Miesięczne archiwum: Styczeń 2012

Estetyka tekstów

W jednym z poprzednich wpisów wspomniałem o czytelności materiału. Dziś chciałbym przyjrzeć się bliżej owemu zagadnieniu.

Precyzując- poruszę kwestię estetyki wizualnej.

Od czasu do czasu spotykam się z tekstami (listy oraz katalogi reklamowe wydrukowane na kartce papieru, czy też elektroniczne maile, oferty i zapytania), które dosłownie odrażają.  A to precyzyjnie złożona (dosłownie trzykrotnie; format A4) wymiętolona kartka papieru, a to tłuste plamy, bądź źle skserowana/wydrukowana nieczytelna treść oferty. Bez trudu można znaleźć trochę przykładów.

Tu pragnąłbym zaznaczyć, dla wnikliwie czytających, że są to „niechlujne wyjątki”. Większość materiałów, które otrzymuję pocztą tradycyjną i drogą elektroniczną, wyróżnia się wzorową estetyką wizualną.

Dlatego przed zaklejeniem koperty lub wciśnięciem przycisku „wyślij” sprawdź:

  • Czy papier nie jest zniszczony (plamy, zagniecenia, wady producenckie nośnika- np. skazy, dziury, przebarwienia).
  • Czy druk jest możliwy do odczytania/ jeżeli piszesz odręcznie (sporadycznie otrzymuję tak zapisane teksty) przyjrzyj się czytelności każdego wyrazu.
  • Czy dobór rodzaju/koloru/wielkości czcionki nie utrudnia przekazu.
  • Czy wszystkie obrazki, które planujesz wysłać w mailu, zostały prawidłowo dobrane i umieszczone w treści (tzn. na 100% „wyświetlą się” użytkownikowi).

 

Czyli…… przekazuj drugiej osobie teksty w takiej jakości, w jakiej sam chcesz otrzymywać.

Historie w spotach wideo

Skoro poruszyliśmy (kilka tygodni temu) temat spotów wideo, przyjrzyjmy się czy i tam znajdziemy jakieś historie?mailinglist(1)

Oczywiście, że są (chyba, że jest to blok reklamowy na kanale osiedlowej telewizji zawierający jedynie  plansze graficzno-tekstowe).

Najpopularniejsze są te historie, które odwołują się do naszego codziennego życia. Skonstruowane w taki sposób, by odbiorca mógł łatwo zidentyfikować się z bohaterami kilkunastosekundowego spotu.

Najczęściej spotykanym tu scenariuszem jest ten opierający się na pokazaniu problemu, a następnie wyjawieniu tajemnicy jego rozwiązania.  Stąd właśnie widzimy cudowne ozdrowienia obolałych kobiet, odmłodzone gwiazdy pokazujące jakie miały niegdyś zniszczone włosy, czy też przemienienie (za sprawą jednego dotknięcia gąbką) brudnej sterty naczyń w bajkowo czysty zestaw misek, garnków i  talerzy. Wszystko to przedstawione w konwencji (choć wyidealizowanej, ale ) jak najbardziej przyjaznej (na pierwszy rzut oka) w odbiorze dla zwykłego Kowalskiego.

Na pierwszy rzut oka, bo jednym z założeń konstrukcji reklamy jest zaprezentowanie produktu odbiorcy w taki sposób, by ten został częściowo lub w pełni pozbawiony prawa swobodnego wyboru. Jednak nie o to jest tematem tego wpisu.

Czasami twórcy reklam decydują się na wprowadzenie oryginalności  i elementu zaskoczenia, lub sięgają po mniej utarte schematy konstrukcji reklamy. Stąd w sytuacje z codzienności wkraczają rozgadane produkty spożywcze, Serce i Rozum, a nawet selekcjoner polskiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej trenujący zwykłych mieszkańców naszego Kraju.

Efekt?

Niebywały. Dokładniej mówiąc, często wykraczający poza świat reklamy. Oto przykład: w jednym z  centrów handlowych, na weekendowych, przedświątecznych zakupach, atrakcją większą od spotkania i zdjęcia z Mikołajem były przemierzające halę Serce i Rozum, które rozdawały tylko ulotki.  To przy nich było najwięcej dzieci, a co za tym idzie i ich rodziców. Czy czegoś chcieć więcej? 

Mówiąc o nietypowości warto zaznaczyć, ze czasem twórcy spotów  sięgają po elementy szokujące (reklama shockvertising). Mają one na celu szokować odbiorcę prezentując treści, które zagrają na strunach emocji i przekonań odbiorcy. Najczęściej wykorzystują je w swoich scenariuszach wideo producenci kampanii społecznych. Stąd na ekranach telewizorów oraz monitorów widzimy historie przestrzegające za pomocą przykładów przed: narkotykami, alkoholem, czy też brakiem tolerancji.

Blog roku 2011

Droga Czytelniczko/ Drogi Czytelniku,

Zwracam się z uprzejmą prośbą o oddanie głosu na mój blog w konkursie BLOG ROKU  2011.

Aby zagłosować, wyślij (jeden) SMS na numer 7122, w treści podając numer B00113 (słownie: B zero zero jeden jeden trzy)

KOSZT SMS 1, 23 zł brutto

Z góry dziękuję.

Noworoczne postanowienia? Niezły żart.

No i doczekaliśmy się!

W końcu nadszedł upragniony 2012. Przywitaliśmy go z hukiem petard, postukujących lampek szampana, najczęściej mamrocąco-wyklepanych (co nie znaczy, że nieszczerych!!!) życzeń oraz serią noworocznych postanowień.

Osobiście, jak przeczytałeś w tytule wpisu, traktuję owe sylwestrowe obietnice jako żart. Dlaczego? Pozwól, że opowiem na swoim przykładzie.

Zacznijmy od czasów liceum. Ponieważ uczyłem się tylko tego co uznałem za potrzebne, dlatego pierwsze postanowienie dotyczyło dostosowania stanu wiedzy do kretyńskiego systemu ocen (nawet z fizyki, która do dziś, wraz z przywołanym obrazem nauczycielki, wywołuje na mojej skórze ciarki). Drugim było znalezienie w końcu :) fajnej dziewczyny, a trzecim zarobienie większych pieniędzy na malowaniu graffiti- o czym wspomniałem we wstępie do Podstaw pisania przekonujących tekstów. Następnie prężyłem się z lampką szampana, wybuchające petardy dawały mi sygnał startu, rozpoczynałem sprintem, by nieco zwolnić- przecież miałem na to 365 dni.

Nadchodził kolejny Sylwester i jak co roku okazywało się, że tylko spełniła się ostatnia obietnica. Do dziś śmieję się ze swojej zdziwionej miny.

Dlaczego ponosiłem klęskę z pozostałymi postanowieniami? A jak miałem je zrealizować, jeśli spędzałem czas z puszką farby w ręku, rysując, czytając lub coś pisząc?

Nie lepiej było na studiach, choć licealne postanowienia zmieniły kolejność spełniania. Przestałem malować, wciąż poznawałem fajne dziewczyny, a do tego uczyłem się na wymarzonym kierunku- więc i stan wiedzy uległ błyskawicznemu rozszerzeniu (ba, nawet miałem przyjemność obcowania z przedmiotami ścisłymi, które okazały się niebywale pasjonujące). Co z tego, jeśli nie spełniały się nowe sylwestrowe obietnice.

Nie udawało mi się między innymi: rzucić palenia, czy też kontynuować sumiennie zgłębiania tajników języka angielskiego.

Do czasu…. Od kilku lat nie palę, codziennie mam styczność z mówionymi i pisanymi tekstami w języku angielskim. Jednak wiem, że za tym wynikiem nie kryje się, podobnie jak za uskutecznieniem licealnych obietnic, jedno sylwestrowe postanowienie.

Traktowałem, jak większość „sylwestrowych postanawiaczy”, czas pierwszych chwil Nowego Roku jako wyjątkowy moment, gdy coś się kończy a coś się zaczyna. Wiedziałem, że pora na zmianę.

Jednak było to uczucie wywołane chwilą!

2 stycznia wracałem do swoich obowiązków i zauważałem, że nic się nie zmieniło. Mam te same problemy, pieniądze w portfelu nie chcą ulec cudownemu rozmnożeniu, media wciąż zasypują złymi wiadomościami, a uzależnienie od nikotyny nie uleciało wraz z ostatnią petardą. Stąd, prędzej czy później, piękne postanowienia ulatywały z pamięci.

W celu wprowadzenia zmian potrzebowałem, postanowienia- które wypływało nie z chwili uniesienia, ale z wewnętrznej potrzeby. Musiałem zrozumieć, że tego właśnie chcę, nakazać zmotywowanie się dla umysłu, bo metamorfoza nigdy nie rozpoczyna się samoistnie, z niczego.

Dodatkowo nauczyłem się, że każdy dzień jest dobry na rozpoczęcie samodoskonalenia, nawet Sylwester, jeśli naprawdę tego się chce i potrzebuje tej zmiany (czyli rozumie jej wartość).

Nie ukrywam, że dużą rolę w odkryciu odegrało NLP oraz rozmowy ze znajomymi psychologami i osobami, które podziwiam.

Co więcej, wielokrotnie wykorzystałem tę wiedzę- między innymi do nauki jazdy na unicyklu, w czasie wypraw turystycznych, napisaniu książki, czy też w doskonaleniu zawodowym.

Czy to znaczy, że nie miałem postanowień w minionego Sylwestra?

Wręcz przeciwnie. Podnosząc wczorajszą lampkę szampana miałem ich naprawdę wiele – chyba najwięcej w całym swoim życiu. Jednak nie łudzę się i traktuję je jako marzenia, z których spełnię tylko te, na które będę miał (wewnętrzną potrzebę i ) ochotę.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!