Miesięczne archiwum: Październik 2011

Piszesz? Mówisz? Nie zanudzaj!

Podstawowa zasada komunikacji werbalnej i niewerbalnej brzmi- nie zanudzaj.

Nadawca (osoba mówiąca/pisząca), zgodnie z powyższą regułą, musi budować komunikat w taki sposób, by zaciekawić odbiorcę (słuchacza/czytelnika) i zmusić go do podjęcia działania.

Tu przypomina mi się historia opowiedziana przez znajomego copywritera. Kilka lat temu zgłosił się do niego Klient z poważnym problemem.  Jako osoba pełniąca kluczową rolę w firmie szukał rozwiązania, które pomoże mu zwiększyć efektywność wystąpień publicznych. Bowiem, odbiorcy jego słów nie tylko się nudzili, ale potrafili dosłownie zasnąć.

Czym zatem charakteryzuje się tekst wypowiedzi, która nie ukołysze odbiorcy do snu?
Przede wszystkim musi:

– być spójna,
Materiał nie przekracza stosownej długości (tzw. nie jest rozgadany).

– być na temat,
Rozbudowanie tematu o liczne wątki poboczne nigdy nie służy zrozumiałości  tekstu. Z prostej przyczyny, odbiorca zaczyna się w pewnym momencie gubić- dekoncentruje się, traci uwagę, a na koniec przestaje słuchać/czytać.

zawierać  elementy atrakcyjne dla przedstawiciela danej grupy docelowej.
Mieści w sobie elementy istotne dla odbiorcy. Są one pogrupowane pod względem priorytetu-od najważniejszych po te warte podkreślenia.

W najbliższych postach przyjrzymy się bliżej tym cechom.

Ważnym jest również sposób przedstawienia tekstu. W przypadku wystąpienia istotne są: sposób wygłoszenia, ton głosu, język ciała, czy też miejsce prezentacji. Natomiast prezentując materiał  na papierze/ekranie komputera zwraca się uwagę na czcionkę, kolor, wygląd wizualny całości, czy też  cechy fizyczne nośnika.  Jest to również temat, który poruszę w najbliższym czasie.

U nas teksty pisze informatyk

– A po co copywriter? U nas teksty na stronę pisze informatyk- powiedział do słuchawki właściciel lokalnego przedsiębiorstwa.
– I jest Pan zadowolony z ich jakości?
– Ja tam się nie znam na jakości- odburknął.- Ważne, że są tam najważniejsze dla klientów informacje.

I już wszystko było jasne. Mój rozmówca posiadał stronę, ale nie miał zielonego pojęcia, jak ważne jest zwrócenie uwagi na zamieszczone na niej treści. Uważał, że skoro towar się sprzedaje, to jest wszystko w porządku. Dlatego potraktował machnięciem ręki informacje o znaczących błędach.

Od tej rozmowy minęły dwa miesiące. Teksty zamiast przejść korektę (wskazałem przykładowe usterki), zostały wzbogacone o kilka napisanych z błędami aktualności. Wciąż znajdujemy na stronie między innymi:

  • Zwracanie się do czytelników z małej litery, co uważam za największy brak szacunku wobec odwiedzającego.
  • Błędy językowe i ortograficzne, co jest świadectwem bycia na bakier ze słownikiem programu Office.  Tu muszę wspomnieć, że byłem wielce zdumiony odkryciem słowa wziąliśmy.
  • Kłopoty z odmianą nazw miesięcy oraz zaimków.
  • Literówki i powtórzenia.
  • Liczne błędy interpunkcyjne. I nie wykłócam się tu o postawienie przecinka, ale o brak kropek wieńczących zdanie.

Treść materiałów, zamieszczonych na wspomnianej stronie, na pewno nie stanowi pozytywnej wizytówki dla firmy. A to bardzo szkodzi sprzedaży- szczególnie w czasach „niepewnych finansowo”, gdy wizerunek producenta jest równie ważny jak jakość i cena produktu.

Osoba wchodząca po raz pierwszy na stronę, nie może znaleźć na niej błędów. Szczególnie tych momentalnie rzucających się w oczy. Jeżeli to zrobi, zaczyna tracić przekonanie. Mówiąc obrazowo, w jej umyśle pojawia się napis UWAGA i zaczyna być wyczulona na kolejne usterki. A to na pewno nie służy prezentacji oferty.

Trzymajmy się dalej obrazów. Zawartość tekstów na stronie (podobnie jak jej wygląd od strony wizualnej), można porównać do garnituru sprzedawcy. Nie musi być on z najnowszej kolekcji. Ważne by nie było porwanej nogawki, na klapie nie widniała plama po soczystym schabowym z ziemniakami, a koszula odznaczała się czystością i brakiem zagnieceń. Bowiem tylko do takiego człowieka podejdzie kupujący. No chyba, że kogoś pociągają niechluje.

Istnieje również  podejście- skoro wciąż sprzedaję, na co mi dbanie o wizerunek, lub głowienie się czy teksty przyciągną kolejnych klientów.
Jak wspomniałem, właściciel strony ma wciąż takowe. No cóż pewnych osób się nie zmieni.

Dlatego pozostawię je bez komentarza.

Pracując jako copywriter

I
Niniejszy wpis poświęcę wyjaśnieniu, co rozumiem pod pojęciem copywriting.

Nie   będę   skupiał   się   na mojej drodze do kariery: pierwszych zwycięstwach i porażkach, zbawiennym wpływie pedagogicznego terroru oraz działaniach w branży literackiej. O tym wszystkim przeczytasz  w  mojej  książce-  poradniku dla copywriterów.

Jeżeli jesteś ciekaw, jak wyglądały moje początki, dlaczego pierwszy tekst autorski napisała dla mnie Mama, czy też jak reklama chrupek może zmusić do bliskiego zaznajomienia się z prawem autorskim, zajrzyj do niej. Więcej informacji już niebawem.

Opowiem Ci, jak w obecnej chwili wygląda moja praca.

II
Być skutecznym freelancerem, to prawdziwe wyzwanie.

Po pierwsze, każdy wolny strzelec musi nauczyć się samodyscypliny. Jako szef samego siebie decyduje o czasie pracy. Jeżeli, mówiąc młodzieżowym językiem, „przegnie z jego długością”, powinien spodziewać się pojawienia dużych kłopotów. Przemęczy się, straci jakość zlecenia. Z drugiej strony, pozwoli sobie na zbyt wiele chwil odpoczynku,  dozna niepotrzebnego stresu i robienia wszystkiego w pośpiechu (a tu łatwo o błędy).

Do tego dochodzą relacje z otoczeniem. Większość moich znajomych, pracujących w podobny sposób, musi borykać się z niesprawiedliwą opinią ze strony rodziny i znajomych. Dla wielu osób (zatrudnionych na etacie) freelancer, to człowiek, który ma czas. Stąd uważają, że ma zawsze chwilę na spotkania, przenoszenie na zawołanie lodówek, lub pilnowanie rozwydrzonych dzieci. A niektórym bliskim nie sposób odmówić.

Po trzecie, freelancer musi znaleźć czas na wyszukiwanie zleceń. Na dzień dzisiejszy posiadam Stałych Klientów, ale ich zdobycie wiązało się z ogromną ilością rozmów telefonicznych, mailowych, a czasem długich wyjazdów.

Dlatego musiałem wprowadzić do swojej pracy organizację jej planu. Dzielę każdy dzień na części, w których pracuję, sprawdzam pocztę, czy też mogę pozwolić sobie na odejście od komputera.

Musiałem wprowadzić do swojego życia zasadę- przedsiębiorcą jesteś całą dobę, siedem dni w tygodniu. Bowiem, zlecenia najczęściej napływają falowo. Raz masz mniej zamówień,  raz więcej. Dlatego, jeśli Klient potrzebuje tekstu w ciągu weekendu, dostarczam mu go.

Na końcu została satysfakcja. Rozumiem ją dwojako. Z jednej strony są to chwile, gdy Klient dzwoni przed północą z prośbą o pomoc (bo wie, że copywriter mu doradzi).  Z drugiej, określam nią uczucie, gdy widzę, że wykonana praca służy zleceniodawcy (pojawia się w przestrzeni publicznej).

 

III
Copywritng jest więcej niż pracą, to styl życia .:)

Jestem uzależniony (nie ukrywam tego) od słowa pisanego. Odkąd prowadzę działalność    są to w większości materiały związane z pracą  (od tekstów do czytania po te do wygłaszania), w mniejszej utwory literackie i te z gatunku krytyki. W okresie studiów proporcje były odwrotne.

Piszę zarówno w domu, pracy, pociągu…

… a jeśli tego nie robię, oznacza to , że czytam książkę, oglądam film, lub spędzam czas  z  bliskimi lub przyjaciółmi.

Ogromną wagę przykładam również do reklam. Zbieram zarówno ulotki (szczególnie upodobałem te polityczne), foldery i katalogi, jak i nie przełączam kanału telewizyjnego,  gdy pojawia się blok reklamowy. Wiele osób dziwi się temu. Jednak dobrze wiem, że prace konkurencji mogą stanowić świetną inspirację do moich kolejnych działań.

IV
Na koniec chciałbym zaznaczyć błąd, który wielokrotnie można spotkać w sieci. Dotyczy prawidłowego zapisu zawodu osoby pracującej jako copywriter.

Często pojawiające się na aukcjach ze zleceniami zapisy takie jak copywrajter, copyrighter, kopywrajter są błędem. Tak nie można pisać.