Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

Wideo-podziękowania dla rodziców – jak to się robi?

Z racji, że jedną z propozycji w mojej ofercie jest tworzenie mów weselnych, życzeń, podziękowań i toastów, na bieżąco śledzę rynek usług weselnych. Od ponad roku na dobre zagościły tam wideo-podziękowania dla rodziców.

Spójrzmy na przykład:

Zwróciłem się do bohaterów tego filmu z pytaniami o kulisy powstania podziękowań wideo oraz jaka była rekcja Ich Rodziców.

Nastawiali się na kwiaty i Wspaniałych rodziców mam, a tu taka niespodzianka… wideo-podziękowania

Jakub: Bardzo fajny materiał. Skąd pomysł na taką formę podziękowań?

Joanna: Tego typu podziękowania są coraz bardziej popularne w sieci. Bardzo nam się podobały, dlatego powiedzieliśmy sobie: musimy też takie mieć na naszym weselu, przecież to będzie wspaniała pamiątka dla nas i bardzo oryginalna niespodzianka dla Rodziców.

Jakub: Na pewno byli zaskoczeni?

Joanna: Oczywiście. Nastawiali się na tradycyjne wręczenie kwiatów i wspólny taniec do piosenki Wspaniałych rodziców mam, a tu taka niespodzianka. Gdy na ekranie pojawiły się wideo-podziękowania, na twarzy Rodziców najpierw zobaczyliśmy zaskoczenie, które błyskawicznie przemieniło się we wzruszenie. Nie mieli pojęcia, że tak mogą wyglądać podziękowania.

Jakub: Jak wyglądały pierwsze kroki do stworzenia wideo-podziękowań?

Joanna: Sceny do filmu, lokalizacje, napisy, gadżety, przebrania to wszystko wymyślaliśmy sami. Inspirowaliśmy się materiałami znalezionymi w sieci, ale też i głosem serc. Chcieliśmy aby, mimo tysiąca podobnych filmów, nasz był wyjątkowy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu.

„Gdy kręciliśmy nasze wideo-podziękowania na planie było tak wesoło, że kilka scen należało powtórzyć”

Jakub: Jak długo i czy sami Państwo pracowali nad materiałem?

Joanna: Przygotowanie materiałów (kolorowych kart z napisami, strojów, kłódek, farb, kredy, lampionów itp.) zajęło nam około 2 tygodnie. Do tego czasu doliczamy dodatkowe kilka tygodni na analizę kilkudziesięciu filmów na YouTube, by zobaczyć co zrobiły inne pary. Na samo nakręcenie filmu potrzebowaliśmy 16 godzin. Udało nam się zrealizować zdjęcia w 2 dni, a to wszystko dzięki firmie zajmującej się nagrywaniem takich podziękowań.

Jakub: 16 godzin? Przecież materiał trwa tylko 4,5 minuty.

Joanna: Na planie było tak wesoło, że kilka scen należało powtórzyć. Bawiliśmy się znakomicie. Dodatkowy czas pochłaniały zmiany lokalizacji. Co więcej, w międzyczasie wprowadzaliśmy też poprawki do pierwotnego pomysłu lub wymyślaliśmy coś na bieżąco z naszym kamerzystą – by dostosować sytuację do otoczenia.

Jakub: Wspomniała Pani o firmie zajmującej się nagrywaniem takich podziękowań…

Joanna: Film został nakręcony i zmontowany przez profesjonalistów, sami nie uzyskalibyśmy takiego efektu. Nasz realizator bardzo zaangażował się w produkcję, mogliśmy liczyć na jego dobre rady. Cały czas dbał o to by na planie panowała wesoła atmosfera. Tym samym wprawił nas w dobre humory i chętniej się wygłupialiśmy.

Jakub: Przejdźmy teraz do weselnych wspomnień. Proszę powiedzieć o momencie prezentacji filmu.

Joanna: Gdy nadszedł ta chwila, po kilku słowach wstępu i krótkim oficjalnym podziękowaniu, zaprosiliśmy wszystkich gości do obejrzenia filmu. Razem z mężem i Rodzicami stanęliśmy po środku sali, objęliśmy ich i spojrzeliśmy na ekran. Wtedy z rzutnik wyświetlił pierwszą scenę podziękowań. Po filmie wręczyliśmy rodzicom kwiaty i własnoręcznie zrobione albumy ze zdjęciami.

Rodzice oglądali wideo-podziękowania codziennie przez kilka kolejnych tygodni

Jakub: Jak zareagowali Rodzice i goście?

Joanna: Tak jak mówiłam, Rodzice najpierw byli zaskoczeni, a później płakali ze wzruszenia i śmiechu. Od razu zażyczyli sobie kopii filmu, który oglądali codziennie, przez kilka kolejnych tygodni. Natomiast inni uczestnicy też byli pod ogromnym wrażeniem. Prawie wszyscy goście podchodzili gratulując nam pomysłu i pytając jak to wszystko zrealizowaliśmy.

Jakub: A więc warto było?

Joanna: Myślę że była to najlepsza forma podziękowań jakie mogliśmy zrealizować, no i mamy wspaniałą pamiątkę, która zostanie z nami na zawsze.

Jakub: Dziękuję za rozmowę i życzę Państwu pomyślności.

Joanna: Dziękujemy.

Własna kawiarnia, marzenie czy udręka?

Jeżeli nigdy nie miałeś marzenia by prowadzić własny lokal gastronomiczny, nie czytaj tego tekstu. Jeżeli jednak kiedyś zadałeś sobie pytanie: jak założyć własną kawiarnię?, mam coś dla Ciebie.

Książka o tym jak krok po kroku założyć własną kawiarnię

Kiedy dostałem zapytanie od właściciela portalu rozpisani.pl – czy mam ochotę rzucić okiem na książkę Michała Hellera przeraziłem się, że znany filozof, specjalista od sztuki w równaniach matematycznych, napisał książkę, której tematem jest kawiarniany biznes. Na szczęście, pomyliłem się.

Autorem Własna kawiarnia, marzenie czy udręka? jest młody biznesmen, któremu udało się założyć własną mini sieć punktów gastronomicznych (obecnie funkcjonują trzy lokale TAKE AWAY COFFE. Kawę możemy wypić we Wrocławiu, Szczecinie i Kielcach), a później ją sprzedać dla firmy Wojtex [informację znalazłem pod tym adresem].

Teraz Heller postanowił podzielić się swoją wiedzą z osobami, które marzą o założeniu kawiarni. Stworzył książkę, która jest obowiązkową lekturą dla wszystkich początkujących właścicieli punktów z kawą i osób przymierzających się do otwarcia lokalu gastronomicznego.

Biznes na kawie oparty na kawie

Heller zaczyna od historii kawy, potem przechodzi do szczegółów biznesu. Pisze o najczęściej zadawanych przez Klientów pytaniach, doborze o wystroju lokalu, uzmysławia, że lokalizacja w centrum miasta (większość czytelników tego bloga, w tym i ja, zakładałoby punkt z kawą właśnie w tym miejscu) może okazać się biznesowym samobójstwem. Kolejne fragmenty książki poświęca sprawom takim jak dobór sprzętu, sposoby na oszczędności, czy też jak sprawnie przejść przez kontrolę Sanepidu. Całość zamyka dokumentacją – wzorami pism niezbędnych w prowadzeniu własnej kawiarni.

Gdybym otwierał kawiarnię, wiem, że książka Michała Hellera byłaby obowiązkową pozycją na moim czytniku (nie ma wersji papierowej). Kierując się wskazówkami- nieprzegadanymi, zawierającymi konkrety- na pewno osiągnąłbym sukces.

Własna kawiarnia, marzenie czy udręka? jest spoko – jak mawia młodzież – ale…

Kawa na ławę – ta książka straciła szansę na ocenę 10/10 już na samym początku

Wszystko przez 2 stronę. Znajduje się na niej spis treści, który odrzuca! Rozdziały zapisane są od myślników, bez podania numerów stron, każdy zaczyna się małą literą, nie ma linków odsyłających do konkretnego fragmentu. No i ten nagłówek HISTORIA KAWY, który powinien znajdować się na 3 stronie.

To nie jest mało istotny szczegół. Dobrze złożony spis treści pomógłby czytelnikom w szybszym dotarciu do konkretnych fragmentów, bez przewijania lub wklepywania fraz w czytnikową opcję SZUKAJ.

Mam nadzieję, że ów problem zostanie szybko naprawiony.

Ocena: 9,5/10

Michał Heller Własna kawiarnia, marzenie czy udręka? Rozpisani.pl, 2015

Jak zareklamować kwiaty? – czyli copywriting po białostocku

Białystok, moje rodzinne miasto, to miejsce wyróżniające się ogromną ilością zieleni. Często słyszę od osób odwiedzających stolicę Podlasia opinie: „Ale fajnie! Macie tu tyle drzew, krzewów i trawników. Są dosłownie wszędzie”. Tak, śmiało mogę powiedzieć, zwracamy dużą uwagę na otaczającą nas roślinność.

Dlatego też w mieście nad rzeką Białą znajduje wiele kwiaciarni. W każdej dzielnicy jest ich kilka – dzięki czemu, podczas okresu edukacji, nigdy nie miałem kłopotu z kupnem kwiatów na Dzień Nauczyciela. Jednak duża ilość konkurencyjnych punktów sprzedaży, zmusza właścicieli sklepów z kwiatami do podjęcia działań, które zapewnią im większą ilość klientów.

Copywriter radzi: Jak tworzyć skuteczne hasła reklamowe?

Metod jest naprawdę wiele. Obniżki, atrakcyjny towar, pracownicy posiadający wiedzę na temat hodowli oraz pielęgnacji kwiatów – to wszystko działa i zapewnia kwiaciarniom zyski. Jednak niektórzy sprzedawcy, rozbudzają w sobie ukryte zdolności copywriterskie i …

…tworzą hasła takie jak:

Kwiaty nie rozwiążą Twoich problemów, ale to zawsze dobry początek

Efektywne! Prawda, że nie sposób nie zareagować na nie? Mimo, że jest bardzo długie, działa! Spójrzmy na trzy najważniejsze jego zalety:

  • Ma zabarwienie optymistyczne. Zachęca do zakupów. Obiecuje poprawę.

  • Uczestnicy moich szkoleń i warsztatów wiedzą, że „zaprzeczenia” mają niesamowitą moc. Wielokrotnie pisałem też o tym na blogu, na przykład tutaj. W tym przypadku widzimy prawidłowe zastosowanie negacji. Jak wiemy, umysł ludzi nie rozumie zaprzeczeń stąd

    Nie rozwiążą Twoich problemów

    odczyta jako:

    Rozwiążą Twoje problemy

    a dopiero później zajmie się „nie”. Doskonała robota!

  • Trzecią zaletą jest zapadnięcie hasła w pamięć. Być może odbiorca nie mógł wejść do kwiaciarni, bo śpieszył się do pracy. Jednak opowie o tym co widział swoim koleżankom i kolegom (marketing wirusowy), a gdy kiedyś będzie szukał kwiatów, doskonale przypomni sobie miejsce gdzie widział: Kwiaty nie rozwiążą Twoich problemów, ale to zawsze dobry początek.