły. Nie rozumiem dlaczego, to robił. Jako opiekun grupy małych dzieci, na pewno nie mówiłbym o krasnoludkach więżących i zabijających królewnę itp. Jako przeciwnik tego typu opowieści, szybko je moderowałem, jednak nie do końca skutecznie.

Bowiem, kończąc zajęcia ze Story Cubes uzyskałem informacje zwrotne, że zabawa nie przypadła do gustu. Wspomniane dwie dziewczynki, na początku– z powodu obecności grupy– nie chciały odpowiedzieć dlaczego nie podobały im się kostki. Jednak po chwili uzyskałem odpowiedź – bo opowieści były straszne.

Jak opowiadać o śmierci? – kości Story Cubes

Opisując powyższą historię, nie miałem na myśli odradzania układania przerażających historii. Wręcz przeciwnie – posiadam nawet dodatek Strachy, który króluje na moich autorskich zajęciach  Projektowanie gier planszowych i karcianych (Dzieci go bardzo lubią, stawiając na równi z Bajkami oraz Galaktyką). Opowiadać o śmierci, strachu, źle można, ale zachowując rozwagę i z rozsądkiem.

Horror na pewno będzie kłopotliwy w dużej grupie kilkulatków. Trudno ocenić jak zachowają się jednostki. Jednak świetnie sprawdza się w małej 4-5 osobowej – nawet jeśli należą do niej dziecko bardzo odważne i kreatywne oraz dziecko nieśmiałe, bardzo emocjonalne i przeżywające każde podjęte działanie. Należy tylko moderować, wyjaśniać, wprowadzać elementy komizmu oraz reagować gdy poszczególne jednostki mogą zacząć się bać.

Odnośnie liczniejszych grup, warto wprowadzić na spotkaniach czarnych charakter lub zagrożenie, by móc pokazać walkę dobra ze złem lub zmotywować do dyskusji na tematy trudne.

Chcesz poczytać więcej artykułów o Story Cubes? Kliknij w TEN LINK.

Rekiny biznesu w mediach – sztuka tworzenia profilu publicznego

Medialne lwy dla rekinów biznesu czytałem z ogromnym zafascynowaniem. Nadal nie zmieniam opinii – opublikowanej tutaj – ta książka to obowiązkowy „must have”. A jak jest z drugą częścią pod tytułem Rekiny biznesu w mediach?

Po rozmowie z Henryką Bochniarz odłożyłem książkę na dwa tygodnie

rekiny-okladka(1)Zaczęło się niewinnie. Chwyciłem Rekiny biznesu w mediach i z przyjemnością zanurzyłem się w pierwszym rozdziale Humanistyka w wizerunku. Z przyjemnością, bo Aleksandra Ślifirska potrafi znakomicie pisać. Jednak czytelnicze niebo trwało tylko chwilę. Potem nastąpiły rozdziały, w których autorka zaczęła uzyskiwać odpowiedzi na zadane przez siebie pytania. I trafił mnie szlag.

Rozpocząłem od wywiadu z Rafałem Brzoską, by przekonać się co ma do powiedzenia osoba stojąca na czele InPost, firmy która, a to dla mnie, a to dla kogoś z rodziny lub bliskich, co jakiś czas „wytnie numer z przesyłką”. Zapewne rozmówca Aleksandry Ślifirskiej jest kreatywną postacią i potrafi zadbać o swój PR, ale kilka tez wypowiedzianych w Rekinach Biznesu nie ma pokrycia w działaniach jego  pracowników. Ogólnie rozmowę określę jako średnią, ale nie tak bardzo kiepską, jak ta z Henryką Bochniarz. Po jej lekturze odłożyłem książkę na dwa tygodnie.

Na szczęście wróciłem do niej. Opłacało się.

Rekiny biznesu w mediach – wiem, że ponownie przeczytam tę książkę

Ślifirska w swojej publikacji zamieściła rozmowy z takimi jak Piotr Voelkel, dr Irena Eris, Jacek Santorski, czy Rafał Bauer. I to są dopiero rozmowy z tytułowymi rekinami. Wiedza, którą przekazują, w sposób łatwy i przyjemny, na 100% przyda się każdemu, kto zajmuje się PR i komunikacją. Jest i humor i ostrzeżenia w jaki sposób tworzyć profil publiczny.

Bardzo się cieszę, że nie porzuciłem lektury.

Najbardziej przypadł mi do gustu rozdział Piękno. W nim to dr Irena Eris opowiada nie tylko jak tworzy własny obraz lidera biznesu, ale szczerze wypowiada się o działaniach z zakresu PR firmy i budowaniu marki. W sumie, dla tego fragmentu publikacji, warto ją zakupić… no, i dla pewnego cytatu.

Na tym blogu, gościły recenzje książek, których autorzy piszą i szkolą z tematów „jak być bogatym” oraz „jak zrobić biznes”. Lubię je czytać, bo wielu znajduję  źródło cennych informacji, które przekształcam i wprowadzam do swoich działań. Jednak podzielam pogląd dr Ireny Eris, że publikacje mogą stanowić źródło kłopotu – szczególnie dla młodych lwiątek i rekinków biznesu.

Sukces osiąga się nieustannie próbując, znaleźć różne rozwiązania, w tym te niestandardowe. Czytając książki „Jak być bogatym?”, „Jak zrobić biznes” zawężamy swoje myślenie. W każdej dziedzinie, w której się działa i która sprawia przyjemność, potrzebny jest jeszcze szósty zmysł, talent, wyczucie, czyli to, co nas prowadzi i sprawia, że chce się nam dalej działać. dr Irena Eris

Ma rację, nieprawdaż?

Rozdział zamykający publikację dotyczy projektowania profilu publicznego. Jest on esencją umiejętności autorki. Z jednej strony to podsumowanie, z drugiej materiał zmuszający do odpowiedzi na pytania, bardzo konkretne pytania. Myślę, że czytelnik, który przyłoży się do wnikliwej lektury oraz udzieli szczerych odpowiedzi, ma szansę stworzyć rewelacyjny profil publiczny.

Ocena Rekiny biznesu w mediach – sztuka tworzenia profilu publicznego

Gdyby nie wspominane pierwsze rozmowy oceniłbym tę książkę, tak samo jak Medialne lwy. W zaistniałej sytuacji, mimo, że będę korzystał z książki w przyszłości, wystawiam tylko:

Ocena: 7/10

Aleksandra Ślifirska, Ocena Rekiny biznesu w mediach – sztuka tworzenia profilu publicznego, PWN, 2016

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Dziękuję!

 

Pomóż kotom – Mafia w sieci i Podstawy pisania przekonujących tekstów

Dziś dołączyłem do tej akcji – wystawiając aukcję z moją pierwszą książką, Licytacja zaczyna się od 1 zł.  Cel wiadomy (a jak nie to przybliży go w filmie Piotr Cyrwus). Zapraszam do licytacji.

LINK: http://charytatywni.allegro.pl/sosnowski-podstawy-pisania-przekonujacych-tekstow-i3099557

 

Symbol tego, jak można rozumieć patriotyzm


Uwaga! Autor nie wyraża  w treści swoich poglądów i sympatii politycznych. Publikacja stanowi tylko analizę przypadku  z zakresu storytellingu i narratologii.

KOD trawnik

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19759661,to-zdjecie-wiele-mowi-o-manifestantach-kod-z-pewnoscia-szanuja.html

Wczoraj na stronie Gazeta.pl pojawiło się zdjęcie przedstawiające uczestników demonstracji KOD, którzy nie depczą trawnika. Artykuł opatrzono tytułem, który można byłoby trochę skrócić lub napisać w bardziej atrakcyjny (marketingowo) sposób: To jedno zdjęcie wiele mówi o ludziach chodzących na protesty KOD, a w leadzie autor zamieścił taką informację:

To zdjęcie to jeden z symboli tego, jak można – wybaczcie górnolotny ton – rozumieć patriotyzm. Bo to nie tylko wielkie hasła, ale i szacunek do otoczenia, np. do zieleni.

Wiadomość wraz z dokumentują patriotyzm KOD`u fotografią szybko obiegła media. Sympatyzujący z KOD`em użytkownicy Facebooka udostępniali ją na swoich profilach, dostrzegli ją ją również antagoniści. I wszystko byłoby w najlepszym porządku, kupiłbym tę informację, uznał ją za idealną, budującą mocną narrację o grupie niezadowolonych Polaków, szanujących otoczenie. Gdyby nie takie obrazki:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19759661,to-zdjecie-wiele-mowi-o-manifestantach-kod-z-pewnoscia-szanuja.html

Źródło:http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19759661,to-zdjecie-wiele-mowi-o-manifestantach-kod-z-pewnoscia-szanuja.html

Źródło: Pyta.pl

Źródło: Pyta.pl

Powyższe materiały, przedstawiające uczestników demonstracji KOD stojących na trawie, można szybko znaleźć w sieci. Stanowią one dowód, że uczestnicy nie do końca są „kochającymi zieleń obrońcami” i całą narrację „trafia szlag”. Oczywiście można ich bronić słowami Stanisława Skarżyńskiego (cytowanego w artykule):

Ileś tam osób po trawniku oczywiście przeszło, ale były to jednostki – natomiast tłum ewidentnie rozdzielał jakiś niewidoczny nakaz poszanowania tego skrawka zieleni.

Jednak ów zakaz jest przestrzegany tylko niekiedy i dotyczy niektórych trawników. Poniższe zdjęcie pochodzi z tej samej manifestacji, w której uczestniczyli miłośnicy zieleni.

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19758434,prawda-czasu-prawda-ekranu-jak-operator-wiadomosci-musial.html

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19758434,prawda-czasu-prawda-ekranu-jak-operator-wiadomosci-musial.html

A już na wschód od Wisły manifestujący lubią w większym gronie podeptać zieleń przez cały czas trwania protestu. Pokazały to relacje ze styczniowych protestów.

https://www.youtube.com/watch?v=hFWQoNTzNtM

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=hFWQoNTzNtM

Odradzam taki sposób budowania narracji. Bowiem szybko znalezione zaprzeczenia, dowody negujące, błyskawicznie niszczą opowieść. Ta traci wiarygodność i (zamiast służyć) zaczyna przeszkadzać.

Publikację zdjęcia z informacją o „patriotyzmie” uważam za małe potknięcie, które nie zaszkodzi dalszej działalności Komitetu. Jednak może stanowić kolejny argument dla opozycji KOD`u.

Jak budować działające na odbiorcę opowieści – o tym na szkoleniu Storytelling.

 

Aktualności

1)
Kilka tygodni temu pojawiła się na rynku książka Joanny M. Chmielewskiej Pod Wędrownym Aniołem. NapiszTekst jest patronem medialnym tej książki. O czym ona jest i dlaczego warto ją przeczytać piszę na Bazgrołku.

 

2)
W styczniu ruszył oficjalnie projekt, którego współtwórcą jest również Dominik Sołowiej, Storytelab. Zajmuję się w nim copywritingiem oraz działaniami z zakresu Public Relations. Projekt skierowany jest do osób prowadzących działalność gospodarczą, średnich i wielkich firm oraz instytucji publicznych, które potrzebują porad z zakresu promocji, działań marketingowych oraz efektywnej komunikacji w sieci.

Dużą wagę przykładamy do storytellingu (marketing narracyjny, brand storytelling), wiedząc z doświadczenia jak wielką moc sprawczą ma dobrze opracowana historia.

Oficjalna strona projektu: Storytelab